Koczowisko Romów w Poznaniu to efekt systemowego wykluczenia. "Zajmowanie pustostanów wynika z niemożności wejścia w system mieszkaniowy"

Emilia Bromber
Emilia Bromber
Koczowisko przy ul. Lechickiej
Koczowisko przy ul. Lechickiej Lukasz Gdak
Rada osiedla Winogrady Północ napisała list do wiceprezydenta Poznania z prośbą o reakcję na nieodpowiednie zachowanie Romów, zamieszkujących okoliczne koczowisko. Mieszkańcy skarżą się m.in. na hałas, bałagan i zanieczyszczenie powietrza. Na czym polega problem koczowiska? "Mamy do czynienia z bardzo ubogą społecznością, która żyje w ten sposób nie dlatego, że ma to "we krwi", ale dlatego, że od lat 90. doświadcza systemowego wykluczenia" - mówi Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów.

Koczowisko Romów w Poznaniu

W odpowiedzi na list rady osiedla, ma odbyć się spotkanie zorganizowane przez pełnomocniczkę wojewody ds. mniejszości narodowych i etnicznych, Marię Kurpecką, w którym uczestniczyć będzie 10 podmiotów, które na co dzień współpracują z Romami z koczowiska.

- Takie momenty konfliktowe powinny być traktowane jako punkt wyjścia i potencjał, żeby tą sytuację rozwiązać i rozpocząć współpracę pomiędzy społecznością i mieszkańcami – mówi przedstawicielka Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów

Beata Strzyżowska, radca prawny wypowiada się na temat frankowiczów

Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów, które od lat pracuje z romskimi imigrantami pochodzenia rumuńskiego, którzy zamieszkują koczowisko przy ul. Lechickiej, wskazuje, że często sposób w jaki żyją Romowie racjonalizuje się i uzasadnia „kulturą Romów”.

- Nie ma czegoś takiego, jak „kultura Romów”. Mamy do czynienia z bardzo ubogą społecznością, która żyje w ten sposób nie dlatego, że ma to „we krwi”, ale dlatego, że od lat 90. doświadcza systemowego wykluczenia - mówi przedstawicielka Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów

Na tych samych działkach mieszkają też polscy bezdomni, a zajmowanie pustostanów na terenie ogrodów działkowiczkach wynika bezpośrednio z braku możliwości wejścia w system mieszkaniowy. Osoby, które weszły w system mieszkaniowy, pozostają w nim.

- Ta grupa żyje w skrajnym ubóstwie bez wody i bez prądu. Jeżeli chodzi o śmieci, to Romowie też się ich wstydzą, też ich nie chcą. To nie jest grupa jednolita, ale przerzuca się na nią zbiorową odpowiedzialność. Część rodzin nie zgadza się z tym i na przykład wokół swoich domów buduje płoty, bo też nie chce śmieci i nie chce być za nie odpowiedzialna – tłumaczy osoba pracująca z Romami, zamieszkującymi koczowisko.

Koczowisko: jak pomóc jego mieszkańcom?

Jak zaznacza rozmówczyni, potrzebny jest proces wypracowania rozwiązań, które dążyłyby do zmiany tej sytuacji, a chcą tego wszyscy – Romowie, mieszkańcy i instytucje. Aby to osiągnąć należy też zrozumieć, że osoby te nie są nomadami.

- Dotychczas polityka traktowała tą społeczność jak nomadów, którzy pojawiają się na chwilę, a działania skierowane wobec nich były skoncentrowane na to, żeby się ich pozbyć, a nie na to żeby ich włączyć do systemu. Tylko we Wrocławiu istnieje lokalna polityka, której celem jest zlikwidowanie problemu koczowisk. W Poznaniu ta debata dopiero się rozpoczyna. To wymaga skoordynowanych działań i stworzenia takiej płaszczyzny, gdzie także Romowie świadomie mogliby uczestniczyć – mówi członkini Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów

Czytaj także: Romską poetkę chcieli wyrzucić z imprezy na MTP. Oskarżono ją o... grzebanie dłonią w jedzeniu. Teraz przepraszają

Romowie poza systemem

Rozmówczyni zwraca uwagę na bariery i trudności z jakimi spotyka się ta społeczność.

- Zawsze wobec imigrantów Romskich wymaga się akceptacji prawa, a często się wobec nich to prawo łamie. Najlepszym przykładem jest brak realizowania prawa do edukacji. Dzieciom zarzuca się, że nie chcą chodzić do szkoły, a rodzicom, że nie chcą dzieci posyłać. Tymczasem przez wiele lat szkoły podstawowe, w tym rejonowa, odmawiały przyjęcia dzieci z koczowiska. Wszystko jest procesem i zależy od woli politycznej – tłumaczy przedstawicielka Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów

Dopiero niedawno udało się znaleźć placówkę, która zgodziła się przyjąć dzieci. W zeszły roku do Szkoły Podstawowej nr 26 w Poznaniu uczęszczało 25 uczennic i uczniów z koczowiska.

To systemowe wykluczenie z systemu edukacji powoduje, że mamy do czynienia z trzecim pokoleniem osób borykających się z problemem analfabetyzmu. W konsekwencji takie osoby nie mają szans na znalezienie pracy i poprawienie swojej sytuacji.

Czytaj także: Centrum Praw Kobiet działa również w Poznaniu. Głównie po pomoc zgłaszają się ofiary przemocy domowej. W czasie pandemii jest wiele zgłoszeń

Problemem jest także samodzielność poruszania się w systemie, z którego osoby są wykluczone – często rejestracja w urzędzie pracy, czy w opiece społecznej nie jest możliwa bez tłumacza, pomocy kogoś z organizacji pozarządowej lub MOPR-u, i często dochodzi do skutku dopiero po latach.

Jak przez rok zmieniły się ceny

Co podrożało, a co staniało przez ostatni rok? Zobacz porówn...

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie