Kubańscy bokserzy zawitali na Dębiec, by rozwijać się i szkolić młodzież. O ich krętej drodze do Poznania opowiada Krzysztof Block

Radosław Patroniak
Radosław Patroniak
Właściciel klubu bokserskiego Walczak, Krzysztof Block, Pablo Sanchez, trener Francisco Perez, Evander Rivera i Ihosvany Garcia przed treningiem na Dębcu.Przejdź do kolejnego zdjęcia --->
Właściciel klubu bokserskiego Walczak, Krzysztof Block, Pablo Sanchez, trener Francisco Perez, Evander Rivera i Ihosvany Garcia przed treningiem na Dębcu.Przejdź do kolejnego zdjęcia --->Fot. Łukasz Gdak
Kubańscy bokserzy od 1960 r. zdobyli na igrzyskach 67 medali, w tym 34 złote. W szermierce na pięści są kimś więcej niż brazylijscy wirtuozi w futbolu. Od ponad miesiąca wybitnego trenera i trzech jego podopiecznych z gorącej wyspy na Morzu Karaibskim można na co dzień spotkać w klubie Walczak na poznańskim Dębcu.

To niesamowita historia, bo przecież nikomu wcześniej mistrzów boksu nie udało się do Polski na dłużej sprowadzić. W dodatku w czasie, kiedy na świecie panuje pandemia i wyjazdy do dalekich krajów znów stały się egzotyką. 27-letni Krzysztof Block, właściciel klubu Walczak i były bokser dokonał jednak cudu i zaprosił do Poznania trenera dwukrotnego mistrza olimpijskiego, Francisco Pereza i trzech jego podopiecznych, Ihosvany Garcię, Evandera Riverę i Pablo Sancheza.

Zobacz też: Artur Sowiński będzie przeciwnikiem poznaniaka Borysa Mańkowskiego na gali KSW 57

Nic dziwnego, że podczas piątkowej gali Rocky Boxing Night komentator Polsatu Sport, Andrzej Kostyra, mówił, że sama podróż Kubańczyków do Polski mogłaby posłużyć za scenariusz filmowy, a przecież załatwianie wiz i biletów samolotowych to był końcowy etap tego, co wydarzyło się znacznie wcześniej i też mogłoby być kanwą niecodziennej opowieści.

Miał tylko zwiedzić kraj...

– Sporty walki w moim życiu pojawiły się dwadzieścia lat temu, a boks dwanaście lat temu, bo wtedy właśnie skończyłem przygodę z judo w UKS Dębiec, prowadzonym przez trenera Sebastiana Jakrzewskiego. Stoczyłem 200 walk na macie i przeniosłem się do klubu Junior Boks Poznań. Po trzech latach klub się rozpadł, a ja powoli też traciłem motywację do występów w oficjalnych zawodach. Potem miałem jeszcze przygodę z Boksem Poznań i klubem Samolewski Gym. W trakcie studiów na Politechnice Poznańskiej już nie wojowałem, tylko podtrzymywałem formę na treningach – tak rozpoczął Block kubańską historię.

Wątek studiów pojawił się nieprzypadkowo, bo właśnie w tamtym czasie nasz bohater obejrzał słynny film dokumentalny „Synowie Kuby”, przedstawiający historię trzech 12-latków, przygotowujących się do mistrzostw kraju w samym sercu olimpijskiego sukcesu, czyli w Hawanie Boxing Academy.

– Myśl o wyjeździe na Kubę lub na Filipiny zakiełkowała w mojej głowie już po licencjacie. Ostatecznie jednak postawiłem na Kubę i to dwa lata później, być może dlatego, że wciąż miałem w głowie tamten wyjątkowy film. W styczniu 2019 r. poleciałem na Kubę trochę na wariata, znając tylko kilka hiszpański słów, i po to, żeby zwiedzić kraj, poczuć jego kulturę i poznać ludzi. Ta trzecia kwestia okazała się najważniejsza, bo Kubańczycy mają inną mentalność. Trudno to wytłumaczyć w dwóch zdaniach. Generalnie chodzi o to, że są bardzo otwarci i potrafią wzbudzić zaufanie. Przy okazji też zobaczyłem na jakich zasadach funkcjonowała PRL, o której wiedziałem jedynie z książek i z wigilijnych opowiadań rodziców – dodał właściciel klubu z Dębca.

Ogromne wrażenie na byłym bokserze zrobił też poziom treningów i warunki, w jakich ćwiczyli przyszli mistrzowie. – Poszedłem na trening i od razu spotkałem chyba 15 bokserów. Miałem możliwość sparowania z mistrzem świata juniorów i obejrzenia kosmicznych umiejętności tych zawodników, szlifujących formę w klubie pod chmurką. Szok i jednocześnie uznanie. Właściciel klubu po dwóch dniach wskazał mi jednak kolejny etap podróży, czyli Santiago de Cuba. Powiedział, że to miejsce dla mnie i okazało się, że miał rację – wspominał Block.

Na ciężarówce z trenerem legendy amatorskiego boksu

W drugim co do wielkości mieście Kuby, prawie półmilionowym Santiago de Cuba, poznaniak poznał swoich Kubańczyków.

– Najpierw jednak poznałem małolata, który nie miał butów, a i tak biegał po ulicy ze mną przed każdym treningiem. To on zaprowadził mnie do Ihosvany Garcii i trenera Francisco Pereza. Szybko złapaliśmy wspólny język, tym bardziej, że dobrze kojarzyłem jego wychowanka, dwukrotnego mistrza olimpijskiego z Barcelony i Atlanty, Hectora Vinenta, który jest legendą boksu amatorskiego, bo w ostatniej dekadzie minionego wieku był niepokonanym królem wagi lekkopółśredniej. Między turniejami olimpijskimi zdobył jeszcze dwa tytuły mistrza świata. Po 2-3 tygodniach zaczęliśmy częściej ze sobą rozmawiać, spotykać się i wracać z treningów na pace, czyli otwartą ciężarówką. W międzyczasie poznałem kolejnych zdolnych chłopaków z kadry prowincji, czyli Pablo Sancheza i Evandera Riverę. Wtedy też trenerowi zwierzyłem się, że kiedyś chciałbym otworzyć w rodzinnym Poznaniu klub bokserski z prawdziwego zdarzenia – kontynuował Block.

Od żartu do najlepszej akademii

Na Kubę Block wrócił jeszcze trzy razy. W połowie i pod koniec ubiegłego roku oraz w lutym, dziesięć miesięcy temu.

– Podczas kolejnego wyjazdu inny trener w miejscowym klubie zdradził mi, że Perez pojedzie ze mną do Polski. Myślałem, że to żart. Minęło jednak kilka dni i już wspólnie debatowaliśmy jak to wszystko zorganizować. Obiecałem chłopakom, że pomogę im w rozmowach z promotorami, jak oni mi pomogą w rozkręceniu klubu. Mieliśmy go otworzyć tuż po wakacjach, ale wtedy rozpoczęła się kolejna fala koronawirusa na Kubie. Do Hawany moja grupa dotarła do konsulatu RP ostatnim kursującym busem. Jakimś cudem udało się im załatwić wizy, ale i tak musieli długo czekać na lot do Europy. Do Frankfurtu nad Menem przylecieli dopiero po dwóch miesiącach. Wreszcie na początku listopada kubański desant dotarł do Poznania. Wszyscy odetchnęliśmy z ulgą, bo można było też otworzyć klub na moim ukochanym Dębcu – zauważył 27-latek.

Trener Perez zarabiał na Kubie miesięcznie 35 dolarów. Jego umowa z właścicielem klubu na Dębcu może być więc dżentelmeńska, bo przecież i tak miał niewiele do stracenia...

– Nie obiecywałem nikomu złotych gór i nie martwię się, że nagle Kubańczycy wyfruną do domu. Tydzień temu wzięli udział w zawodowej gali, choć przed wyjazdem do Polski w ogóle nie było mowy o tym, że tak szybko stoczą zawodowe walki. Na razie są atrakcją na ryneczku na Dębcu i na klubowych treningach, ale mam nadzieję, że z czasem wypłyną na szerokie wody. Mój plan jest taki, by w oparciu o kubańskich mistrzów stworzyć najlepszą akademię boksu amatorskiego w Polsce. Chciałbym, by jej wychowankowie pojechali na igrzyska w 2028 r. Wiadomo jednak, że nie od razu Kraków zbudowano. Będziemy się rozwijać etapami i mam nadzieję, że kiedyś będzie o nas głośno – przekonywał Block.

Ciekawie odpowiedział on również na pytanie o przyszłość i cele. – Wie Pan, ja jeszcze dwa lata temu nie wiedziałem, co chcę w życiu robić. Teraz za to już wiem, że to, co tworzę to nie jest epizod, tylko coś bardzo trwałego. Kubańczycy są w podobnej sytuacji, bo wszyscy przecież zaczynamy od zera – zakończył sprawca zamieszania w polskim boksie.

WAGs Lecha Poznań Trzeba przyznać, że piłkarze Kolejorza mają gust! Zobaczcie, czyje serca udało im się podbić. Oto ich żony i partnerki. Kliknijcie tutaj i przejdźcie dalej --->

WAGs Lecha Poznań. Piękne żony i partnerki piłkarzy drużyny Kolejorza

Tokio Raport - rozmowa z Lucyną Kornobys

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie