Komunie i inne z dziećmi problemy

Kamilla Placko-Wozińska
U baby koleżanek przygotowania w fazę ostatnią wkroczyły. Czas komunii świętych nastał, co z wydatkami świeckimi całkiem się wiąże. - E, teraz to na sukience na przykład oszczędności macie - baba pocieszała. - A za czasów dziecka mojego, to w albach się nie szło. - No co ty? Bez sukienki?- koleżanka się zadziwiła. - Na przyjęcie być przecież musi, a przyjęcie w restauracji ...

I wyszło tak, że ta materia wszelka ducha pokonuje całkiem.

- U mnie duchowe problemy występują też - inna z mam zaprotestowała. - W kwestii spowiedzi na ten przykład.
Syn jej problem duży miał. Czas spowiedzi pierwszej się zbliżał, siedział z kartką zafrasowany bardzo. Sumienia rachunek robił.

- Mamo - odezwał się w końcu. - Daj mi jakiś grzech, bo ja żadnego nie mam.

- Jak to nie masz? - koleżanka się zdumiała. - A jak z siostrą się biłeś?

- To nie grzech, ona zawsze zaczyna - kategorycznie oświadczył.

- A jak o godzinę później do domu wróciłeś?

- Co ty, winy mojej w tym nie było! - zdenerwował się. - Gra nam się przedłużyła. Nic nie rozumiesz! - zezłościł się już całkiem.

- No to już masz grzech, z matką się kłóciłeś!

- Mama - w głosie podziw słyszeć się dało. - Ale ty jesteś super. Dzięki…

Przyjaciółka baby natomiast, córce na karuzelę iść nie pozwalała. W strachu była, że kolana podrapie, albo inne nieszczęście będzie. Bo jak nogę dziecko złamie, to co? Komunię odłożyć, jak tort już zamówiony? Pół godziny nawet nie minęło, gdy córka wróciła z raną na szyi. Czerwona pręga biegła jeszcze przez ramię. Torebka przez korpus przeciągnięta o karuzelę zahaczyła.

- Mam nadzieję, że wnioski wyciągnęłaś - przyjaciółka pouczyła - że mamy słuchać należy…

- Nie..

- Nie wyciągnęłaś?

- Wyciągnęłam, ale inne całkiem, żeby torebki na karuzelę nie brać…

No to się dyskusja rozpętała, jak to trudno z dziećmi rozmawiać. Z córkami zaś zwłaszcza.

- Im starsze, tym gorzej - matka studentki westchnęła. - Ostatnio Basia rozżaloną bardzo była, bo się z chłopakiem rozstała. On to najchętniej z kolegami w miasto wieczorami wypada, a ona sama siedzi… Pochwaliłam, że słusznie zrobiła. Dnia następnego zadzwoniła, cała w skowronkach, że pogodzili się właśnie. I pretensje zgłosiła: Ty matka to wredna jesteś, chciałaś żebym go rzuciła, a my się tak kochamy…

- A, bo wy z dziećmi dorosłymi gadać nie potraficie - autorytatywnie przyjaciółka baby stwierdziła, ta co się na psychologii zna, a nawet na terapiach wszelakich. - Nic radzić nie można, nic oceniać, a wysłuchać jedynie i wspierać.
Mądre te słowa baba w pamięci miała jeszcze, gdy w drzwiach dziecko jej własne się pojawiło. Opuchnięte od płaczu, ze łzami cieknącymi po policzkach.

- Mogę spać u was? - spytało jakby nieśmiało. A babie serce się ścisnęło. Coś stać się musiało. Coś złego bardzo. Przecież pociecha ładniej mieszka, ogródek kwitnący przy domu ma, a w mieszkanku porządek, bo rzeczy zbędne baby mieszkanie zagracają. Albo pracę magisterską dziecka odrzucili, albo facet tak postąpił - baba pomyślała.

- Siadaj dziecko i mów - baba wysłuchać chciała.

- Nie mogę - łzy jeszcze siarczyściej popłynęły i dziecko do pokoju własnego dawnego uciekło.

- Wiedz jedno, z tobą jestem - baba weszła celem wsparcia udzielenia. - Bez względu na to co się stało. Każdą decyzję twoją, wszystko co twoje wspieram!

- O?! - coś jakby uśmiech na zapłakanym obliczu pociechy się pojawił. - I tę alergię moją też?

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

m
mork

A teraz to podobno jeszcze drugie komunie bedą. pozdrawiam przez łzy, nie wzruszenia a alergiczne i łączę się w bólu z dzieckiem

Dodaj ogłoszenie