Lech Poznań podsumowuje sezon 2020/21: Wielka klęska "Żurawball" i polityki transferowej Kolejorza

Maciej Lehmann
Maciej Lehmann
To dla Lecha Poznań był fatalny sezon. Gorzej właściwie być nie mogło. Oby to się już nie powtórzyło. Grzegorz Dembinski
Od krótkiej euforii do frustracji, rozgoryczenia i zniechęcenia. Od zachwytu nad rekordowymi zyskami z transferów i gry w Lidze Europy, po liczenie ogromnych strat wynikających ze wstydliwego miejsca w ekstraklasie, konieczności utrzymywania drogiego zespołu niespełniającego oczekiwań i braku jakości wynikającego z nieudanych transferów. W tym sezonie Lech Poznań z kandydata do mistrzostwa Polski bardzo szybko stał się największym rozczarowaniem ekstraklasy, a „Żurawball” jeszcze jesienią podziwiany przez ekspertów i kibiców stał się synonimem braku elastyczności, naiwnych recept na przełamanie złej passy i bezsensownego uporu trzymania się wypalonej koncepcji.

Trzy lata po słynnej rewolucji kadrowej, Lech Poznań wrócił do punktu wyjścia. Z małą różnicą. Wreszcie zaczął prowadzić go, nie nowicjusz, uczący się fachu na topowej drużynie ekstraklasy, ale doświadczony szkoleniowiec z sukcesami. Maciej Skorża to jedyna nadzieja Lecha Poznań, że po tym najgorszym od lat sezonie, w następnym Poznańska Lokomotywa wjedzie na właściwe tory.

Najgorsze miejsce od 18 lat

Kolejorz zajął w lidze jedenaste miejsce, najgorsze od 2003 roku. Pewnie byłoby ono trochę lepsze, gdyby trener Dariusz Żuraw został zwolniony nieco szybciej.

Czytaj też: Reprezentacja Polski rozegrała wewnętrzny sparing. Czerwoni zremisowali z niebieskimi. Jakie wnioski? Zieliński został ojcem

Zarząd Kolejorza przez długi czas żył bowiem historią, wierzył, że Żuraw jest w stanie wyprowadzić go z kryzysu, w jaki wpadł bardzo szybko po tym, jak musiał łączyć grę w ekstraklasie z występami w Europie. Lech przecenił umiejętności trenera i to był podstawowy błąd, którego konsekwencją jest miejsce na koniec sezonu. Nie zauważono, że „Żurawball” rozpoczął się w momencie, gdy do wyjściowej jedenastki (także pod wpływem nacisku kibiców) wskoczył Jakub Moder i skończył się w momencie, gdy 21-letni pomocnik opadł z sił, a drugi „motor napędowy” Kolejorza, Kamil Jóźwiak przeszedł do Derby.

Lech siłą rozpędu po świetnej końcówce sezonu, w której cały zespół był w formie przeszedł eliminacje do Ligi Europy i zagrał trzy bardzo dobre mecze w fazie grupowej, ale pierwsze schody zaczęły się od pierwszego tygodnia października...

Kadra na trzy fronty nie wystarczyła na jeden
Tomasz Rząsa w mediach mówił „o kadrze gotowej na trzy fronty”. Nie wyszło tu i tu, a postawa w kolejnych meczach nieco zamazała świetne eliminacje. Porażka w dramatycznych okolicznościach ze Standardem Liege, oddany mecz w Lizbonie i spodziewana przegrana z Rangers. Dodatkowo fatalne końcówki w meczach z Legią, Rakowem, Standardem pogrążyły zespół Żurawia w kryzysie, z którego nie potrafił się podnieść.

W grudniu kibicom przyszło przełknąć jeszcze porażkę 0:4 z Pogonią, najwyższą od 16 lat od starcia z Amiką Wronki w sierpniu 2004 roku. Na koniec fatalniej w ekstraklasie jesieni poznaniaków dobiła jeszcze słaba Wisła Kraków. Najgorszą formacją poznańskiego zespołu była defensywa. Statystycy obliczyli, że z 39 straconych jesienią goli (we wszystkich rozgrywkach) aż 14 padło po stałych fragmentach gry.

Jesienną część rozgrywek Lech Poznań kończył jako zespół, który jest łatwy do rozpracowania i jeśli wyłączy się jego atuty, można go bez wielkich problemów pokonać.

- Mieliśmy pewien sposób grania, jednak każdy sposób potrzebuje udoskonaleń, musi się rozwijać. Nam się jednak wydawało, że przyszedł moment, gdy staliśmy się bardzo czytelni, zespoły były na nas bardzo dobrze przygotowane. Gadaliśmy między sobą: "stary oni wiedzą wszystko, co my zrobimy" - mówił Tymoteusz Puchacz w rozmowie na kanale „Foot Truck”.

Czytaj też: Lech Poznań przeprowadził pierwszy po sezonie transfer do klubu. To 24-letni Portugalczyk - Joel Pereira

Była jednak nadzieja, że ten sezon uda się uratować wiosną, jeśli Dariusz Żuraw wyciągnie odpowiednie wnioski z tego co stało się w końcówce 2020 roku, a dyrektor sportowy Tomasz Rząsa wzmocni zespół wartościowymi transferami.

Znów zabrakło jakości

Lech Poznań jednak znów nie potrafił zmienić swojego myślenia, zachował się asekurancko, popełnił niemal identyczne błędy jak w letnim okienku transferowym. Wydał nawet sporo, bo Jesper Karlstrom kosztował ok. 600 tys. euro, Antonio Milić 500 tys. euro. Bartosz Salamon, Nika Kwekweskiri i Aron Johnnsson, choć przyszli na zasadzie wolnych transferów, mieli zagwarantowane wysokie pensje. Czy coś wnieśli do drużyny? Wyniki mówią chyba wszystko.

Czytaj też: Paulo Sousa ma problemy w Opalenicy. Czy ktoś zostanie dowołany? "Każdy z tej listy ma nadzieję" - Misja Opalenica

Jesper Karlstroem nie okazał się nową jakością po fatalnym Karlo Muharze. Był solidniejszy w obronie, ale podobnie jak Chorwat, niewiele potrafił dać w ofensywie. Sprowadzając tego zawodnika Kolejorz raczej cofnał się do czasów, gdy trener nie widział miejsca w zespole dla Modera.

Antonio Milic też nie okazał się piłkarzem, który dodał jakości słabej defensywie. Był zamieszany w stratę gola w meczu z Wisłą Płock, nie popisał się w meczu z Rakowem i Stalą Mielec. Szybko też doznał kontuzji, średnia jego ocen 4,1 nie rzuca na kolana. Lepszy niż Crnomarković...

Nieco lepiej wyglądał Bartosz Salamon, ale także po nim spodziewaliśmy się dużo więcej. Można powiedzieć, że swoją postawą dostosował się do poziomu całej drużyny, a był on taki, jak miejsce w tabeli.

Czytaj też: Reprezentacja Polski w Opalenicy dalej nie trenuje w pełnym składzie: "Nie pamiętam takich problemów". Na treningu pojawił się Maciej Skorża

Dziwnie wyglądała aklimatyzacja w zespole Niki Kwekweskiriego. Dariusz Żuraw prawie z niego nie korzystał, Maciej Skorża dostrzegł w nim potencjał, choć Gruzin nie zanotował żadnych liczb. Przedłużono z nim jednak kontrakt, choć wydaje się, że Lech, by gonić konkurentów potrzebuje lepszych piłkarzy. Lecz może się przydać.

Wiosna do zapomnienia

Powrotu do „Żurawball” nie było nie tylko z powodu nieudanych transferów. W oczy rzucało się przede wszystkim słabe przygotowanie do wiosennej części rozgrywek. Kolejorz na tle rywali słabo wyglądał pod względem fizycznym i motorycznym. W wielu meczach lechici snuli się po boisku, grali w ślamazarnym tempie. Było widać nie tylko na murawie, ale i w statystykach biegowych Ekstraklasy. Często Lech przebiegał nawet 7 km mniej od rywali.

- Przyszedł moment w sezonie, gdzie graliśmy słabo. Trenerzy nam to pokazywali i na wszystkich taśmach przewijał się Jakub Moder, kreator gry. Fajnie - tylko że nagle go nie ma. Odbiło się to na nas. Dodatkowo Lubomir Satka złapał kontuzję. Moim zdaniem to najlepszy obrońca w ekstraklasie, w Lechu taki ukryty rozgrywający. Do tego Ishak się zmagał z problemami... I nagle tracisz 3-4 kluczowych piłkarzy - tłumaczył Puchacz w „Foot Tracku”.

Dwa remisy na starcie i porażka w trzecim meczu z Wisłą Płock przekreśliły nadzieje na tytuł. Sezon jednak można było jeszcze uratować, gdyby zarząd wcześniej zdecydował się na zmianę trenera.

- On po prostu zasłużył na szansę. Natomiast później, gdy zaczęły się problemy, chodziło nam o to, żeby piłkarze, jak to zawsze wcześniej w Lechu bywało, nie dostali alibi i nie mieli na kogo zwalić. A przecież to nie trener Żuraw kazał naszym piłkarzom stracić dwa gole z Jagiellonią, gdy grali z przewagą jednego gracza. To nie trener kazał im trzy razy z rzędu stracić bramkę w ostatniej sekundzie meczu. Naprawdę chcieliśmy zachować Darka do końca sezonu. Ale ta spirala już była tak negatywna, że w pewnym momencie sam Darek stwierdził, że nie jest już w stanie pomóc. Wtedy wspólnie postanowiliśmy, że trzeba to skończyć - tłumaczył swoją decyzję Piotr Rutkowski w wywiadzie dla „Wirtualnej Polski”.

Maciej Skorża też nie był w stanie, w krótkim czasie odbudować morale, źle przygotowanego zespołu. W Lechu nie zadziałał nawet „efekt nowej miotły”. W 6 meczach pod wodzą nowego trenera zanotował 2 zwycięstwa, 1 remis i 3 porażki. Gdyby nie poległ w starciach z beniaminkami, mógłby nawet włączyć się do walki o grę w europejskich pucharach.

- W wielu meczach mieliśmy przewagę, swoje sytuacje i takie spotkania po strzeleniu gola na 1:0 trzeba zamknąć. Podobnych meczów było w tym sezonie chyba z 10, jak nie więcej. Rywale zaczęli przejmować inicjatywę, musieliśmy drżeć o wynik. No i na koniec była pi**a, tak jak i niestety cały ten sezon - mówił Puchacz po ostatnim gwizdku w meczu z Górnikiem.

Trener Skorża przyznał natomiast, że tak trudnego miesiąca nie przeżył jeszcze w karierze.

- W Lechu jest grupa ciekawych zawodników, ale nie tworzą oni drużyny. Tak scharakteryzowałbym to ogólnie. Naszym zadaniem jest zbudować zespół. To wszystko będzie robione w obliczu ogromnej presji ze strony szefów klubu, kibiców, mediów. Mistrzostwo - to będzie cel na stulecie Lecha. I chcemy to zrobić, choć margines błędu będzie bardzo mały. Chcę mieć dobry kontakt z drużyną, zaufany sztab. Chcę działać spokojnie i precyzyjnie. Ważne będzie dbanie o odpowiednie morale naszych piłkarzy. Będziemy musieli też dbać o właściwe DNA, potrzebne w trudnych momentach - mówił w „Interii” o swoich planach na nowy zespół trener Skorża.

Czy jego misja zakończy się powodzeniem? Wiele zależy od tego, jacy piłkarze trafią na Bułgarską i jak zespół zostanie przygotowany do nowego sezonu.

Zobacz też:

Reprezentacja Polski w Opalenicy przygotowuje się do meczu z...

Tak wygląda dwupiętrowy apartament Roberta Lewandowskiego na...

Reprezentacja Polski w środę, 26 maja dalej nie trenuje w pe...

Odpadamy, jedziemy do domu. "Studio Kadra" po meczu Polska - Szwecja

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie