Kradzieże, rozboje, pobicia, uprowadzenia i zabójstwa.

Materiał informacyjny
Odręczny szkic projektu sowieckiego cmentarza bohaterów w Szamotułach przy ul. Bohaterów Stalingradu (obecnie ul. Powstańców Wielkopolskich). To tutaj prawdopodobnie pochowano na jakiś czas Michała Strzelczaka, który 11 VIII 1945 r. zginął w potyczce z czerwonoarmistami na szamotulskim dworcu PKP, 1945 r. \ ze zbiorów Archiwum Państwowego w Poznaniu.
Przestępczość żołnierzy Armii Czerwonej w pociągach relacji Poznań Główny – Krzyż Wielkopolski latem 1945 r.

dr Piotr Grzelczak Oddziałowe Biuro Badań Historycznych IPN w Poznaniu

„Stosunek ludności cywilnej do wojska radzieckiego znacznie się pogorszył, tak że niektórzy komendanci powiatowi [MO] określają ten stosunek jako wrogi. Powstał on wskutek ciągłych zabójstw, napadów rabunkowych, różnych kradzieży, gwałtów kobiet, nawet staruszek i dzieci, oraz innych przestępstw dokonywanych przez żołnierzy i oficerów radzieckich” – czytamy w raporcie sytuacyjnym Komendy Wojewódzkiej MO w Poznaniu z 17 lipca 1945 r.

Nie ma chyba szczególnych powodów, aby podważać wiarygodność tego rodzaju dokumentów sporządzanych przez milicyjnych analityków, piszących wszak o sojuszniczej formacji. Pozostawiając na boku skalę zjawiska, obejmującego z różnym natężeniem całe województwo poznańskie, wydaje się, że wraz z przejściem frontu, szczególnie narażone na dojmujące skutki sowieckiej obecności były te powiaty i miasta, które leżały wzdłuż szlaków komunikacyjnych, z których regularnie korzystała Armia Czerwona.

***
Oddalone od Poznania o 35 km Szamotuły spełniały to kryterium z nawiązką. Tędy przebiegała bowiem kluczowa magistrala kolejowa, łącząca Poznań z Krzyżem Wlkp., z którego można było pojechać m.in. do Szczecina czy do Berlina. I choć obecność czerwonoarmistów dawała się we znaki mieszkańcom powiatu szamotulskiego począwszy już od końca stycznia 1945 r., to z czasem szereg „incydentów” z udziałem sowieckich żołnierzy poczęło generować właśnie bezpośrednie sąsiedztwo obleganej przez nich linii kolejowej.

Wśród wielu przykładów rozmaitych przestępstw, w tym zwłaszcza kradzieży i rozbojów, których regularnie dopuszczali się oni wobec polskich współpasażerów w pociągach relacji Poznań – Krzyż Wlkp. w lecie 1945 roku, dwa budzą szczególną grozę. Widownią pierwszego z nich była stacja kolejowa i dworzec w Szamotułach, natomiast drugiego dworce w położonym tuż za Szamotułami Pęckowie oraz w Krzyżu Wlkp. Oba przywołane wydarzenia dzieli niecały miesiąc.

***
W sobotni wieczór 11 sierpnia 1945 r. doszło do blisko dwugodzinnej potyczki w obrębie szamotulskiego dworca, stoczonej przez grupę podróżujących w kierunku Krzyża Wlkp. sześćdziesięciu czerwonoarmistów z… szamotulską milicją. Z dramatycznego fonogramu, nadanego jeszcze tego samego dnia (o godz. 22.00) przez Komendę Powiatową MO w Szamotułach do jej wojewódzkiego zwierzchnictwa w Poznaniu wynika, że pijani sowieccy żołnierze „w czasie biegu wymienionego pociągu na odcinku Pamiątkowo – Szamotuły” rozpoczęli rabunek polskich pasażerów podróżujących tym samym składem. Dodajmy, że zdaniem szamotulskiej milicji miało wówczas również dojść m.in. do „wyrzucania dzieci w biegu pociągu”, co jednak nie doczekało się później odrębnego śledztwa.

Tak czy inaczej, kierownikowi sterroryzowanej przez Sowietów jednostki udało się o całej sytuacji powiadomić stację w Szamotułach, na którą około godz. 18.00 wtoczył się pociąg. Tutaj oczekiwali nań milicjanci z plutonu operacyjnego szamotulskiej Komendy Powiatowej MO, na widok których „żołnierze sowieccy otworzyli ogień z automatów”. Wszystko to doprowadziło do kilkugodzinnej strzelaniny, w wyniku której zginął polski milicjant oraz kilku czerwonoarmistów, 6 z nich miało zostać rannych, podobnie jak ok. 10 cywilnych pasażerów feralnego składu.

***
Choć owe liczby, m.in. za sprawą notatki sekretarza Komitetu Powiatowego PPR w Szamotułach oraz w wyniku dochodzenia Komendy Wojewódzkiej MO w Poznaniu, uległy później weryfikacji i oficjalnemu zmniejszeniu do pięciu ofiar (1 milicjant, 1 cywil, 3 czerwonoarmistów) i ośmiu rannych, to skala przemocy ze strony „sojuszników” była rzeczywiście bardzo rozległa.

Wsparcia w walce z Sowietami udzielili szamotulskiej milicji stacjonujący w mieście żołnierze ludowego Wojska Polskiego, dzięki czemu udało się zatrzymać 36 czerwonoarmistów. Reszta „zbiegła ostrzeliwując się”. Wcześniej jednak zrabowali z dworcowej kasy blisko 2,5 tys. zł.

***
„Szamotulska bitwa” była wydarzeniem na tyle poważnym, że informacje na temat jej przebiegu błyskawiczne, bo już w poniedziałek 13 sierpnia, trafiły na najważniejsze biurka w Komitecie Wojewódzkim PPR (II sekretarz KW PPR Maria Kamińska), w Urzędzie Wojewódzkim (wojewoda Feliks Widy-Wirski) oraz w Wojewódzkim Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego, co pociągnęło za sobą wszczęcie przez KW MO oficjalnego śledztwa w tej sprawie i poskutkowało posłaniem z Poznania do Szamotuł dwóch milicyjnych wywiadowców.

Co znamienne, jeden z nich w kuriozalnym sprawozdaniu „z przeprowadzonych dochodzeń w sprawie zajść jakie miały miejsce w dniu 11 VIII [19]45 r. na stacji Szamotuły”, całą odpowiedzialność za krwawy przebieg opisywanych wypadków złożył na barki… swoich kolegów z szamotulskiej milicji „działającej samowolnie za podszeptem ludności cywilnej, która jest w Szamotułach bardzo wrogo usposobiona do żołnierzy sowieckich”.

***
Zapowiadało to spore kłopoty dla szefostwa szamotulskiej MO, gdyż ostrze dochodzenia prowadzonego przez „Poznań” wyraźnie skierowano właśnie w ich kierunku. Na tym tle wyjątkowo wygląda również kwestia pogrzebu poległego milicjanta, którym okazał się pochodzący z Bytynia 26-letni Michał Strzelczak. Otóż prawdopodobnie został on początkowo pochowany na tzw. cmentarzu bohaterów przy ul. Bohaterów Stalingradu (obecnie ul. Powstańców Wielkopolskich), będącym miejscem spoczynku dla czerwonoarmistów poległych bądź zmarłych w 1945 r. na ziemi szamotulskiej.

Miałoby to oczywiście głęboki wymiar propagandowy, mający w symboliczny sposób podkreślać przypadkowość jego śmierci oraz cementować rzekome „braterstwo” ofiary i jego oprawców. Dodajmy, że szczątki krasnoarmiejców w kwietniu 1953 r. przeniesiono na cmentarz w Poznaniu (Miłostowo), natomiast ciało Michała Strzelczaka trafiło ostatecznie na cmentarz parafialny w Szamotułach.

***
Spokój panujący na interesującej nas linii po raz kolejny został drastycznie zakłócony w niedzielę 9 września 1945 r. na małej stacji Pęckowo. Z pociągu jadącego do Krzyża Wlkp. wysiadło na niej kilku czerwonoarmistów, dźwigających zrabowane cywilnym podróżnym walizki. W podziale łupów skutecznie przeszkodzili im jednak milicjanci z posterunku w Obrzycku oraz funkcjonariusze Służby Ochrony Kolei. Do czasu. W momencie ich rozbrajania – jak czytamy w meldunku Komendy Powiatowej MO w Szamotułach – na peron wtoczył się kolejny pociąg, którym podróżowało, wedle różnych szacunków, od 100 do 200 sowieckich żołnierzy.

Zaalarmowani przez swoich współtowarzyszy, od razu otworzyli oni ogień do salwujących się ucieczką milicjantów. SOK-iści nie mieli tyle szczęścia, gdyż czterech zostało przez Sowietów pobitych i siłą uprowadzonych do odjeżdżającego składu. Jak czytamy w milicyjnych raportach, jeden z nich zginął po wyrzuceniu z pędzącego pociągu tuż za Pęckowem, trzech jego kolegów pojechało zaś w sowieckiej asyście co najmniej do Krzyża Wlkp.

Tutaj, gdy okazało się, że żołnierze zamierzają ich zabrać ze sobą do pociągu jadącego w kierunku Berlina, w ich obronie stanęli miejscowi SOK-iści oraz milicjanci. Ofiarą strzelaniny, która błyskawicznie wywiązała się w rejonie dworca, jako pierwszy padł milicjant, którego czerwonoarmiści zrazu „postrzelili, a następnie kolbami go dobili”. Strat w wyniku potyczki było więcej: co najmniej dwóch (bądź trzech) zabitych Polaków oraz dwóch Sowietów. Na temat dalszego losu uprowadzonych kolejarzy dostępne nam dokumenty niestety milczą.

Dodaj ogłoszenie