Legendarny tenisista, Bjoern Borg spotkał się z poznańskimi kibicami na golęcińskich kortach. Szwed odwiedził Poznań po 43 latach

Radosław Patroniak
Radosław Patroniak
Wojciech Fibak, Bjoern Borg i Krzysztof Jordan w drodze na korty Parku Tenisowego Olimpia na poznańskim Golęcinie
Wojciech Fibak, Bjoern Borg i Krzysztof Jordan w drodze na korty Parku Tenisowego Olimpia na poznańskim Golęcinie Fot. Łukasz Gdak
11-krotny triumfator turniejów wielkoszlemowych, przez wielu uznawany za tenisistę wszech czasów, od poniedziałku gości w Poznaniu. Bjoern Borg przyjechał na zaproszenie organizatorów turnieju Poznań Open i Wojciecha Fibaka do stolicy Wielkopolski pierwszy raz od 43 lat. We wtorek spotkał się na Golęcinie z kibicami białego sportu.

Spotkanie z legendarnym tenisistą poprzedził mecz jego syna, 18-letniego Leo, z doświadczonym tenisistą Rosjaninem Aleksandrem Szewczenko. Młody Szwed przegrał 5:7, 2:6 i nie awansował do II rundy poznańskiego challengera.

Zobacz też: Tenisowy turniej Poznań Open będzie w tym roku rozegrany w czasie igrzysk w Tokio

– Syn Bjoerna rozegrał świetne spotkanie, choć za rywala miał zawodnika o ugruntowanej reputacji. Zadziwił mnie, że gra tak dojrzały tenis. Trudno go porównywać z ojcem, bo on w jego wieku rozprawiał się już z największymi tuzami naszej dyscypliny, ale chłopak niewątpliwie ma talent i w jego grze widać podobieństwa do ojca z lat młodości – przekonywał Wojciech Fibak.
To na jego zaproszenie 43 lata temu Borg przyjechał do Poznania na pokazowy turniej w Arenie. Wówczas mecze z udziałem Fibaka, Borga i Holendra Toma Okkera oglądał komplet widzów. Dwa lata wcześniej Borg grał też w Pucharze Davisa na kortach przy Łazienkowskiej w Warszawie.

– Jestem bardzo szczęśliwy, że mogłem przyjechać do Poznania. Wtedy czułem się tutaj tak samo dobrze jak teraz. Chciałem podziękować mojemu przyjacielowi, Wojtkowi Fibakowi i organizatorowi turnieju, Krzysztofowi Jordanowi, za ciepłe przyjęcie. Myślę, że pod tymi słowami mógłby się podpisać też mój syn i moja żona Patricia – tłumaczył były 65-letni tenisista.
O jego życzliwości dla ludzi i kolegów z kortu wspomniał też Wojciech Fibak.

– W filmie „Między odwagą a szaleństwem” Bjoerna przedstawiono jako wyrachowanego, zimnego człowieka. Tymczasem był i jest to niezwykle życzliwy facet, który potrafił zdobyć się wiele razy na piękny gest – zauważył jeden z najlepszych zawodników w historii polskiego tenisa.

– Kto mnie zna wie, że wizerunek Borga na potrzeby filmu różni się od tego rzeczywistego, a kto mnie nie zna nie musi od razu pomyśleć, że to, co pokazano w filmie to prawda od A do Z – wyjaśnił legendarny Szwed.

O jego życzliwości dla wkraczającego w świat zawodowego tenisa młodziana z Poznania Wojciech Fibak pamięta do dziś i to ze szczegółami. – Kiedyś w Barcelonie nie miałem pieniędzy, by lecieć na kolejny turniej w Teheranie. Nie dość, że Bjoern przyniósł mi do pokoju gotówkę na bilet, to zgodził się jeszcze, bym mógł mieszkać w stolicy Iranu w jego apartamencie. Od tego czasu minęło prawie pół wieku, ale pod względem charakterologicznym Bjoern się nie zmienił – dodał Fibak.

Poznański biznesmen przybliżył też osiągnięcia Borga na korcie, ale w trochę inny sposób niż ten znany z encyklopedii.

– To chłopak, który wychował się na deskach i nie gonił wcale za rekordami. Dla niego ważny był Wimbledon i gra na ziemi. Do Australii na Wielkiego Szlema poleciał tylko raz w życiu, a mimo to aż 11 razy wygrywał jeden z najbardziej cenionych turniejów na świecie. O jego klasie sportowej najlepiej świadczy fakt, że nigdy w karierze nie przegrał z takim tenisowym gigantem jak Vitas Gerulaitis, choć grali ze sobą aż 17 razy – zakończył Fibak.

Tym czasem z poznańskim challengerem pożegnali się już wszyscy Polacy. Ostatni z nich Daniel Michalski nie sprostał rozstawionemu z „dwójką” Botikowi van de Zandschulpowi, przegrywając 2:6, 3:6.

Dla Michalskiego losowanie nie okazało się szczęśliwe, gdyż trafił w nim na rozstawionego z „dwójką” Botika van de Zandschulpa, który na niedawno zakończonych zmaganiach na kortach Rolanda Garrosa okazał się pogromcą Huberta Hurkacza i przeżywa swój najlepszy okres w karierze. Przewaga doświadczenia wynikająca z rankingu i dotychczasowych dokonań była widoczna już od pierwszego gema, gdy Holender przełamał 20-letniego warszawianina. Rozpędzony tenisista zajmujący 126. miejsce w rankingu ATP nie zatrzymał się i wypracował dużą przewagę, prowadząc już w meczu 4:0.

Od tego momentu do głosu doszedł jednak Michalski, który zaczął odrabiać straty. Udało mu się doprowadzić do stanu 4:2 dla rywala i niewiele brakowało, aby zbliżył się do przeciwnika jeszcze bardziej, lecz to Van de Zandschulp przechylił na swoją korzyść siódmy, najdłuższy gem w tej odsłonie spotkania i całą partię 6:2. W drugim secie 20-latek ze stolicy nie dawał za wygraną, ale ostatecznie i tak poległ 3:6.

– Drugi raz otrzymałem w Poznaniu „dziką kartę” i po raz kolejny zagrałem z Holendrem. Losowanie było ciężkie, ale wszystko miałem w swoich rękach. Nie udało mi się wygrać, ale być może w przyszłości pójdzie mi zdecydowanie lepiej– przyznał 20-letni polski tenisista.

Interesujesz się sportem? Tu znajdziesz najciekawsze, najnowsze, najważniejsze informacje:
Interesujesz się sportem? Tu znajdziesz najciekawsze, najnowsze, najważniejsze informacje

Chcesz skontaktować się z autorem informacji? [email protected]

Tokio Raport - rozmowa z Lucyną Kornobys

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie