MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Leśnik wygrał wybory, ale radnym jest jego konkurent

Redakcja
- Wynik sfałszowano, żeby mi pokazać, że nie mam poparcia u ludzi - uważa Grzegorz Szczepaniak
- Wynik sfałszowano, żeby mi pokazać, że nie mam poparcia u ludzi - uważa Grzegorz Szczepaniak Fot. Marek Zakrzewski
Leśnik spod Miedzichowa padł ofiarą fałszerstwa wyborczego i nie zdobył mandatu radnego. Radnym jednak nie zostanie, bo raczej nie uda się przeprowadzić ponownych wyborów. Mało tego, organy ścigania zajęły się nie tylko winnymi fałszerstw, ale także samym leśnikiem.

Zarzuciły mu, że ujawnił tajemnicę śledztwa dotyczącego fałszerstwa. Wywiesił bowiem pismo od prokuratura, w którym został poinformowany, że to on zdobył większość głosów.

PRZECZYTAJ TAKŻE:
Wybory: Protest wyborczy we Władysławowie. Film
Władysławów: Po proteście został radnym

Do fałszerstwa wyborczego doszło podczas wyborów samorządowych w 2010 roku. O mandat radnego gm. Miedzichowo w jednym z okręgów wyborczych walczyli: dotychczasowy radny Edward Stachowiak oraz leśnik Grzegorz Szczepaniak.

Szczepaniak mówi nam, że wybory w jego okręgu cieszyły się olbrzymim zainteresowaniem, a wyborcy głosowali albo za ówczesnym wójtem i jego ludźmi, albo opozycją.

- Ja należałem do opozycji. Wspieraliśmy kandydata, który ostatecznie został nowym wójtem. Ale sam, przynajmniej według oficjalnych wyników, poniosłem sromotną klęskę w wyborach na radnego. Dostałem tylko pięć głosów, mój kontrkandydat pozostałe 118! Byłem totalnie zaskoczony - opowiada Szczepaniak.

Zaskoczeni byli także jego wyborcy. Zgłaszali się do Szczepaniaka mówiąc, że całe rodziny na niego głosowały, więc musiał dostać więcej niż tylko pięć głosów. Kilkudziesięciu jego zwolenników podpisało się pod listem o powtórne przeliczenie głosów. A sam kandydat zgłosił sprawę do prokuratury.

Gdy śledztwo trwało, Szczepaniak zapytał prokuraturę o postępy w sprawie. Ta odpowiedziała, że po dokonaniu oględzin kart do głosowania ustalono, iż oddano na niego 75 spośród 123 głosów. To oznaczało, że wybory wygrał, a oficjalne wyniki są nieprawdziwe.

Szczepaniak, zadowolony z tej informacji, dwie kopie pisma z prokuratury wywiesił na terenie gminy. Bo, jak mówi, chciał, by wyborcy dowiedzieli się, że to on wygrał.

Niebawem sam miał sprawę karną - zarzucono mu ujawnianie tajemnicy postępowania. Bo mimo że na piśmie nie było adnotacji, że jest tajne, a jego ujawnienie to przestępstwo, policja i prokuratura uznały, że Szczepaniak ujawnił tajemnicę śledztwa.

- Sprawa wydała mi się absurdalna, ale adwokat, do którego poszedłem po pomoc , poradził mi przyznać się do winy. W sądzie zostałem ukarany tysiącem zł grzywny, a samo postępowanie przeciwko mnie warunkowo umorzono. Dziś, gdy na chłodno analizę zarzuty pod moim adresem, uważam, że organy ścigania przyczepiły się do mnie z błahego powodu - mówi Szczepaniak.

Poproszona o komentarz Magdalena Mazur-Prus, rzecznik poznańskiej Prokuratury Okręgowe podkreśla, że śledczy z Nowego Tomyśla mogli nie formułować aktu oskarżenia lecz wnioskować do sądu o warunkowe umorzenie sprawy, np. ze względu na znikomą szkodliwość społeczną czynu.

Aktem oskarżenia i procesem zakończyła się sprawa o fałszerstwo wyborcze. 12 marca sąd w Nowym Tomyślu uznał winę wszystkich dziewięciu członków komisji wyborczej. Cztery osoby skazano na karę pozbawienia wolności w zawieszeniu oraz grzywny. Wobec pięciu pozostałych warunkowo umorzono sprawę na dwuletni okres próbny. I oni będą musieli zapłacić grzywny.

- Wyrok nie jest prawomocny, sąd dopiero sporządza jego uzasadnienie - poinformował Marcin Grabowski, prezes sądu w Nowym Tomyślu. - Gdy to się stanie, wówczas zostanie on rozesłany stronom, a te będą mogły wnieść apelację.

Stroną w postępowaniu nie jest Grzegorz Szczepaniak, który padł ofiarą fałszerstwa w komisji liczącej głosy. To zamyka mu drogę do wniesienia apelacji i np. domagania się, by sąd orzekł o konieczności przeprowadzenia wyborów.

Ponowne, tym razem uczciwe wybory, mogłyby się jednak odbyć. Warunek jest jeden: Edward Stachowiak, który został radnym wskutek sfałszowania wyniku głosowania, musiałby sam zrzec się mandatu. Wtedy odpowiednie instytucje mogłyby powtórzyć wybory.

- Rezygnacja z mandatu uzyskanego wskutek fałszerstwa byłaby honorowym wyjściem z tej nietypowej sytuacji - mówi nam pracownik jednej z wielkopolskich delegatur Krajowego Biura Wyborczego.

Jednak Edward Stachowiak nie ma zamiaru tego robić. Podkreśla, że mandat objął w dobrej wierze i bez świadomości oszustwa, którego mieli dopuścić się członkowie komisji.

- Nawet nieszczególnie interesuję się tą sprawą, bo naprawdę nie czuję się winny całej tej sytuacji - stwierdził radny Stachowiak.

Co na to Grzegorz Szczepaniak?

- Jeżeli pan Stachowiak uważa, że poparcie, które dostał, upoważni go do bycia radnym, to jego sprawa. Osąd takiego wyboru pozostawiam jemu i wyborcom - mówi Szczepaniak.

Łukasz Cieśla, Szymon Pewiński

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na gloswielkopolski.pl Głos Wielkopolski