"Legenda" w Pile. Wywiad z Tomaszem Budzyńskim

TR
Tomasz Budzyński, lider Armii
Tomasz Budzyński, lider Armii Fot. Archiwum Tomasz Budzyński
- Ta płyta po dwudziestu latach od jej wydania, grana dziś na koncertach nic nie straciła ze swojej siły, ekspresji i poezji - mówi o "Legendzie" Tomasz Budzyński. "Legenda" Armii na żywo to zapowiedź jednego z najważniejszych wydarzeń na pilskiej scenie. Sobotni koncert w Klubie Rockowym Barka rozpocznie się o godzinie 19. Jako gość zagra pilska Qulturka. Bilety są do nabycia w klubie oraz w sklepie muzycznym "Demo" w cenie 30 złotych, w dniu koncertu - 35 złotych. Z Tomaszem Budzyńskim, liderem Armii, nie tylko o "Legendzie" rozmawia Agnieszka Świderska

Czym jest ponad dwadzieścia lat dla "Legendy"? Czym jest dla Armii, która gra ją teraz w zupełnie innym składzie? Dla Ciebie?
Tomasz Budzyński: Armia nagrała od tego czasu wiele innych płyt. Mój stosunek do "Legendy" zmienił się na tyle, że teraz mogę ją porównać z innymi naszymi płytami. Ta płyta po dwudziestu latach od jej wydania, grana dziś na koncertach nic nie straciła ze swojej siły, ekspresji i poezji. Można powiedzieć, że się w ogóle nie zestarzała. Dbam o to, żeby wykonanie było kanoniczne (uśmiech). Nie ma z tym zresztą problemu, gdyż obecny skład bardzo dobrze ją gra. Rafał Giec, gitarzysta i Kuba Bartoszewski na waltorni to fani "Legendy" którzy wychowali się na tej płycie.

ZAJRZYJ TUTAJ:
http://www.gloswielkopolski.pl/kultura/KULTURA W GŁOSIE WIELKOPOLSKIM

I nie tylko oni. "Legenda", która stała się legendą. Samospełniająca się przepowiednia?
Tomasz Budzyński: Nagrywając ją czuliśmy, że powstaje coś dobrego. Nikt jednak nie przypuszczał, że stanie się tak legendarna. Byliśmy zaskoczeni takim odbiorem. Jubileuszową trasę gramy zarówno dla starych fanów, którzy wtedy, na początku lat dziewięćdziesiątych, odkryli dla siebie "Legendę", jak i dla nastolatków, których w chwili ukazania się tej płyty nie było jeszcze na świecie. Nie tylko muzyka się nie zestarzała. Słowa również. To wciąż żywy przekaz, który znajduje nowych odbiorców. To nie jest łatwe nagrać taką płytę.

Nie było jednak muzycznych powrotów. Armia z "Der Prozess" nie przypomina Armii z "Legendy". Tym bardziej nie przypomina jej "Freak".
Tomasz Budzyński: Już "Triodante" było zupełnie inną płytą. Przez te wszystkie lata szukaliśmy dla Armii wciąż nowej muzyki. Nie chcieliśmy stać w martwym punkcie i powielać utartych pomysłów i schematów. To było duże ryzyko. Nagraliśmy wiele płyt i zawsze chcieliśmy aby każda z nich była na swój sposób oryginalna.

Ja bardzo lubię wszystkie płyty Armii. Oczywiście zawsze są jakieś mankamenty związane z brzmieniem , które - gdyby nagranie odbyło się w innym studiu może wyszłoby lepiej. Może lepiej a może nie. W samych kompozycjach i tekstach niczego bym nie zmienił. Nasza muzyka nie jest lansowana przez popularne media. Tu chodzi o przekaz. Nie chcę od razu mówić, że mamy jaką misję do spełnienia, ale bardzo bym chciał, aby nasza twórczość prowadziła ku dobremu. Sztuka jest po to aby pomóc drugiemu człowiekowi, podnieść go na duchu.

Rozmawiamy o Armii, a co z twoimi innym projektami? Budzy Solo? Trupią Czaszką?
Tomasz Budzyński: Solowe koncerty gram sporadycznie. Ostatni odbył się w marcu "Pod Minogą". Jest to bardzo ważny element mojej działalności. Myślę o nagraniu w tym roku kolejnej płyty solowej. Co do Trupiej Czaszki, to nie traktuję tego zespołu jako zamkniętego rozdziału. Cały czas przymierzam się do nagrania extremalnej płyty: czadowo -awangardowej opery. Ostatnie dwa lata - książka, film i projekt solowy pochłonęło jednak sporo czasu. Zwłaszcza książka. Samo pisanie sprawiło mi dużą przyjemność. Na tyle dużą, że powoli myślę o pisaniu następnej.

Pisząc autobiografię "Soul Side Story" musiałeś obejrzeć się w tył. Tego wymaga spisanie wspomnień. Co zobaczyłeś?
Tomasz Budzyński: Że życie ma sens. Nie jest chaotycznym zbiorem przypadków, choć czasem może się takim wydawać, zwłaszcza w tych chwilach trudnych. Wystarczy jednak spojrzeć na nie z dystansu, z pewnej perspektywy by przekonać się, że to wszystko jest potrzebne i dobre, że warto jest żyć.

Kiedy Tomasz Budzyński zakładał błazeńską czapeczkę to był znak, że nadchodzi Armia. Co się z nią stało? Zobaczymy ją jeszcze na koncertach?
Tomasz Budzyński: Czapka wisi na półce z książkami (uśmiech) Poza tym jest już dość mocno sfatygowana. Od dawna jej nie zakładam. To już jakiś eksponat jest.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie