Firma z powiatu kaliskiego straciła kosztowne maszyny, a jej kontrakt wart 33 mln złotych stanął pod znakiem zapytania. Sprawę próbuje wyjaśnić Krzysztof Rutkowski. Specjalistyczny sprzęt do wyrębu lasu o wartości 1,5 mln zł spłonął w Tokarzewie koło Ostrzeszowa. Wszystko wskazuje na to, że było to celowe podpalenie. Sprawcy szuka policja oraz Krzysztof Rutkowski, który wyznaczył nagrodę za wskazanie sprawcy.

Pożar miał miejsce 12 kwietnia około godziny 3.00 w nocy. Pierwsze zgłoszenie dotyczyło pożaru stodoły, a kolejne maszyn rolniczych. Na miejsce przyjechało pięć zastępów straży pożarnej z Ostrzeszowa i Doruchowa. Okazało się, że płoną dwie maszyny. Pożarem objęte były ich kabiny oraz komory silników. Według strażaków było to podpalenie. Na miejsce wezwano policję.

- Funkcjonariusze zabezpieczyli ślady oraz użyli psa tropiącego. Jak na razie, nikogo jednak nie zatrzymano - mówi podkom. Ewa Jakubowska, rzeczniczka prasowa Komendy Powiatowej Policji w Ostrzeszowie.

Spalone maszyny należały do firmy Unilas z powiatu kaliskiego, która w grudniu wygrała przetarg na wycinkę drzew w lasach w okolicach Ostrzeszowa na rzecz Nadleśnictwa Przedborów. Kontrakt jest wart 33 miliony złotych. Czy była to zemsta konkurencji, czy może sfrustrowanego pracownika? Właściciele przedsiębiorstwa poprosili o pomoc biuro Krzysztofa Rutkowskiego, który zwołał w tej sprawie w Kaliszu konferencję prasową.


Maszyny, które spłonęły, były zaparkowane na terenie prywatnej posesji

 

- Nie chcę sugerować, że właściciel innej firmy jest organizatorem tego podpalenia, ponieważ byłoby to bardzo niesprawiedliwe, ale może być tak, że ktoś, kto nagle stracił pracę, pod wpływem emocji pobudzonej jeszcze alkoholem, z zemsty podpalił maszyny. Tego nie możemy wykluczyć - mówi Krzysztof Rutkowski.

Kilka dni przed podpaleniem ktoś miał celowo uszkodzić jedną z maszyn. Wbił metalowy pręt, który uszkodził łańcuch i przez to sprzęt został unieruchomiony.

- Widać, że ktoś się do tego przygotowywał - uważa Rutkowski. Jego zdaniem, komuś „mocno nie na rękę” był wygrany przetarg przez firmę Unilas, zwłaszcza, że to jej pierwsze zlecenie na terenie powiatu ostrzeszowskiego. - Robota mogła być zlecona albo wykonana bezpośrednio przez samych zainteresowanych. Ja myślę, że ci, którzy dopuścili się tego podpalenia, nawet do końca nie zdawali sobie sprawy z tego, co robią.

Jedna z maszyn, która spłonęła, służyła do ścinki drzew i wstępnej obróbki, a druga do zbierania pozyskanego drewna i przygotowania do transportu.

- Nie można ich kupić od ręki. Trzeba złożyć zamówienie i czekać kilka miesięcy, a my mamy konkretne terminy - mówi Krzysztof Reśliński, współwłaściciel firmy Unilas. - W naszej ocenie maszyny nie nadają się już do remontu.

Spalone maszyny znajdowały się na terenie prywatnej posesji. Firma posiada jeszcze drugi zestaw urządzeń i liczy, że pozwoli on na prawidłową realizację kontraktu zawartego z nadleśnictwem.

- Działamy od 20 lat. Co roku bierzemy udział w przetargach. Nigdy coś takiego się nie zdarzyło - dodaje Leszek Kobus, współwłaściciel Unilasu.

Krzysztof Rutkowski twierdzi, że podpalacze mogą pochodzić z okolic miejsca zdarzenia.

- Sprawca nie przyjechał z innego miasta i jest widywany na tym terenie - przekonuje Rutkowski i jednocześnie deklaruje 20 tysięcy złotych nagrody za wskazanie podpalacza lub informacje o ewentualnym zleceniodawcy podpalenia. Telefon alarmowy to 600 007 007.

Postępowanie w sprawie pożaru nadzoruje Prokuratura Rejonowa w Ostrzeszowie.

- Zebrane dotychczas materiału uzasadniają wszczęcie śledztwa w sprawie wyjaśnienia okoliczności pożaru maszyn - mówi Janusz Walczak, zastępca prokuratora okręgowego w Ostrowie Wlkp.