Kto groził naszej dziennikarce Annie Karbowniczak? Prokuratura z Konina tego nie wie, ale nie widzi potrzeby badań grafologicznych

Łukasz Cieśla
Łukasz Cieśla
Ania Karbowniczak, tuż przed tragicznym wypadkiem pod Budzyniem, dostawała wulgarne, anonimowe groźby. Podobne listy od wielu lat dostawali także inne mieszkańcy Chodzieży, którzy byli skonfliktowani z miejscowym emerytem. Konińska prokuratura do tej pory nie ustaliła sprawcy gróźb i twierdzi, że nie ma potrzeby przeprowadzenia badań grafologicznych.
Kto groził w anonimach naszej tragicznie zmarłej dziennikarce Annie Karbowniczak? We wrześniu zabezpieczono komputery dwóm emerytom z Chodzieży, których łączono ze sprawą gróźb. Prowadząca śledztwo konińska prokuratura najpierw odmawiała odpowiedzi, co ustaliła. Teraz poinformowała nas, że przełomu nie ma. Bo opinia biegłego z dziedziny informatyki nie pozwoliła na ustalenie sprawcy. Jak się okazuje, prokuratura w ogóle nie zleciła za to badań grafologicznych pisma ręcznego dwóch emerytów z Chodzieży. - Nie zlecono opinii grafologicznej, albowiem nie byłaby przydatna w sprawie – twierdzi prokurator Ewa Woźniak, rzecznik konińskiej Prokuratury Okręgowej.

Anna Karbowniczak, nasza dziennikarka z Chodzieży, podczas treningu rowerowego została śmiertelnie potrącona przez samochód. Do wypadku doszło na początku września pod Budzyniem. Zginęła na miejscu. Kierowca busa i jego pasażerowie uciekli z miejsca zdarzenia.

We wrześniu poznański sąd aresztował trzech z pięciu podejrzanych ws. wypadku Ani. Potem ich wypuszczono. Zobacz film:

Wątkiem wypadku wciąż zajmuje się poznańska Prokuratura Okręgowa. Z opinii biegłego wynika, że to nasza dziennikarka miała wymusić pierwszeństwo busowi. Ale jest kilka niewiadomych: niejasne jest to, czy kierowca w ogóle hamował, z jaką prędkością jechał, czy był pod wpływem amfetaminy.

Z kolei sprawę gróźb, które przed śmiercią dostawała Anna Karbowniczak, przeniesiono z Poznania do Konina. Stało się tak, bo w ostatnim z trzech anonimów sprawca kazał naszej dziennikarce zostawić temat zaniedbań chodzieskiej policji i prokuratury w kontekście uduszenia przez matkę 2-letniego Marcela z Chodzieży. Groził jej gwałtem i zrobieniem krzywdy.

Czytaj też: Artykuł Anny Karbowniczak ws. chodzieskiej policji i prokuratury, po którym dostała pogróżki

- Wskazywana w anonimie chodzieska prokuratura podlega Prokuraturze Okręgowej w Poznaniu. Aby uniknąć jakichkolwiek zarzutów o stronniczość, sprawę przeniesiono z Poznania do Konina

– tłumaczy Anna Marszałek, rzecznik poznańskiej Prokuratury Regionalnej.

Konińska prokuratura zasłaniała się dobrem śledztwa. Teraz przyznała, że nie ma przełomu ws. gróźb wobec Anny Karbowniczak

Od kilku miesięcy sprawa gróźb jest więc prowadzona w Koninie, ale z tamtejszej prokuratury trudno było uzyskać bliższe informacje o postępy w sprawie. Wiemy, że w materiałach przekazanych z Poznania do Konina był wątek dwóch chodzieskich emerytów. Jedni nazywają ich miejskimi aktywistami, inni pieniaczami. Niektórzy podejrzewają ich o związki z dawną SB, a może i z organami ścigania po 1989 roku.

We wrześniu, krótko po śmierci Ani, poznańska policja weszła do ich domów. Zabrała im laptopy. Trafiły one do biegłego z dziedziny informatyki.

Konińska prokuratura od kilku tygodni nie odpowiadała nam, co wynika z opinii biegłego. Najpierw zasłaniała się dobrem śledztwa. Teraz jednak, po wysłaniu trzeciego maila, dostaliśmy bardziej szczegółową odpowiedź.

- Do akt została nadesłana opinia biegłego z dziedziny informatyki. Jej wyniki nie pozwoliły na ustalenie sprawcy

– informuje prokurator Ewa Woźniak, rzecznik konińskiej prokuratury. Dodaje, że postępowanie wciąż trwa i nie zostało umorzone.

Zobacz zdjęcia anonimów, które dostawali mieszkańcy Chodzieży:

Chodzież czeka na katharsis. Anonimowy hejter groził Ani Kar...

Część anonimów była pisana ręcznie, ale prokuratura do tej pory nie zleciła opinii grafologicznej

Z naszych informacji wynika, o czym pisaliśmy już w „Głosie Wielkopolskim”, że anonimy dostawali także inni mieszkańcy Chodzieży. Niektórzy już od lat 70. ubiegłego wieku. Anonimy, w treści i w formie, były bardzo podobne do listów wysyłanych do naszej dziennikarki. Podobieństwo wulgarnych listów wskazywało, że ktoś w Chodzieży ma „fabrykę anonimów”.

Czytaj też: Poznańska prokuratura, opierając się na opinii biegłego, stwierdziła, że to Ania wymusiła pierwszeństwo. Czy opinia biegłego wyjaśnia wszystkie wątpliwości?

Choć część anonimów była pisana ręcznie i można by zlecić analizę grafologiczną, okazuje się, że konińska prokuratura nie ma takich planów. Do tej pory nie zleciła porównania anonimów z pismem ręcznym emerytów, którym policja wcześniej zabrała laptopy.

- Nie zlecano opinii grafologicznej, albowiem nie byłaby przydatna w sprawie – napisała w mailu prokurator Ewa Woźniak.

Z jej odpowiedzi wynika również, że „w dalszym ciągu badane są wątki dotyczące możliwości wysyłania również gróźb do innych osób”.

Jedna z ofiar anonimowych gróźb wyręczy prokuraturę i zleci prywatną opinię grafologiczną

Po otrzymaniu maila z konińskiej prokuratury, rozmawialiśmy z niektórymi mieszkańcami Chodzieży, którzy od lat otrzymywali anonimy z groźbami. Obie ofiary wskazały, że nikt z konińskiej prokuratury się z nimi nie kontaktował.

- Sam raczej się nie skontaktuję ze śledczymi i nie złożę zawiadomienia. Nie mam siły na ciągnięcie tej sprawy. Wulgarne groźby, które dostawaliśmy od kilku lat, wykończyły nerwowo naszą rodzinę. Jesteśmy rozczarowani, że prokuratura do tej pory niczego nie ustaliła – mówi jedna ofiar.

Inna ofiara gróźb, prezes jednej z chodzieskich instytucji, zamierza z kolei walczyć o wyjaśnienie sprawy.

- Mam podejrzenia, wręcz pewność, że od kilku lat groził mi jeden z emerytów, którym policja zabrała komputery. Na własną rękę zlecę opinię grafologiczną anonimów i pisma ręcznego jednego z emerytów. Jeśli ekspert potwierdzi moje podejrzenia, wtedy wszystkie materiały skieruję do prokuratury

– zapowiada hejtowany mężczyzna.

Przestępstwa gróźb i stalkingu ścigane są wówczas, gdy wniosek o ściganie sprawcy złoży pokrzywdzona osoba. Prokuratura nie musi jednak na to czekać, bo może z urzędu ścigać sprawcę, jeśli przemawia za tym interes społeczny.

Śmiertelne potrącenie Anny Karbowniczak, dziennikarki "Głosu...

Głośne zabójstwa, niewyjaśnione zbrodnie i tajemnicze znikni...

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Arsen Lupin

Prokuratury w Polsce jako narzędzie ścigania przestępstw, prowadzenia dochodzeń, tropienia sprawców i inteligentnego inwigilowania złoczyńców są epitomią niemocy i nieudacznictwa. Ale to wcale nie dziwi gdy weźmie się pod uwagę jak zorganizowany jest ustrój śledczy i jak prowadzi się dochodzenia oraz jacy ludzie idą do prokuratur. To są urzędnicy prokuratury a nie prokuratorzy.

Dodaj ogłoszenie