Okazuje się, że złodziej nie pogardzi nawet... kotem. A ostatnio amator cudzego mienia miał się połaszczyć nawet na konia. Do nietypowej kradzieży - było nie było - potężnego zwierzaka miało dojść w okolicach jednej z podzbąszyńskiej wsi (Wielkopolska). Koń zniknął z pastwiska. Zanim jednak organy ścigania uruchomiły akcję wytropienia złodzieja i znalezienia "zguby”, z pomocą przyszedł wszędobylski internet. Na jednym z portali społecznościowych pojawił się komunikat o kradzieży konia, wraz z jego szczegółowym opisem.

Internauci udostępniali informację, która dość szybko dotarła do sporego kręgu osób. Wywiązała się też dyskusja, bo na dobrą sprawę, co złodziej ma za pożytek z takiego skradzionego konia? Przecież nigdzie nim nie wyjedzie, bo wnet będzie rozpoznany.

 

Chyba, że po kradzieży zamknie nieszczęsne zwierzę i do końca jego dni już nie wypuści spod dachu... - Byki, to kiedyś u nas kradli, ale konie?

- dziwili się zbąszyńscy policjanci, którzy w przypadku ostatniej kradzieży dość szybko jednak mogli uznać sprawę za zamkniętą. Okazało się bowiem, że koń, prawdopodobnie poczuł wiosnę i zagrał w nim zew wolności. Mówiąc krótko, uciekł z pastwiska, a nie był ofiarą złodzieja. Bynajmniej, nie oznacza to jednak, że amatorzy cudzego pogardzą jakimś czworonogiem. Na szczęście dla ich właścicieli, to sporadyczne przypadki.

 

- Z tego co pamiętam, to przed rokiem, albo dwa lata temu, otrzymaliśmy zgłoszenie o kradzieży kota z podwolsztyńskiego Komorowa - sierżant sztabowy Artur Lorenz z wol-sztyńskiej komendy policji. Przyznaje, że sporadycznie trafiają się zgłoszenia o kradzieży jednej kury, ale najczęściej ludzie dzwonią z pretensjami, że kura - lub jakiś inny drób - padła ofiarą ataku psa sąsiada.- W dzisiejszych czasach, konie mają takie paszporty i czipy, że praktycznie bez trudu można zidentyfikować skradzione zwierzę. I pewnie dlatego nikomu nie opłaca się ich kraść - uważa Natalia Matysik z Powodowa, właściciela konia.

 


STREFA AGRO NA FACEBOOKU. LUBIĘ TO!