Litza: Zespół to nie zakład pracy [ROZMOWA]

Cyprian Łakomy
Cyprian Łakomy
Litza: Zespół to nie zakład pracy [ROZMOWA]
Litza: Zespół to nie zakład pracy [ROZMOWA] Maciej Urbanowski
Młodsi kojarzą go jako charyzmatycznego lidera Luxtorpedy, starsi - jako gitarzystę Acid Drinkers, który pod koniec lat 90. zdezerterował z szeregów wariackiej armii polskiego metalu. W niedzielę, 28.09, Robert „Litza” Friedrich ponownie stanie na jednej scenie z Titusem, Ślimakiem i Popcornem. Na festiwalu LuxFest w poznańskiej Arenie zagrają w całości debiut Kwasożłopów - album „Are You a Rebel?”.

Wypadałoby zacząć od pytania: „Are you still a rebel?”.

Litza: Mówię na co dzień w innym języku, więc pogadajmy po polsku, okej? (śmiech) Myślę, że pod pewnymi względami człowiek nigdy nie przestaje się buntować. Chociaż dziś, kiedy jestem starszy, towarzyszą temu buntowi pewne rozterki, to w pełni akceptuję go jako część mojej natury. Z drugiej strony nie mam już 17 lat, by buntować się przeciwko wszystkiemu, jak ćwierć wieku temu.

Niedługo minie 16 lat, odkąd nie jesteś już członkiem Acid Drinkers. Wydawać by się mogło, że odszedłeś w szczytowym momencie dla zespołu, a niejeden fan pewnie traktował Twój ruch jako preludium do końca kapeli. Jak wiemy, tak się jednak nie stało. Tamta decyzja to był również wyraz Twojego buntu?

Litza: Bardzo szanuję fanów i doskonale rozumiałem ich rozgoryczenie. Ale też kocham moją rodzinę i zrozumiałem swoje priorytety w tamtym momencie. Trzeba było w końcu zacząć być ojcem. Na jakiś czas postanowiłem wycofać się z grania, poczekać, aż podrosną dzieci i pozamykać parę rodzinnych spraw. Inna rzecz to to, że nie miałem już żadnych pomysłów dla Acid Drinkers, a nie chciałem nigdy traktować zespołu jak zakład pracy, do którego się przychodzi, robi swoje i wraca do domu. Albo żyję muzyką 24 godziny na dobę, albo wcale.

Wraz z Titusem stanowiliście dwa najbardziej rozpoznawalne filary Acid Drinkers przez pierwszą dekadę istnienia zespołu. Jak wyglądały Wasze relacje po tym, kiedy opuściłeś grupę?

Litza: Nie widywaliśmy się zbyt często, chyba że przy okazji podpisywania dokumentów z ZaiKSu (śmiech). Ja robiłem swoje, Acidzi swoje i niespecjalnie były okazje, by się spotykać. Udało się to np. na XX-leciu w poznańskim Eskulapie (w 2009 r. - przyp. red.), kiedy wyszedłem na scenę zagrać z chłopakami kilka utworów. Posiedzieliśmy później razem kilka godzin, pośmialiśmy się z tych samych dowcipów, co 20 lat wcześniej. Fajnie było.

Jak zatem zrodził się pomysł, by XXV-lecie uczcić koncertem w ramach Twojego festiwalu i byś tego jednego wieczoru znów stał się członkiem Kwasożłopów?

Litza: Pomysł pojawił się przy okazji któregoś z rzędu Męskiego Grania (objazdowy festiwal Grupy Żywiec – przyp. red.). Organizatorzy ostatecznie wybrali Heya, który miał wykonać w całości pierwszą płytę, a nam podziękowano. Idea cały czas wisiała jednak w powietrzu i jakoś w tym roku Hans (wokalista Luxtorpedy, obecnego zespołu Litzy – przyp. red.) poddał ją znów pod obrady. Zapytałem chłopaków, czy ciągle zainteresowani są zagraniem „Are You a Rebel?” w całości, no i tym sposobem, od słowa do czynu, gramy.
Niedawno minęły 24 lata od wydania debiutu Acid Drinkers. Pamiętasz jeszcze w ogóle cokolwiek z tamtej sesji nagraniowej?

Litza: Oczywiście! Debiutanckie płyty pamięta się najlepiej. To była szybka sesja. Nagrywaliśmy w Studiu Giełda (w obecnym kompleksie Radia Merkury – przyp. red.), które w owym czasie miało dość specyficzne metody pracy. O godzinie 9 przychodził strażnik, otwierał drzwi i wpuszczał wszystkich, a o 15 ten sam strażnik wyganiał nas z budynku. Trzeba więc było pracować sprawnie, by w te kilka dni nagrać i zmiksować cały materiał.

Miałem już wcześniej pewne studyjne przygody z Turbo, jednak Acids to była zupełnie inna bajka. Chcieliśmy wszystko robić po swojemu. Pamiętam, że uparliśmy się, by gitar nie nagrywać na profesjonalnych piecach i kolumnach Marshalla, tylko na starej konsolecie Vermony tylko po to, by nasze brzmienie było w jakiś sposób wyjątkowe. Pamiętam też dobrze atmosferę, jaka panowała w studiu.

Bardzo cieszyliśmy się, że wreszcie to, co nagrywaliśmy sobie na magnetofon podczas prób w garażu czy Klubie Studenckim „Nurt” (nieistniejący już klub mieszczący się kiedyś na poznańskich Winogradach – przyp. red.), będzie brzmiało dobrze, a my będziemy mogli tego posłuchać. Trochę nieakceptowalny, zwłaszcza na dzisiejsze warunki, był wspomniany rygor pracy, no ale takie to były śmieszne czasy. Na premierę płyty czekaliśmy z niecierpliwością.

Wszyscy macie dziś trochę więcej lat niż wtedy, gdy powstawał Wasz płytowy debiut. Jak dziś reagujesz na utwory takie jak „Del Rocca” czy „Mike Cwel”? Tylko nie mów, że zachowujesz kamienną twarz, bo i tak Ci nie uwierzę.

Litza:„Mike Cwel” to był stuprocentowy studyjny wygłup i nie traktuję go jako pełnoprawnej części materiału. Decyzję o jego zamieszczeniu podjęła dopiero firma, która przygotowywała re-edycję „Are You a Rebel?”. Pierwotny wydawca – brytyjska wytwórnia Music For Nations – nie opublikowała go na oryginalnym wydaniu. Podobny los spotkał zresztą nagrany przez nas cover Kiss, tyle że pod zmienionym, nieco bardziej wulgarnym tytułem.

Przez ostatnie tygodnie spotykałeś się z Acidami na próbach. Nie da się jednak ukryć, że od dawna nie grałeś takiej muzyki, jak ta na „Are You a Rebel?”. Udało się okiełznać wszystkie utwory? Parę dni temu nawet Titus powiedział, że to nie są proste kawałki...

Litza: Nie podchodziłbym dogmatycznie do tego materiału. Publiczność i tak zapewne chciałaby, żebym zaśpiewał kilka innych szlagierów. Jest „Poplin Twist”, jest „Jonasz” (piosenka „Slow and Stoned [Method of Yonash]” - przyp. red.). Oczekiwałbym więc raczej niespodzianek, a nie zaplanowanych akcji.
Skoro już wspominasz o „Jonaszu”, to nie mogę nie poruszyć wątku _„Infernal Connection_”. Od nagrania i wydania tego albumu mija właśnie 20 lat, zaś nie dalej niż dwa temu „Machina" umieściła ją na szczycie zestawienia najważniejszych płyt polskiego metalu. Zdaje się, że ten album to dla Roberta Friedricha przełom.

Litza: Widzę w dorobku Acid Drinkers trzy ważne momenty: „Are you a Rebel?”, „Infernal Connection” oraz ten najnowszy album, który lada moment ma się ukazać. Skoro pytasz o „Infernal...” to przyznam ci rację – to był dla nas totalny skok w bok. Mniej żartów, mniej Franka Zappy, a więcej ciężkiego grania oraz poważniejszych tematów. Nie pierwszy raz sięgałem po takie mocne akcenty. Wcześniej robiłem to m.in. na pierwszej płycie Flapjacka, a jeszcze wcześniej – wraz z grupą Creation of Death.

Ale próbując przeszczepić te brzmienia do Acids napotkałeś podobno na opór kolegów.

Litza: Kiedy weszliśmy do studia, wszystko się niby zgadzało, ale tak naprawdę nie zgadzało się nic. Padł pomysł, by obniżyć strojenie gitar i od początku nagrać perkusję. Szczególną irytację Titusa wzbudziła konieczność napisania tekstów od nowa. Chciałem je bardziej zrytmizować. Siedzieliśmy więc we trójkę ze Ślimakiem (perkusista Acid Drinkers – przyp. red.) w kuchni studia i walczyliśmy z materią. Myślę, że Titus przekonał się do materiału dopiero podczas trasy Nuclear Mosher Tour, którą zagraliśmy już po premierze płyty. Hale zaczęły się zapełniać, a frekwencja na koncertach znacznie wzrosła.

Dosłownie dni dzielą nas od koncertu w Arenie. Nie boisz się, że Acid Drinkers to trochę zbyt ciężki kaliber jak na rodzinną imprezę, jaką jest LuxFest?

Litza: Zapewniam, że nowa płyta Arki Noego jest ostrzejsza niż „Are You a Rebel?” (śmiech). Ekspresja kilku ostatnich płyt, jakie nagrałem z dzieciakami jest dla mnie porównywalna z tą, którą słychać choćby w kawałku „Nagasaki Baby”. A fakt, że z Titusem i Ślimakiem łączą nas więzi rodzinne sprawia, że jak ulał pasujemy na rodzinny LuxFest (śmiech).

Masz na koncie ponad 30 płyt, liczną rodzinę i komfort łączenia pasji tworzenia muzyki z zarabianiem na życie. Twoim LuxFestem podobno interesują się również inne miasta. Zapytam, posługując się popularnym cytatem i tytułem piosenki Luxtorpedy: jesteś zwycięzcą?

Litza: Grając muzykę, nigdy nie czułem się jak w pracy. Żeby grać to, co chcę, często wręcz musiałem chwytać się innych sposobów zarabiania. Bynajmniej nie czuję się spełniony i chciałbym nagrać jeszcze wiele płyt, jeśli tylko zdrowie mi na to pozwoli. Wszystko jeszcze przede mną.

Robert „Litza" Friedrich - urodzony 15 kwietnia 1968 r. polski gitarzysta, wokalista i kompozytor. Wraz z Tomaszem „Titusem" Pukackim założył w Poznaniu pod koniec lat 80. thrashmetalowy zespół Acid Drinkers. Jego pierwszy album pt. „Are You a Rebel?" ukazał się we wrześniu 1990 r. nakładem brytyjskiej wytwórni Music For Nations i był pierwszym polskim albumem metalowym wydanym w formacje płyty kompaktowej. Litza jest też założycielem grup 2 Tm 2,3 i Arka Noego, współpracował także z zespołem Turbo i Kazik Na Żywo. Jego obecnym zespołem jest Luxtorpeda, do której zaprosił m.in. Przemysława „Hansa" Frencla z 52 Dębiec. W kwietniu ukazała się trzecia płyta Luxtorpedy pt. „A morał tej historii mógłby być taki, mimo że cukrowe to jednak buraki".

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie