Posłowie mający kredyty we frankach mówią, że wiedzą najlepiej, co jest dobre dla frankowiczów

Ekonomista Piotr Kuczyński twierdzi, że problem kredytów we frankach jest sztucznie rozdmuchany przez polityków, a także media. Jego zdaniem wynika to stąd, że sami politycy są najbardziej zadłużeni i mają swój interes w tym, by o sprawie się mówiło, a państwo rozwiązało problem. Wzywa polityków, by jeśli mówią o frankowiczach, sami przyznali się do swoich kredytów. - Nie ma problemu - odpowiadają wielkopolscy posłowie.

Zobacz też: Pikieta "frankowiczów" na Starym Rynku w Poznaniu [ZDJĘCIA]

Sprawdziliśmy oświadczenia majątkowe. Wielkopolscy politycy nie przodują w braniu kredytów w obcej walucie. Na prawie pięćdziesięciu jest ich zaledwie czterech. Rekordzistą jest senator Jan Filip Libicki, który kilka lat temu wziął ponad 550 tys. franków kredytu. Jego rata może w tej chwili opiewać na 6 tys. zł.

- Politycy mają swój interes, głośno nawołując do tego, by rząd zajął się problemami frankowiczów. Sami są najbardziej zadłużoną grupą. Niech się przyznają - mówi Piotr Kuczyński. - Są osoby z bardzo trudną sytuacją: choroby terminalnej, rozwodu, długotrwałego bezrobocia. Kiedyś wzięły kredyt, a teraz sobie z nim nie radzą. Jednak takie sytuacje zdarzają się również wśród tych, którzy wzięli kredyty w złotówkach. Skoro państwo ma pomóc frankowiczom, niech pomaga wszystkim - twierdzi.

Politycy z kolei twierdzą, że to bzdura oskarżać ich o działanie pod przykrywką prywatnych interesów. - Niczego nie ukrywam. Wartość mojego kredytu widnieje w oświadczeniu majątkowym - mówi Krzysztof Kłosowski, do niedawna poseł Twojego Ruchu, dziś SLD, mieszka z Kaliszu. Jakiś czas temu prawie 200 tys. franków pożyczył na zakup nieruchomości. Dziś z ramienia swojej partii proponuje rozwiązania systemowe, które pomogłyby frankowiczom.