Lech Poznań okazał się zasłużenie lepszy od Legii Warszawa. Kolejorz odciął tlen mistrzom Polski. Wnioski po klasyku

Maciej Lehmann
Maciej Lehmann
Dla kibiców obu zespołów klasyk rozegrany 17 października - Legia Warszawa - Lech Poznań przy Łazienkowskiej - miał ogromne znaczenie, nie tylko dla ligowej tabeli. Legia chciała się przełamać, wrócić do walki o mistrzostwo Polski, zrzucić Lecha z fotela lidera i pokazać, że mimo gry na trzech frontach, ma zespół, który surowo potrafi skarcić pretendenta. Lech natomiast miał się dowiedzieć, czy ma już drużynę, będącą w stanie przerwać hegemonię Legii, która potrafi wytrzymać presję i ma odpowiednią jakość, by walczyć o najwyższe cele. Kolejorz w przeszłość rozgrywał przy Łazienkowskiej dobre mecze, ale... W ostatnich dwóch sezonach wychodził w Warszawie na prowadzenie, ale nie potrafił "dowieźć" korzystnego wyniku do końca. Dwa razy podał tlen Legii, która po wygranej z Lechem rozpoczynała marsz w górę tabeli. Lecz do trzech (lub kilku) razy sztuka. Wreszcie Kolejorz zrobił swoje. Postawił kropkę nad i. Pozbawił jednocześnie Legię nadziei, że ten sezon będzie taki jak poprzednie. Doprowadził ją do wściekłości (starcie Lopeza z Ishakiem), po meczu sobie z niej zadrwił (wychodząc w koszulkach z wynikiem), ale najważniejsze jest to, iż zbudował nad nią taką przewagę, że w stolicy rozpoczęły się już dyskusje nad zmianą trenera. A to może oznaczać, że czas Czesława Michniewicza w Legii dobiega końca, bo skończyła się wiara w jego magiczną moc i to, że jest w stanie odwrócić losy tego sezonu ligowego. Oto nasze wnioski po niedzielnym klasyku.Zobacz nasze wnioski dotyczące Lecha Poznań po wygranej w Warszawie --->
Dla kibiców obu zespołów klasyk rozegrany 17 października - Legia Warszawa - Lech Poznań przy Łazienkowskiej - miał ogromne znaczenie, nie tylko dla ligowej tabeli. Legia chciała się przełamać, wrócić do walki o mistrzostwo Polski, zrzucić Lecha z fotela lidera i pokazać, że mimo gry na trzech frontach, ma zespół, który surowo potrafi skarcić pretendenta. Lech natomiast miał się dowiedzieć, czy ma już drużynę, będącą w stanie przerwać hegemonię Legii, która potrafi wytrzymać presję i ma odpowiednią jakość, by walczyć o najwyższe cele. Kolejorz w przeszłość rozgrywał przy Łazienkowskiej dobre mecze, ale... W ostatnich dwóch sezonach wychodził w Warszawie na prowadzenie, ale nie potrafił "dowieźć" korzystnego wyniku do końca. Dwa razy podał tlen Legii, która po wygranej z Lechem rozpoczynała marsz w górę tabeli. Lecz do trzech (lub kilku) razy sztuka. Wreszcie Kolejorz zrobił swoje. Postawił kropkę nad i. Pozbawił jednocześnie Legię nadziei, że ten sezon będzie taki jak poprzednie. Doprowadził ją do wściekłości (starcie Lopeza z Ishakiem), po meczu sobie z niej zadrwił (wychodząc w koszulkach z wynikiem), ale najważniejsze jest to, iż zbudował nad nią taką przewagę, że w stolicy rozpoczęły się już dyskusje nad zmianą trenera. A to może oznaczać, że czas Czesława Michniewicza w Legii dobiega końca, bo skończyła się wiara w jego magiczną moc i to, że jest w stanie odwrócić losy tego sezonu ligowego. Oto nasze wnioski po niedzielnym klasyku.Zobacz nasze wnioski dotyczące Lecha Poznań po wygranej w Warszawie --->Adam Jankowski
Udostępnij:
Dla kibiców obu zespołów klasyk rozegrany 17 października - Legia Warszawa - Lech Poznań przy Łazienkowskiej - miał ogromne znaczenie, nie tylko dla ligowej tabeli. Legia chciała się przełamać, wrócić do walki o mistrzostwo Polski, zrzucić Lecha z fotela lidera i pokazać, że mimo gry na trzech frontach, ma zespół, który surowo potrafi skarcić pretendenta. Lech natomiast miał się dowiedzieć, czy ma już drużynę, będącą w stanie przerwać hegemonię Legii, która potrafi wytrzymać presję i ma odpowiednią jakość, by walczyć o najwyższe cele. Kolejorz w przeszłość rozgrywał przy Łazienkowskiej dobre mecze, ale... W ostatnich dwóch sezonach wychodził w Warszawie na prowadzenie, ale nie potrafił "dowieźć" korzystnego wyniku do końca. Dwa razy podał tlen Legii, która po wygranej z Lechem rozpoczynała marsz w górę tabeli. Lecz do trzech (lub kilku) razy sztuka. Wreszcie Kolejorz zrobił swoje. Postawił kropkę nad i. Pozbawił jednocześnie Legię nadziei, że ten sezon będzie taki jak poprzednie. Doprowadził ją do wściekłości (starcie Lopeza z Ishakiem), po meczu sobie z niej zadrwił (wychodząc w koszulkach z wynikiem), ale najważniejsze jest to, iż zbudował nad nią taką przewagę, że w stolicy rozpoczęły się już dyskusje nad zmianą trenera. A to może oznaczać, że czas Czesława Michniewicza w Legii dobiega końca, bo skończyła się wiara w jego magiczną moc i to, że jest w stanie odwrócić losy tego sezonu ligowego. Oto nasze wnioski po niedzielnym klasyku. Zobacz nasze wnioski dotyczące Lecha Poznań po wygranej w Warszawie --->

Gala „France Football” fiaskiem organizacyjnym? Komentarz

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie