Łukasz Fabiański: Po meczu była radość, ale i ulga [WIDEO]

Tomasz Biliński
Łukasz Fabiański w trzech meczach kwalifikacyjnych do mistrzostw świata puścił już pięć goli fot. Szymon Starnawski / polska press
Czuję niedosyt, bo przy straconej bramce miałem piłkę na ręku. Koniec końców udało się jednak wygrać. Jak pokazują wyniki naszej grupy, każde punkty należy szanować - podsumował wygraną 2:1 Polski z Armenią bramkarz biało-czerwonych Łukasz Fabiański. Po trzech kolejkach eliminacji mistrzostw świata 2018 kadra Adama Nawałki zajmuje drugie miejsce w grupie, ustępując Czarnogórze gorszym bilansem bramek.

Przy puszczonej bramce mógł Pan zachować się lepiej?
Myślę, że tak. Takie sytuacje dla bramkarzy są bardzo trudne. Spodziewasz się, że ktoś trąci ją głową, a nie, że wszystkich minie. Z drugiej strony – dośrodkowanie było bardzo dobre, bo piłka leciała w bramkę. Natomiast czuję niedosyt, bo miałem ją na ręku. Niby obroniłem, ale po odbiciu od ziemi trafiła mnie w łokieć i wpadła do bramki. Szkoda, ale koniec końców wygraliśmy.

Zwycięstwo nie przyszło jednak łatwo. Końcówka była nerwowa.
Trzeba było zachować spokój i wierzyć, że uda nam się stworzyć jeszcze jedną sytuację i strzelić gola. To się udało. Mieliśmy stały fragment gry, przy którym świetnie zachował się Robert Lewandowski. Jak prawdziwy kapitan kolejny raz poprowadził nas do zwycięstwa.

Po meczu była radość czy raczej odetchnęliście z ulgą?
Jedno i drugie. Każdy liczył, że zdobędziemy w tym spotkaniu trzy punkty. Tej nerwowości nikt sobie z naszej stronie nie życzył, ale tak się ułożyło spotkanie. Najważniejsze, że udało się je wygrać. Oczywiście, zależało nam na tym, aby mecz toczył się pod nasze dyktando, ale rywale dzielnie się bronili. Po czerwonej kartce jeszcze bardziej skoncentrowali się na defensywie i wyprowadzaniu groźnych kontratakach. To tylko pokazuje, że musimy szanować każde punkty i mieć respekt do grupowych przeciwników, bo jak widać, każdy z każdym może ugrać punkty.

Zaskoczyło was to, że Armenia nie tylko się broniła, ale też atakowała.
Miała przynajmniej trzy groźne okazje. Raz, jakbym nie wyszedł daleko poza pole karne, to przeciwnik byłby w sytuacji sam na sam. Dwa razy im się to udało. W tym jedna z nich miała miejsce w doliczonym czasie gry, więc było gorąco. Ich sytuacje wynikały chyba z tego, że myśleliśmy, że skoro oni grają w dziesiątkę, to my musimy większą liczbą zawodników atakować. Przez to na boisku stworzyły się puste strefy, które Ormianie wykorzystywali. Tym bardziej, że wśród nich jest kilku groźnych zawodników pod względem technicznym. Co by nie mówić, mieliśmy szczęście, nie tylko w ataku.

W ofensywie zabrakło chyba za to pomysłów. Większość akcji kończyła się dośrodkowaniami, które nie sprawiały żadnego zagrożenia.
Trochę tak, ale to dlatego, że przeciwnicy naprawdę dobrze się bronili. Próbowaliśmy na wiele sposobów. Najważniejsze było strzelić gola, a w jaki sposób, to już mało istotne. Spokojnie i cierpliwie trzeba było robić swoje. W końcu wygraną załatwił nam Robert i chwała mu za to. Swoją drogą, gole padły po stałych fragmentach gry i po dośrodkowaniach...

W trzech meczach tych eliminacji straciliście już pięć bramek.
To element, nad którym musimy popracować. Patrząc przez pryzmat Euro 2016 [Polacy w pięciu spotkaniach stracili dwa gole – red.], to nasza defensywa wygląda zdecydowanie słabiej. Ale z drugiej strony pierwsza bramka z Danią była niefartowna, bo samobójcza Kamila Glika. Przeciwko Armenii też można było uniknąć straty gola. Generalnie to mam wrażenie, że jest OK, ale cały czas musimy nad sobą pracować.

Dotychczasowe gra i wyniki sprawią, że poziom koncentracji w meczu z Rumunią będzie na odpowiednim poziomie?
Oczywiście, że tak, ale przede wszystkim nie mówmy, że przed Armenią nie był. Absolutnie nie zlekceważyliśmy rywala. Tak się po prostu mecz ułożył, że trzeba było gonić trzy punkty, przez co dochodziło do różnych sytuacji. Dla nas to nauczka. Choć jeśli byśmy mieli wygrywać wszystkie mecze po golach strzelonych w doliczonym czasie gry, to nie mam nic przeciwko.

Notował Tomasz Biliński

Wideo

Materiał oryginalny: Łukasz Fabiański: Po meczu była radość, ale i ulga [WIDEO] - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3