Leszek Wojtasiak z PO znowu schodzi z politycznej sceny. Niepokonany?

Łukasz Cieśla
Leszek Wojtasiak pozostanie radnym Sejmiku, członkiem władz PO i jej wpływowym działaczem
Leszek Wojtasiak pozostanie radnym Sejmiku, członkiem władz PO i jej wpływowym działaczem Grzegorz Dembiński
Odchodzę, bo czuję się nękany przez CBA - tak można streścić niedawną dymisję Leszka Wojtasiaka, byłego już członka zarządu województwa. Ale polityk PO nie powiedział wszystkiego. Także ostatniego słowa.

Leszek Wojtasiak, przez jednych wyśmiewany i nazywany „Dyzmą”, przez innych podziwiany, w poniedziałek nagle podał się dymisji ze stanowiska członka zarządu województwa wielkopolskiego. Na sesji Sejmiku, którego nadal jest radnym, obwieścił, że on i rodzina czują się nękani przez służby (CBA i prokuraturę) w kontekście jego oświadczeń majątkowych.

Każdy, kto zna Wojtasiaka i jego charakter, mógł zdziwić się, że odchodzi tak nagle, bez związku z konkretnym wydarzeniem. Szybko okazało się, że takie zdarzenie miało miejsce, ale Wojtasiak je przemilczał w publicznych wystąpieniach odnośnie dymisji. Otóż, jak się dowiedzieliśmy tuż po jego rezygnacji, w miniony piątek usłyszał w prokuraturze 16 zarzutów. Wszystkie dotyczą rzekomo nieprawdziwych oświadczeń majątkowych. Dlaczego nie powiedział o zarzutach w momencie składania dymisji?

- Nie jestem podejrzanym, zarzutów nie usłyszałem. W prokuraturze wciąż składam wyjaśnienia - zapewniał nas znany w regionie polityk.

Te pokrętne tłumaczenia łatwo zweryfikować poprzez zadanie prostego pytania: w jakim charakterze został wezwany na ubiegłotygodniowe przesłuchanie? Wojtasiak jest doświadczony w bojach z organami ścigania - było to jego kolejne przesłuchanie w sprawie oświadczeń majątkowych. Zna więc procedury.

Info z Polski - 27 kwietnia 2017 r.

- Nie pamiętam, w jakim charakterze mnie wezwano. Pismo trafiło do reprezentującej mnie kancelarii - tak Wojtasiak próbował wybrnąć z pytania o cel niedawnego przesłuchania.

Nie matura lecz... dowody dokonań

Działacz PO jest barwną postacią na scenie politycznej. Dawno temu pracował w stadninie koni, jak twierdzi, na kierowniczym stanowisku. Ponad dekadę temu, gdy powstawała Platforma Obywatelska, swoim beżowym mercedesem woził po Wielkopolsce znanych polityków. Krok po kroku budował polityczną pozycję. Nawet osoby mu nieprzychylne zwracały uwagę na jego pracowitość, dążenie do celu, silny charakter. Do jego wad zaliczano z kolei chaotyczne zachowania, popadanie w sprzeczności, przesadne reakcje na jakąkolwiek krytykę oraz... brak matury.
Gdy kilka lat temu pytaliśmy go o braki w wykształceniu stwierdził, że to nieprawda, bo przecież właśnie studiuje. Po chwili przyznał, że tak tylko żartował, a matury rzeczywiście nie ma. Z czasem swoje edukacyjne braki i jednoczesną wysoką pozycję w polityce i Urzędzie Marszałkowskim tłumaczył następująco: stoją za mną życiowe dowody dokonań. Dowodem miały być słowa uznania i dyplomy od różnych instytucji.

Wojtasiak zbudował na tyle silną pozycje, że części partyjnych kolegów nie przeszkadzały jego deficyty. - Lech Wałęsa też nie miał matury. Wielu innych miało podobne braki - przekonywał mnie kiedyś Adam Szejnfeld, obecnie europoseł PO.

Wojtasiak został wiceszefem wielkopolskiej PO, a w Urzędzie Marszałkowskim zajmował się chyba najważniejszą kwestią: dotacjami unijnymi i ich rozdziałem. Część osób mówiło nam kiedyś, że do Wojtasiaka ustawiają się tabuny ludzi chcących wychodzić dotację na przykład dla swojej gminy. Dziś nie brak głosów, że na politycznym podwórku narobił sobie także wrogów, którzy zaczęli donosić CBA o kolejnych brakach - tym razem w jego oświadczeniach majątkowych. Bo o ile niektóre rzeczy CBA mogło wyszukać np. w Krajowym Rejestrze Sądowym, to inne kwestie nie były tak łatwe do wykrycia.

Sam Wojtasiak z czasem sam zaczął podejrzewać, że ktoś z otoczenia „ryje” wokół niego.

CBA trafia, ale nie zatapia

W 2013 roku CBA po raz pierwszy „ustrzeliło” Wojtasiaka. Zarzuciło mu złamanie ustawy antykorupcyjnej oraz braki w oświadczeniach majątkowych. Chodziło między innymi o dwie spółki, w których miał udziały, a nie powinien. Polityk podał się do dymisji z funkcji wicemarszałka województwa. Nieco usunął się w cień, ale szybko wrócił „na białym koniu”. Bo jeszcze w tym samym roku poznański sąd udzielił mu rozgrzeszenia wskazując, że co prawda źle postąpił, ale sprawę trzeba warunkowo umorzyć. Społeczna szkodliwość nieprawdziwych oświadczeń, w ocenie sądu, była niewielka.

Wojtasiak wrócił do zarządu województwa. Znowu zajął się dotacjami unijnymi. I zdaniem niektórych odbudował pozycję na tyle, że właściwie on, a nie marszałek Marek Woźniak, rządził w urzędzie.
W 2015 roku snuł plany zostania kandydatem PO na senatora. W obecnych realiach, czyli w okręgach jednomandatowych, partia mogła postawić tylko na jedną osobę.

Głośna stała się wówczas kampania billboardowa, na której pojawiła się twarz Wojtasiaka promująca jeden z unijnych programów. Dla znawców polityki był to jednoznaczny znak, że Wojtasiak poważnie myśli o Senacie. Ale nie wystartował. Tak się złożyło, że wiosną 2015 roku, kiedy jeszcze rządziła PO, CBA ponownie zainteresowało się jego oświadczeniami. Tym razem chodziło o to, że nie ujawnił obciążenia kredytowego na 82,5 tys. zł. Kredytu zaciągniętego na potrzeby jego syna. Wojtasiak, jak tłumaczył, chciał pomóc synowi mającemu zbyt małą zdolność kredytową. Dlatego również podpisał się pod dokumentami w banku.

W październiku 2016 CBA po raz kolejny doniosło na Wojtasiaka. Tym razem miał zataić prawdę w 11 oświadczeniach i 6 korektach do nich. Znowu pojawiła się kwestia kredytu syna. Miesiąc później pisaliśmy w „Głosie Wielkopolskim”, że prokuratura w niektórych wątkach odmówiła wszczęcia śledztwa. - CBA zadało sobie dużo trudu, by śledzić właśnie Wojtasiaka. Ktoś mógłby powiedzieć, że wręcz uwzięło się na niego. Co Wojtasiak składał korektę do oświadczenia, to zaraz pojawiało się doniesienie - takie słowa usłyszeliśmy w organach ścigania.

Ale niektórych wątków, które się pojawiały w doniesieniach CBA, prokuratura nie umorzyła. W efekcie tydzień temu Prokuratura Rejonowa Poznań Stare Miasto postawiła politykowi 16 zarzutów. Wszystkie dotyczą rzekomo nieprawdziwych oświadczeń majątkowych.

- Liczba zarzutów może na kimś robić wrażenie, ale dotyczą one dwóch oświadczeń majątkowych i korekt do nich, które mój klient składał jako członek zarządu i jako radny Sejmiku - mówi adw. Paweł Sowisło, obrońca Leszka Wojtasiaka. - Te korekty do swoich oświadczeń, za radą naszej kancelarii, składał dwukrotnie, żeby nikt nie zarzucił mu jakiejkolwiek nierzetelności. I właśnie te jego dobrowolne korekty stały się dla CBA podstawą do kolejnych zawiadomień. To zaskakujące o tyle, że wątek kredytu syna był już wcześniej umorzony przez prokuraturę. A po zażaleniu CBA, także sąd umorzył postępowanie. Pojawił się też nowy zarzut dotyczący wcześniejszego nieujawnienia dochodu za sprzedaż zabudowania gospodarczego o wartości 200 zł. Ta sprawa to przykład wykorzystania błędów w wypełnianiu oświadczeń do zupełnie innych celów niż ściganie polityka chcącego świadomie zataić prawdę o dochodach i majątku - dodaje adw. Sowisło.
Polityk PO nie przyznaje się do winy. Przykładowo wątek kredytów tłumaczy w ten sposób, że sądził, że jest jedynie poręczycielem i dlatego ich nie wykazywał. W rzeczywistości był współkredytobiorcą.

- Mój klient nigdy nie spłacał tych kredytów. To były i są zobowiązania jego syna. Tylko syn dostał do dyspozycji środki z kredytu - zapewnia adw. Paweł Sowisło.

Szef na emigracji wewnętrznej

Gdy we wtorek chcieliśmy umówić się z Wojtasiakiem na wywiad, okazało się, że już nie odbiera służbowej komórki. Po złożeniu dymisji, telefon oddał Urzędowi Marszałkowskiemu. Działacze PO powiedzieli nam, że prywatny numer Wojtasiaka powinien mieć Maciej Sytek, jego dobry znajomy z PO. Niektórzy mówią o nim „człowiek Wojtasiaka”. To właśnie Maciej Sytek, niedoszły burmistrz Pobiedzisk, ostatnio szef Departamentu Zdrowia, w poniedziałek zastąpił Wojtasiaka w zarządzie województwa.

- Szef powiedział, że na razie nie będzie się więcej wypowiadał. Chce kilku dni spokoju - powiedział nam Maciej Sytek tłumacząc, że Wojtasiak nie zgadza się na wywiad.

Dlaczego o zdymisjonowanym polityku wciąż mówi „szef”? - Łapie mnie pan za słówka - uśmiecha się Maciej Sytek. - Długo byłem podwładnym Leszka Wojtasiaka, faktycznie dobrze się znamy i cenię go jako świetnego menedżera - dodaje nowy członek zarządu.

Leszek Wojtasiak oficjalnie wybrał się więc na emigrację wewnętrzną. Na swoim facebooku umieścił piosenkę „Perfectu”. Jej znane słowa brzmią: „trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść. Niepokonanym...”

„Zdrowotne” kłopoty Wojtasiaka
Śledztwo w sprawie oświadczeń majątkowych nie jest jedynym, w którym pojawia się nazwisko polityka PO. W zeszłym roku CBA złożyło zawiadomienie ws. rzekomego przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków urzędniczych podczas informatyzacji wielkopolskich szpitali. Projekt, zdaniem CBA, był źle prowadzony. Województwo miałoby stracić ponad 11 mln zł. Leszek Wojtasiak mówi, że raport CBA jest tak samo wiarygodny, jak twierdzenia Antoniego Macierewicza ws. Smoleńska. Sprawę informatyzacji szpitali wyjaśnia prokuratura ze Szczecina.

Wideo

Komentarze 8

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Pragmatyk

Jasne ze ktoś rył! Tak samo wróci jak poprzednio i zrobi taki wynik o jakim jego adwersarze w PO mogą tylko marzyć. Po zarzutach widać że nie mają nic dużego.

a
ataturek

u żony w ratuszu warszawskim. Tam się dużo swoich przewala!

G
Gość

To śmieszne, kiedy urzędnikowi państwowemu nie podoba się inny urząd państwowy.

t
tytus

misiewicz przy nim to okruszek a u POmiotow byly ich miliony.

e
eda

czy warto sie zajmowac takim nic ktory chcial byc bozkiem.

P
Pelagia

Zobaczymy, gdzie go upchną. Sternalskiego wsadzili w 2014 r. na wicka w Wojewódzkim Urzędzie Pracy za tylko ok. 11 tys na miesiąc. Dobrze płatna Fucha trwała tylko do 9 stycznia 2015 r. tj. tylko pół roku. Może się dowiemy gdzie został upchnięty, za ile i w jakim urzędzie. Ale czy wytrwa długo na kolejnym stołku, to zależy od wszczętego śledztwa, zarzutów i sądu.

C
CBA

W pierdlu maturę można robić...

:D

Biedny Leszek. Pan Rafał załatwi mu dobrze płatną pracę w POznaniu :D

Dodaj ogłoszenie