Krzysztof "Diablo" Włodarczyk. Jedyny polski mistrz świata czeka na walkę życia

Robert Małolepszy
Krzysztof "Diablo" Włodarczyk
Krzysztof "Diablo" Włodarczyk TOMASZ HOLOD / POLSKAPRESSE..
Krzysztof "Diablo" Włodarczyk - jedyny polski mistrz świata w boksie - wciąż czeka na walkę życia. Na celowniku ma Tomasza Adamka. Czy pojedynek dojdzie do skutku?

Dwudziestego pierwszego lipca 2011 r. Warszawa. Krzysztof "Diablo" Włodarczyk trafia na szpitalny oddział detoksykologiczny. Mistrz świata wagi junior ciężkiej federacji WBC (wciąż uważanej za najbardziej prestiżową) przedawkował środki antydepresyjne. Do dziś trudno powiedzieć, czy "Diablo" naprawdę chciał targnąć się na swoje życie czy "tylko" zwrócić uwagę na swoje osobiste problemy, czy może raczej udowodnić żonie Małgorzacie Babilońskiej, że kocha ją tak bardzo, że bez niej nie może żyć. A miłosne przygody, które wciąż mu się przydarzają z innymi kobietami, to nic nieznaczące epizody. Ze szpitala wychodzi szybko, zatrucie nie okazuje się wielkie. Do dziś jest w związku z Małgorzatą. Mają syna Cezarego.

Dwudziesty pierwszy czerwca 2013 r. Moskwa. W trzeciej rundzie walki z Rahimem Czakijewem, mistrzem olimpijskim z Pekinu, niepokonanym na zawodowych ringach, "Diablo" przyklęka na deskach po jednym z ciosów, a raczej serii uderzeń Rosjanina. Od początku walki "Maszyna", czyli Czakijew, bije jak wściekły. Włodarczyk tylko się broni. Po raz pierwszy w karierze przed oczami ma widmo porażki przed czasem. Ale się nie poddaje. Przetrzymuje huraganowe ataki. W szóstej rundzie po raz pierwszy kładzie na deski rywala, potem w siódmej i wreszcie w ósmej. Wygrywa walkę przed czasem, piąty raz broniąc mistrzostwa świata federacji WBC.

Najdramatyczniejszy moment w życiu osobistym i największy sportowy sukces w zawodowej karierze. Dwa bieguny. Totalna skrajność. Dokładnie taki jest Krzysztof "Diablo" Włodarczyk.

Z jednej strony przesympatyczny facet. Grzeczny, miły. Zawsze odbiera telefony. Nigdy nie odbiła mu sodówka. Zawsze się ukłoni, stara się być pomocny dla wszystkich.

Z drugiej totalnie szalony. Uwielbia adrenalinę. Ma wielką słabość do płci przeciwnej, kocha szybką jazdę, a ostatnio zachłysnął się lataniem na motolotni.

- To niesamowite. Tak wsiąść sobie na motolotnię, odpalić silnik i polecieć. Kurcze, jakie to było fajne. Kiedyś chciałbym się ścigać. Albo na motocyklu, albo w samochodzie. Szybkość mnie kręci - mówi nam Włodarczyk. Lot na motolotni zafundowała mu żona.

- Gocha jest dla mnie wszystkim. Żoną, przyjaciółką i kochanką. Jest niezwykle wyrozumiałą, wspaniałą osobą. Ciągle mi wybacza. A ja ciągle staram się być lepszy, choć bywa, że tracę głowę - przyznaje Włodarczyk. Mistrz nie chce tego przyznać, ale jego znajomi twierdzą, że wciąż miewa momenty, w których dopada go słabość do pięknych kobiet. Zawsze jednak wraca do żony, a ona wciąż mu wybacza.

Sportowcem jest przykładnym. Nie trzeba go pilnować w czasie treningu. Kiedyś bywało, że miał kłopoty z obudzeniem w sobie "Diabła" w ringu. W czasie jednej z walk - ze Stevem Cunninghamem w 2007 r. na Torwarze trener Fiodor Łapin trzasnął go nawet w twarz z "liścia", by go pobudzić.
To była pierwsza w karierze "Diablo" walka o pas mistrza świata - wówczas federacji IBF. Strzał z "liścia" pomógł, Polak wygrał, choć wokół werdyktu było sporo kontrowersji. Największą awanturę zrobił promotor Cunninghama Don King, jeden z najsłynniejszych i najpotężniejszych ludzi zawodowego boksu ostatnich 50 lat.

W rewanżu z Cunnighamem Włodarczyk był gorszy, przegrał, stracił pas. Dziś wiadomo, że nie był wówczas po prostu gotowy na mistrzostwo świata. Przede wszystkim mentalnie. Dziś jest wielkim, dojrzałym pięściarzem, świadomym swych atutów, ale i słabości.
Mistrzem świata ponownie został dokładnie trzy lata później. W łódzkiej Atlas Arenie pokonał przed czasem Włocha Giacobbe Fragomeniego. To była ich druga walka. Rok wcześniej w Rzymie padł remis, choć nie brakowało opinii, że już wtedy lepszy był Polak. Tak twierdził choćby oglądający tę walkę z trybun Zbigniew Boniek, który od lat interesuje się boksem.

Potem był dołek, a raczej dół, który zakończył się przedawkowaniem antydepresantów. To za walkę z kolejnym podopiecznym Dona Kinga Francisco Palaciosem (znów na Torwarze) na Włodarczyka spadła lawina krytyki.

Walczył rzeczywiście słabo, ale umiał pokazać klasę po pojedynku. Uczciwie przyznawał przed dziennikarzami, że był w kiepskiej formie, bił się w piersi i nie miał do nikogo pretensji za krytykę. Dziś mógłby pewnie udzielać lekcji Janowiczowi albo niektórym polskim piłkarzom.

Palaciosa pokonał raz jeszcze. We wrześniu 2012 r., we wrocławskiej Hali Stulecia. Niemal rok wcześniej w Australii zniszczył przed czasem lokalnego bohatera, byłego mistrza świata Dannego Greena. Ta walka nie była tak dramatyczna, jak ta z Czakijewem, ale miała podobny scenariusz. Początek dla rywala, końcówka dla Polaka.

Nikt nigdy oficjalnie nie zdradził, ile zarobił za ten pojedynek "Diablo", ale to mógł być jeden z najbardziej jego intratnych występów. Po opłaceniu podatków, odpaleniu doli dla promotora Włodarczykowi mogło zostać ok. 200-250 tys. dol. Jak się dowiedzieliśmy, wypłat na tym poziomie "Diablo" dostał jeszcze w życiu kilka. W porównaniu z Tomaszem Adamkiem, Andrzejem Gołotą czy Dariuszem Michalczewskim Krzysztof wciąż jest ubogim krewnym. Jak sam twierdzi, wciąż czeka na walkę życia, która ustawi go na czas bokserskiej emerytury.

- Mam dwa mieszkania. Jedno w Józefosławiu, drugie świeżo zakupione od Marvipolu na Sadybie. To duży, drogi apartament. Poszło na niego większość moich zaskórniaków - przyznaje Włodarczyk, który na co dzień jeździ Audi Q7. Żona ma mercedesa.
- Myślę o jakimś biznesie, który da mi zabezpieczenie na przyszłość. Coś tam nawet kombinuję, ale nie chcę na razie o tym mówić. Moim marzeniem jest, bym po zakończeniu kariery nie musiał iść do pracy. Chciałbym wtedy poświęcić się dla rodziny, ale też dla innych. Najbardziej dla dzieciaków, które potrzebują pomocy, żyją w biedzie - mówi "Diablo".

- Polityka? To na pewno nie dla mnie. Decyzji Tomka Adamka o kandydowaniu do Europarlamentu nie zamierzam komentować - ucina dyskusję, choć kiedyś wsparł w wyborach samorządowych kandydata Sojuszu Lewicy Demokratycznej na prezydenta Kielc Jana Gieradę.

Co innego showbiznes. W tej działce Włodarczyk jest bardzo aktywny. Korzysta z każdego zaproszenia. Brał udział w "Tańcu z gwiazdami". Grywał epizody w filmach, w tym w sześciu odcinkach hitu Dwójki - "M jak Miłość". Nie boi się udziału w programach telewizyjnych, niedawno wystąpił jako aktor w kampanii jednego ze sponsorów.

Nie boi się też zabierać głosu na różne tematy. Ostatnio głośno zrobiło się o jego wypowiedzi na temat gender i homoseksualizmu.
- Nie mam nic do gejów. Niech sobie żyją własnym życiem, oby tylko mnie nie zaczepiali! - powiedział "Diablo" reporterowi "Super Expressu".

- Moim zdaniem lesbijki są bardziej naturalne niż geje. Nie mógłbym patrzeć na dwóch facetów obłapiających się gdzieś na ławce w parku. A na kobiety... miło by się patrzyło - dodał w tym samym wywiadzie.

Poglądów politycznych Tomasza Adamka nie chce komentować (m.in. tej, że Anna Grodzka na pewno nie jest kobietą, bo o płci decyduje Bóg), ale chętnie skrzyżowałby rękawice z "Góralem".

- Jeśli Tomek przyjmie moją propozycję, możemy stworzyć naprawdę wielkie show. To może być walka, która przejdzie do historii polskiego boksu. A i kasa będzie taka, że zadowoli nas obu - dodaje Włodarczyk.

- Nie ukrywamy, że dziś najważniejszym dla nas kryterium jest wysokość honorarium dla Krzysztofa - mówi Andrzej Wasilewski, jeden z trzech promotorów "Diablo", najbliżej z nim związany emocjonalnie. Czasem występujący niemal w roli ojca dla pięściarza, którego określa wciąż "dużym, szalenie sympatycznym i miłym dzieciakiem".

- Szukamy dla niego walki, w której mógłby naprawdę godnie zarobić (minimum 250 tys. euro, a najlepiej więcej). Niestety, ci zawodnicy, którzy gwarantowaliby naprawdę duże pieniądze, nie chcą walczyć z "Diablo". Mowa o występujących na niemieckim ringu mistrzach WBO Marco Hucku i IBF Joanie Pablo Hernandezie. Po tym, jak zobaczyli styl, w jakim Krzysiek rozprawił się z Czakijewem, najwyraźniej się boją. Liczyliśmy na rewanż z Rahimem, ale nie ma odpowiedzi. Złożyliśmy też propozycję, że pojedziemy do Rosji bić się z niedawnym pogromcą Mateusza Masternaka Grigorijem Drozdem. Nie doszło póki co nawet do negocjacji finansowych. Wysłaliśmy też zapytanie do USA. Kiedyś BJ Flores chciał bić się z naszym zawodnikiem. Dziś ma mocnego promotora, który może będzie w stanie wyłożyć pieniądze na walkę - zastanawia się Wasilewski.

Na dziś "Diablo" raczej nie będzie walczył w Polsce. No chyba że z Adamkiem na gali Polsat Boxing Night. Tylko wtedy znajdą się pieniądze, które zadowolą obu. Paradoks jest bowiem taki, że w naszym kraju, mimo że boks zawodowy ma się naprawdę całkiem dobrze, nie ma wystarczających pieniędzy, by zorganizować "normalną" galę dla jedynego polskiego mistrza świata. Póki co "Diablo" trenuje więc i czeka na swoją walkę życia, a w weekendy ma czas dla syna.

Wideo

Materiał oryginalny: Krzysztof "Diablo" Włodarczyk. Jedyny polski mistrz świata czeka na walkę życia - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie