Litza o płaceniu w sieci: "Liczę na uczciwość ludzi"

Marcin Kostaszuk
Marcin Kostaszuk
Robert "Litza" Friedrich
Robert "Litza" Friedrich archiwum
Poznański muzyk zdecydował się udostępnić w sieci płytę swojej grupy Luxtorpeda za darmo, ale fani i tak za nią zapłacili. Z Robertem "Litzą" Friedrichem o tym, za co warto zapłacić w sieci rozmawia Marcin Kostaszuk

Nową płytę Twojego zespołu Luxtorpeda kupiło ponad 20 tysięcy osób, ale najpierw wszystkie piosenki oddaliście do odsłuchu za darmo. Czy aby zażądać pieniędzy za treści niematerialne, trzeba je najpierw udostępnić za darmo?
Robert "Litza" Friedrich: Na pewno teraz się narażę wielu ludziom tym co teraz powiem: każdy muzyk rockowy, który zaczął grać z potrzeby buntu na zastaną rzeczywistość, jest gotowy to robić za darmo. Jak mu nie będą za to płacić, to on i tak będzie to robił. Gdy zaczynaliśmy w Acidach, byliśmy w stanie sprzedać ostatnie gacie, byle tylko nasza płyta się ukazała. I tak by nawet było, ale szef naszej wytwórni płytowej zachował się w tym na tyle dobrze, że przygotował nam umowę jeszcze raz. Żebyśmy cokolwiek na tym zarobili.

Dla twórcy ważniejsze jest realizowanie się niż pieniądze. Ale potem przychodzi życie - jest żona, dzieci, więc musi też być benzyna czy chleb. I wtedy zaczyna się problem, jak to wszystko utrzymać. Ja miałem to szczęście, że razem z realizowaniem planów artystycznych pojawiały się również pieniądze, choć na początku nic na to nie wskazywało. Na końcu okazywało się, że rację miała moja babcia, która mówiła: "do każdego dziecka Pan Bóg bochenek chleba da".

Jak zatem funkcjonuje muzyk w Polsce?
Robert "Litza" Friedrich: Najpierw jest pomysł: treść, dźwięki, brzmienia, muzyka, teksty, okładka. Potem się zastanawiamy jak to nagrać i zrealizować. Na koniec jesteśmy skazani na niewiadomą - czy z tego też będzie chleb. Dlatego nieodzowna jest pasja, która pozwala to zacząć za darmo. Kapela rockowa w Polsce na pewno nie żyje z muzyki.

Nawet ty - kiedyś lider Acid Drinkers, dziś Arki Noego i Luxtorpedy?
Robert "Litza" Friedrich: Wyjątkiem jest Kazik oraz jakieś chwilowe gwiazdy, ale generalnie nie było nigdy momentu, żebym żył tylko z muzyki. Zawsze pracowałem, miałem jakąś firmę i to pozwoliło utrzymać rodzinę. Wielu z moich kumpli w kryzysowym momencie rozwiązywało zespół, albo kontynuowało go wyłącznie z pasji.

Czy Twoim zdaniem podobnie będzie w przyszłości z dziennikarzami?
Robert "Litza" Friedrich: Patrząc na internetowe edycje gazet, obawiam się co będzie z papierowymi wydaniami. Zresztą teraz nawet telewizja jest w opałach. Ja na przykład w ogóle jej nie oglądam: wszystkie informacje czytam w sieci. Jedyne gazety, które kupuję na papierze, to branżowe pisma o gitarach, wzmacniaczach i innym sprzęcie.

Czy za te same pisma, które kupujesz na papierze, zapłaciłbyś również w sieci?
Robert "Litza" Friedrich: Wolę powiedzieć, jak jest u mnie z muzyką. Empetrójki mnie nie przekonują, lubię mieć "fizyczną" płytę w ręce i tak samo jest też z gazetą. Młodzi ludzie mają jednak już wszystko w telefonach: muzykę, informacje, filmy. U mnie to jest tak: najpierw kupuję empetrójkę, słucham a potem, jeśli mi się podoba, chcę mieć ją w lepszej jakości i zamawiam płytę. Poza lepszą jakością mam też świadomość, że wspieram artystę, który zrobił coś dla mnie.

Czy tę sam rodzaj szacunku będą mieli czytelnicy na przykład dla dziennikarzy pism lokalnych?
Robert "Litza" Friedrich: Znów odniosę się do rynku muzycznego: Polacy są nauczeni, że jest wiele rzeczy, które im się należą za darmo i dlatego ściągają wszystko za darmo. Motywują to tym, że nie stać ich na płytę, choć to równowartość jednego wieczora w pubie - trzech piw i paczki papierosów. Mówię o tanich polskich płytach, dla zagranicznych to równowartość dwóch takich wieczorów. Człowiek, który nagrywał tę muzykę, ryzykował inwestując w nagranie, studio i wiele innych rzeczy - mówię to jako człowiek prowadzący firmę niezależną. Nie wiem, jak sobie z tym radzą korporacje, ale małe firmy polegają wyłącznie na uczciwości swoich odbiorców.

Tak jest z Twoim nowym zespołem?
Robert "Litza" Friedrich: Pod tym względem Luxtorpeda ma superkomfort, bo fani kupują nasze płyty. To, że daliśmy im wszystkie piosenki za darmo do odsłuchania na YouTube tylko im pomogło w podjęciu decyzji.

Innymi słowy liczy się nie tylko łatwość, dostęp czy promocje, tylko elementarna uczciwość tych, którzy cenią czyjąś pracę albo nie?
Robert "Litza" Friedrich: No tak. My trochę wyszliśmy naprzeciw - nie chcieliśmy, żeby nasi słuchacze musieli kraść. Chcieliśmy, żeby nie mieli tego na sumieniu. Każdy, kto słucha na YouTube albo nawet z niego ściąga piosenki - robi to z naszą zgodą, czyli nie jest złodziejem. Wierzę, że ludzie to docenili, bo zapewne dlatego mamy tak szybko Złotą Płytę za sprzedanie 20 tysięcy płyt.

Spotkałeś się już z opłatami za artykuły w Internecie?
Robert "Litza" Friedrich: Wiem, że gazety już przeszły rewolucję - na przykład ostatnio na stronie "Gościa Niedzielnego" znalazłem tylko fragment interesującego mnie wywiadu. Całość można było przeczytać za opłatą.

"Głos Wielkopolski" do tej pory był w sieci bezpłatny - dopiero teraz, wraz z ponad 40 innymi tytułami wprowadzamy wspólny abonament za pełny dostęp do wszystkich materiałów.
Robert "Litza" Friedrich: Mnie się to wydaje uczciwe. Tak samo jest na Zachodzie, gdzie ludzie chętnie płacą na przykład za gazety w wersji na tablety.

Możesz wiedzieć więcej! Kliknij i zarejestruj się: www.gloswielkopolski.pl/piano

Wideo

Materiał oryginalny: Litza o płaceniu w sieci: "Liczę na uczciwość ludzi" - Głos Wielkopolski

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

E
Ekhangel

Znowu to samo, trzymajcie mnie... Może ktoś inny pokusi się tym razem o podanie "treści alternatywnej", bo mnie już się niedobrze robi.

GW opanowuje sztukę redaktorskiej autoreklamy do perfekcji.

Dodaj ogłoszenie