Made In Chicago - Udany wiosenny festiwal

Marek Zaradniak
Jedną z wykonawczyń koncertu poświęconego Elli Fitzgerald była Spider Sallow
Jedną z wykonawczyń koncertu poświęconego Elli Fitzgerald była Spider Sallow K.Pictures
Pięciogodzinny maraton, na który złożyły się trzy koncerty zakończył w niedzielę w Poznaniu XI festiwal Made In Chicago

Po raz pierwszy festiwal znalazł się w otwartej przestrzeni Starego Rynku i to na nowej scenie Quadro, znajdującej się tuż obok Meskaliny. Wybierając się na te koncerty, miałem obawy, czy dobiegająca zewsząd na Starym Rynku muzyka nie zagłuszy jazzu. Na szczęście tak się nie stało.

Pierwszy koncert był spotkaniem z uczestnikami warsztatów, które podczas festiwalu prowadził saksofonista Greg Ward. Podobało mi się brzmienie sekcji dętej, solowe popisy kontrabasisty Romana Chraniu-ka i dysponującej ciekawym głosem wokalistki Hanny Giedy. O tych młodych ludziach z pewnością jeszcze usłyszymy. Warto śledzić ich kariery.

Drugą część muzycznego, niedzielnego maratonu stanowił występ grupy Chinchano. Jej lider Juan Pastor gra na instrumentach perkusyjnych. Otrzymaliśmy sporą dawkę dźwięków latynoskich. Szczególnie podobać mogła się ekspresyjna gra sekcji dętej, którą tworzą saksofonista Rich Moore i trębacz Titto Carrillo. Najbardziej oczekiwaną była trzecia część maratonu, czyli spotkanie z trzema znakomitymi wokalistkami Spider Saloff, Friedą Lee i Dee Alexander i ich interpretacjami przebojów niezapomnianej Elli Fitzgerald. Spider Saloff podobać się mogła w niezwykle energetycznej interpretacji piosenki „How High The Moon”, Frieda Lee podobała się w nostalgicznym wykonaniu przeboju „Sentimental Mood” natomiast Dee Alexander przede wszystkim w niezwykle energetycznym wykonaniu przeboju „Caravana”, a także w „A Tisket A Tasket”. Szkoda, że jak na lekarstwo było wspólnych wykonań wszystkich trzech wokalistek. Tak naprawdę błysnęły razem w brawurowym wykonaniu piosenki „All Of Me”.

Tegoroczny festiwal był swoistym eksperymentem. Po raz pierwszy bowiem odbywał się w maju, jeden dzień poświęcony był graniu klubowemu, mogliśmy uczestniczyć w koncertach plenerowych, zaprezentowano koncert muzyczno-taneczny. Jeśli do tego dodamy fakt, że nieplanowane wcześniej jam session w Meskalinie skończyło się o 5 rano, to eksperyment ten można uznać za udany. Ciekawe, co przyniesie przyszłoroczna edycja imprezy, o której mówi się, że jest kulturalnym mostem łączącym dwa miasta, dla których jazz jest artystyczną wizytówką.

[email protected]

Fot. K.Pictures

Three Ellas czyli od lewej: Spider Saloff, Frieda Lee i D.Alexander

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie