Marek Trela: Stadnina w Janowie to było moje życie. Nie odmówiłbym jej pomocy, gdyby pojawiły możliwości

Wojciech Rogacin
Wojciech Rogacin
Marek Trela kieruje sanktuarium, czyli rezerwatem dla zwierząt uratowanych z obszarów działań wojennych
Marek Trela kieruje sanktuarium, czyli rezerwatem dla zwierząt uratowanych z obszarów działań wojennych Z rachiwum Marka Treli
Polską hodowlą koni arabskich zajęli się ludzie niekompetentni. Sytuacja stadniny w Janowie jest tragiczna, polskich koni nie widać na międzynarodowych pokazach. Trzeba odbudować renomę polskich stadnin i zaufanie hodowców - mówi Marek Trela, odwołany przez “dobrą zmianę” prezes stadniny koni w Janowie Podlaskim

Czy przyjeżdża Pan czasami do Janowa Podlaskiego?

Od roku w ogóle nie mogłem się ruszyć z Jordanii przez pandemię COVID, ale mówiąc ogólnie – nie bywam w Stadninie w Janowie. Nie mam żadnego kontaktu ze Stadniną. Nie byłem tam właściwie od czasu opuszczenia swego stanowiska. Nikt mnie tam nie oczekuje, dlatego też niespecjalnie się spieszę.

To czym Pan się teraz zajmuje w Jordanii? Czy ma pan do czynienia z końmi?

Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie zajmuję się końmi. Oczywiście, że tak. Jednak głównym moim zajęciem, któremu całkowicie się poświęcam, jest organizowanie swego rodzaju rezerwatu – tu się to nazywa sanktuarium - dla zwierząt uratowanych ze stref wojennych i z biednych okolicznych ogrodów zoologicznych. Są to zwierzęta ze Strefy Gazy, z Mosulu w Iraku, z Aleppo w Syrii. Są z Pakistanu, a niektóre też z samej Jordanii.

W każdym przypadku, gdy te zwierzęta potrzebują pomocy i kiedy ktoś organizuje akcje ratując te zwierzęta najczęściej z ogrodów zoologicznych, to przyjmujemy je do nas, starając się zapewnić im właściwie raj.

Fundacja księżniczki Alii bint Hussein, która jest moim bezpośrednim szefem i w stadninie, i w tym sanktuarium, otrzymała od rządu 140 hektarów terenu. To ostatnie pozostałości lasu śródziemnomorskiego, pięknie położone obok historycznego Dżerasz, na szczycie wzgórza. Tam mamy nasze zwierzęta

Dużo ich jest?

Sporo. W tej chwili mamy dwa ośrodki. Jeden to jest właśnie Dżerasz, a drugi w samym Ammanie, obok stajen królewskich. Tam rehabilitujemy i leczymy zwierzęta, a potem przenosimy je już do ich ostatecznych zagród, właśnie w Dżerasz.

Lubi pan tę pracę?

To wspaniałe zajęcie. Patrzenie na te zwierzęta, jak one się adaptują, uspokajają, jak się zmieniają. My grupujemy je, żeby nie były samotne. Staramy się zapewnić im warunki zbliżone do ich naturalnych środowisk. Jest to naprawdę pasjonujące zajęcie i miło coś takiego robić na koniec kariery.

Widziałem reportaż o tym sanktuarium w telewizji Al Jazeera i przyznam, że byłem zaskoczony tym, że w kraju arabskim jest taka troska akurat o dzikie zwierzęta.

Wszyscy są tym zaskoczeni, a najbardziej miejscowi, którzy przyjeżdżają, oglądają to miejsce i zwierzęta. Oni są wręcz dumni z tego, że coś takiego w ich kraju funkcjonuje. Zazwyczaj każdy jest przyzwyczajony do oglądania dzikich zwierząt w ogrodach zoologicznych, gdzie są małe wybiegi. A tutaj czasami mamy problem, żeby wytłumaczyć gościom, że jeśli nie widzą zwierząt, to znaczy, że zwierzęta nie chcą ich widzieć. Tutaj zagrody są ogromne – każda ma ponad hektar lasu śródziemnomorskiego, mocno zalesionego z tutejszymi dębami, z drzewami truskawkowymi które są unikalne dla przyjezdnych z zagranicy.

Jest gdzie się ukryć

Tak, i wspaniale to wygląda, a te zwierzęta po prostu mogą się schować. Mogą sobie żyć swoim życiem albo przyjść, popatrzeć na ludzi. To jest wspaniałe, szczególnie jeżeli się bierze pod uwagę to, co one wcześniej przeżyły. Kiedy czasem wojskowy helikopter przeleci nad nami, wówczas niektóre z nich uciekają w panice do swoich noclegowych domów. Wciąż mają złe wspomnienia związane z tym hałasem.

My ten ośrodek wciąż rozbudowujemy. Powstają nowe zagrody, a właściwie cały system – budynek nocny, służący też do wszelkich innych czynności pielęgnacyjnych, a do tego są hektarowe, wydzielone wysokim ogrodzeniem zagrody. Na szczycie wzgórza stawiamy nowy budynek dla sześciu niedźwiedzi, które będziemy wkrótce tam przenosić. Dla zwiedzających powstanie taras widokowy, a widok stamtąd jest po prostu powalający - na całą dolinę Dżerasz aż po Amman. To też chcemy ludziom pokazać

Ludzie miejscowi są dumni z tego, że coś takiego u nich istnieje. Nikt się czegoś takiego nie spodziewał w tym regionie świata, który niespecjalnie ma dobry stosunek do zwierząt. Stąd też pomysł księżniczki Alii który realizujemy również po to, żeby edukować.

Na przykład mamy jedną hienę afrykańską i jedną miejscową. Postawiliśmy je w sąsiadujących zagrodach. I mówimy, że hiena afrykańska poluje, zabija, a ta druga to „dobra” hiena, która żyje w nocy, nie atakuje ludzi. I tak walczymy z przesądami, które tu panują, Tutejsi ludzie wierzą że kiedy hiena zobaczy człowieka, to go zahipnotyzuje, zaciągnie do swojej jaskini i tam zje. Pokazując jakie te hieny są naprawdę obalamy te przesądy.

Mamy w tej chwili 23 lwy, dwa tygrysy bengalskie, mamy 12 niedźwiedzi,. Dwójkę z nich będziemy w tym miesiącu przenosić z kwarantanny do nowo powstałych zagród. Są to dwa niedźwiedzie uratowane przez organizację Four Paws – cztery łapy. Jest to fundacja austriacka, której jesteśmy częścią i która zajmuje się ratowaniem zwierząt z opresji.

Wspomniane dwa niedźwiedzie przyjechały do nas pod koniec grudnia z Islamabadu. Z bardzo ciężkich warunków, z biednego ogrodu zoologicznego. W tej chwili są w kwarantannie, ale już doszły do siebie, odrodziły się. No i wszyscy czekają, bombardują nas z całego świata pytaniami, kiedy będziemy je wreszcie wypuszczać. Każdy chce pokazać ten happy end, kiedy one idą do swoich nowych, wspaniałych zagród.

Rzeczywiście jest naprawdę radość z patrzenia na te zwierzęta. I te niedźwiedzie i lwy odpłacają się swoim zachowaniem, tym spokojem, który ja opanowuje, kiedy już zagospodarują swoje nowe, przestrzenne zagrody. To jest to jest naprawdę sympatyczne.

Jak to się stało, że zajął się pan tymi zwierzętami?

Trzy lata temu z okładem księżniczka Alia prosiła mnie, żebym pomógł jej uruchomić to przedsięwzięcie. Zostało to zbudowane, ale nie mogło ruszyć z miejsca. Powiedziała mi: - Masz doświadczenie, przyjedź. - Dobrze, przyjadę na trzy miesiące, uruchomimy to. Przyjechałem i te trzy miesiące minęły trzy lata temu. (śmiech) Ale to jest naprawdę wdzięczna praca, która wynagradza człowiekowi zaangażowanie. Patrzenie na tę radość i spokój zwierząt, b

Czarnek zapowiada HIT!

Wideo

Materiał oryginalny: Marek Trela: Stadnina w Janowie to było moje życie. Nie odmówiłbym jej pomocy, gdyby pojawiły możliwości - Polska Times

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

k
kaz

pelowska mafia ujada i kwiczy a tam zlodziej na zlodzieju,nowaki piniory ,gawlowskie,kwiatkowskie,cale tabuny,,chociaz pisiorki ida tym samy zlym szlakiem.... ogolnie aby dostac sie jak wszyscy do koryta a potem krasc do woli, ale w tym zlodziejskim fachu prym wiedzie ekipa tuska

b
bożek jeżus 3.14erdnął !

Pisia kato-swołocz wszystko doprowadzi do ruiny. To zabobonna i chamska dzicz.

N
Noe
12 marca, 20:02, Gosc:

Wolskie świnie nawet polskiego specjalisty nie przeprosiły że go złodziejem nazwali.

Wolskie świnie myślały że tylko wystarczy przed kamerami dumnie stanąć, dyrektorskie wynagrodzenie wziąść a reszta się sama zrobić. Tfu wolskie świnie.

G
Gosc

Wolskie świnie nawet polskiego specjalisty nie przeprosiły że go złodziejem nazwali.

z
zibimaks

Po przeczytaniu tegoż wywiadu pomyślałem - czy wraz z wymianą dyrektorów stadnin wymieniono również wszystkich pracowników ? Coś tu nie pasuje. Jak był stary dyrektor to pracownicy umieli wszystko robić jak należy a jak jest nowy to zapomnieli ? Coś tu nie pasuje. Dyrektor rządzi ale to ludzie niższego szczebla pracują w stadninach... Coś tu znowu pachnie polityką i prywatą...

Dodaj ogłoszenie