Mariusz Kamiński: Reżim Łukaszenki do osiągnięcia swoich celów, czyli zdestabilizowania Polski i całej UE, nie cofnie się przed niczym

Lidia Lemaniak
Lidia Lemaniak
Adam Jankowski
- Jeśli cudzoziemiec nielegalnie przekroczy granicę, a jego stan zdrowia tego wymaga, to w każdym takim przypadku udzielana jest pomoc medyczna – podkreślił w rozmowie z polskatimes.pl Mariusz Kamiński. Minister spraw wewnętrznych i administracji, minister koordynator służb specjalnych opowiada m.in. o przyczynach zawrócenia dzieci wraz z opiekunami z Michałowa na granicę z Białorusią, akcji pomocy dla ludzi, których polscy żołnierze znaleźli w lesie czy na bagnach, a także o nowych sposobach prowokacji i pomocy w przerzucaniu nielegalnych imigrantów przez służby Łukaszenki.

„Gdzie są dzieci z Michałowa? Czy służby miały prawo odesłać je na Białoruś”? To chyba najczęstsze pytania adresowane dziś przez niektóre media do Straży Granicznej i członków rządu, zwłaszcza kierownictwa MSWiA. Proszę więc o odpowiedź na to pytanie.
Reżim Łukaszenki do osiągnięcia swoich celów, czyli zdestabilizowania Polski i całej UE, nie cofnie się przed niczym. Świadomie i cynicznie wykorzystuje do tego celu niestety także dzieci. Ściąga na Białoruś całe rodziny, obiecując im łatwe przedostanie się na teren UE, gdzie ma czekać na nich dostatnie życie. Tymczasem funduje tym ludziom wielodniowe koczowanie w lesie i próbę nielegalnego przekroczenia zielonej granicy. Znane są przypadki, że białoruskie służby rozdają tym ludziom tabletki, które rzekomo mają działanie uspakajające. Na Litwie odnotowany został przypadek kobiety, która podała te środki swoim dzieciom. Potem okazało się, że nie jest w stanie ich obudzić. Były nieprzytomne. Lekarze, którzy uratowali je w ostatniej chwili, twierdzą, że środek, które przyjęły, to metadon - budzący wątpliwości lek wykorzystywany przy leczeniu osób uzależnionych od narkotyków. Te zdarzenia mówią wprost o standardach stosowanych przez reżim Łukaszenki. Odnosząc się natomiast bezpośrednio do pani pytania, to należy jasno powiedzieć, że grupa migrantów, przebywająca przez moment w Michałowie, nie była zainteresowana pobytem w Polsce. Rodzice tych dzieci poinformowali funkcjonariuszy Straży Granicznej, że chcą trafić do Niemiec i tam złożyć wniosek. W takiej sytuacji grupa została zawrócona do granicy z Białorusią, gdzie wcześniej przebywała legalnie. Podkreślam - to opiekunowie zadecydowali, że wraz ze swoimi dziećmi nie chcą zostać w naszym kraju.

Jedna strona politycznego sporu pokazuje zdjęcia „dzieci z Michałowa”, druga - dość drastyczne zdjęcia, które zaprezentował Pan wraz z szefem MON oraz komendantem Straży Granicznej. Ta konferencja była potrzebna?
To, co pokazaliśmy na konferencji prasowej, to niewielki wycinek tego, co ustaliły nasze służby. Materiały pochodzą z urządzeń należących do osób, które nielegalnie przekroczyły granicę. Po zatrzymaniu przez Straż Graniczną imigranci zostali skierowani do zamkniętych ośrodków. Tam osoby są szczegółowo weryfikowane. Musimy mieć gwarancję, że te osoby nie stanowią dla naszego państwa i jego obywateli żadnego zagrożenia. Doświadczenia innych krajów pokazują, że wśród nielegalnych imigrantów znajdowały się osoby mające powiązania z organizacjami terrorystycznymi. Dlatego między innymi analizowana jest zawartość telefonów komórkowych. Na 200 sprawdzonych urządzeń w 50 znaleźliśmy treści budzące nasze wątpliwości, co do rzeczywistych intencji, którymi kierują się te osoby.

Proszę powiedzieć, co miało na celu pokazanie przez Panów tych zdjęć, o których mówimy?
Chcę podkreślić, że nie możemy sobie pozwolić na niekontrolowany napływ ludzi, którzy z różnych powodów nie mają dokumentów, nie znamy ich tożsamości i celu, w jakim naprawdę przyjechali do UE. To z jednej strony byłoby realne zagrożenie dla naszych obywateli, a z drugiej powód triumfu Łukaszenki i Putina. Polskie służby konsekwentnie i szczegółowo sprawdzają osoby, nielegalnie szturmujące naszą granicę. To jest ich obowiązek. W efekcie ujawniliśmy mężczyznę mającego w swoim telefonie numer do terrorysty z tzw. Państwa Islamskiego, aresztowanego za przygotowywanie zamachu w jednym z krajów UE. Analiza urządzeń pokazała, że wiele z tych osób, zanim trafiły do Polski, przez dłuższy czas były w Rosji. Znaleźliśmy zdjęcie mężczyzny w trakcie rosyjskiego kursu wojskowego. Część osób pozowała do zdjęć w mundurach z bronią w ręku. To pozwala przypuszczać, że zanim przybyli do Europy, działali w nieformalnych grupach zbrojnych. Jeden z cudzoziemców miał zdjęcia kilku tysięcy dokumentów tożsamości mężczyzn, kobiet i dzieci, w tym między innymi obywateli Polski, Niemiec, Belgii, Francji czy Holandii. Na karcie pamięci służby znalazły fotografie ze spotkania członków palestyńskiego ugrupowania terrorystycznego - Palestyński Islamski Jihad. Wreszcie dlaczego, ktoś starający się o status uchodźcy, w swoim telefonie przechowuje kolekcję zdjęć z egzekucji dokonywanej przez islamskich ekstremistów? Dodam tylko, że cześć z tych ludzi próbowała kasować dane ze swoich urządzeń.

Wielkie emocje wywołało zwłaszcza jedno zdjęcie. Nie będę przypominać które, ale na pewno wie Pan, które mam na myśli.
Powiem to jeszcze raz wyraźnie. Zarówno podczas konferencji prasowej, jak i w Sejmie przedstawiałem konkretne fakty. Informowaliśmy, że są to ustalenia służb dotyczące osób, które w sposób nielegalny dostały się do Polski. Nie ukrywaliśmy, że sprawdziliśmy 200 telefonów, a niepokojące dane znaleźliśmy w 50 urządzeniach. Pokazaliśmy publicznie te treści, które wzbudziły nasze podejrzenia. Chcieliśmy pokazać pełne spektrum dowodów, które zebraliśmy. W przypadku czterech osób, które na swoich nośnikach posiadały kolekcje pedofilskich i zoofilskich zdjęć pornograficznych, skierowano już zresztą zawiadomienia do Prokuratury. W Polsce karane jest bowiem już samo posiadanie takich fotografii. Przy całej tej dyskusji warto zadać sobie pytanie, jakie byłyby konsekwencje, gdyby ci ludzie nie zostali zatrzymani przez funkcjonariuszy Straży Granicznej? Pewnie dostaliby się w sposób niekontrolowany do Polski, a potem dalej do innych krajów UE. W przeszłości takie historie się zdarzały i miały tragiczny finał.

Znacznej części opozycji to chyba nie przekonuje? W innych państwach, na które Łukaszenka wywierał presję migracyjną, jest inaczej i opozycja mówi z rządem jednym głosem...
To prawda. Dobrym przykładem może być Litwa. Tam w kwestii rozwiązania problemu migracyjnego stanowisko polityków jest wspólne i jednolite. Wygląda na to, że oni doskonale zdają sobie sprawę, jak niebezpieczny i do czego zdolny jest duet Putin - Łukaszenka. Tymczasem w Polsce pan poseł Sterczewski biegał wzdłuż granicy, co świetnie wykorzystały nieprzychylne nam białoruskie media. Z kolei panowie Szczerba i Joński, w odpowiedzi na wywołany przez Łukaszenkę kryzys, przynieśli na granicę śpiwory i jedzenie. Czy zdają sobie sprawę do czego wykorzystywane są ich występy? Z pewnością tak. Jednak być może chęć zdobycia większego uznania wśród własnego elektoratu przedkładają przed ogólnie rozumiany interes narodowy. Z pewnością chcieliby odzyskać władzę w kraju. Skoro nie zadziała metoda „ulica i zagranica” szukają innych sposobów. Być może kierują się zasadą, że cel uświęca środki.

W ostatnim czasie pojawiły się informacje, że podlaska policja zatrzymała kurierów przewożących nielegalnych imigrantów. Także Straż Graniczna zatrzymuje ludzi, którzy pomagają w nielegalnym przekroczeniu granicy. Takich zatrzymań będzie więcej?
Od początku roku służby zidentyfikowały i zatrzymały około 250 takich osób. Wśród nich byli głównie obywatele krajów byłego ZSRR i państw arabskich. To ludzie, którzy przyjeżdżali samochodami w umówione miejsce i zabierali imigrantów. Ich zadaniem jest przerzut ludzi ze wschodu naszego kraju do Niemiec. Działania służb ułatwiło wprowadzenie stanu wyjątkowego. Dzięki temu do wyznaczonej strefy nie mogą wjeżdżać przypadkowe osoby. To pozwala szybciej identyfikować podejrzanych o ten nielegalny proceder.

Codziennie mamy informacje, że Straż Graniczna udaremnia setki nielegalnych prób przekroczenia naszej granicy. Zapytam Pana wprost - czy w Polsce przebywają jacyś nielegalni imigranci? Mówię o osobach spośród tych, które zostały sprowadzone przez reżim Łukaszenki.
Od początku sierpnia granicę nielegalnie próbowało przekroczyć ponad 16 tys. osób. Straż Graniczna w tym okresie udaremniła ponad 14,5 tys. takich prób. Zatrzymała łącznie 1471 osób. W strzeżonych ośrodkach przebywa ok. 1550 osób. Tam służby weryfikują ich tożsamość.

Mamy także coraz więcej wiadomości o prowokacjach białoruskich służb wymierzonych w polskie służby i wojsko. Ile ich już było? Jakiego typu są to prowokacje?
To różne sytuacje, które mają eskalować napięcie na granicy. Ich zwiększoną liczbę stwierdziliśmy podczas manewrów wojskowych Zapad 2021. Brali w nich udział białoruscy i rosyjscy żołnierze, w tym oddziały specjalne. Przykładów prowokacji jest wiele. Białoruskie służby mierzą z broni do naszych funkcjonariuszy, oddają puste strzały, a w ostatni piątek padł pierwszy strzał z użyciem ślepej amunicji. Ale to nie wszystko. Ostatnio jakimiś przedmiotami został obrzucony pojazd obserwacyjny polskiej Straży Granicznej. Przy granicy podłożona została atrapa ładunku wybuchowego. Wystawały z niej przewody, a znajdujący się obok zegarek miał włączony charakterystyczny alarm dźwiękowy. Tamtejsze służby rozdawały imigrantom umundurowanie białoruskich pograniczników. Udzielają też wsparcia przy próbach nielegalnego przekroczenia granicy. Niszczą płot i dostarczają imigrantom drabiny. Korzystają z dronów, żeby ustalić, gdzie są patrole naszych pograniczników. W ten sposób próbują znaleźć luki i tam prowadzą imigrantów. W bezpośrednim sąsiedztwie naszej granicy znajdują się strażnice białoruskiej służby granicznej, w których gromadzeni są imigranci. Potem w mniejszych grupach próbują dostać się do naszego kraju.

O czym może to świadczyć?
To pokazuje, że to akcja zorganizowana przez aparat państwowy Białorusi. Nie możemy pokazać słabości, bo zostanie to wykorzystane przeciwko Polsce i Unii Europejskiej.

Stan wyjątkowy będzie obowiązywać łącznie 90 dni. Zakładając czarny scenariusz, że przez ten czas presja migracyjna nie ustąpi, to co dalej?
Moja rekomendacja dotyczącą przedłużenia stanu wyjątkowego spotkała się ze zrozumieniem pana prezydenta i parlamentu. Ten czas pozwoli Straży Granicznej, wspieranej przez Wojsko Polskie i Policję, nadal skutecznie i przede wszystkim w spokoju realizować zadania związane z ochroną granicy. Unikniemy w ten sposób żenujących happeningów politycznych. Ten czas pozwoli nam także na opracowanie nowej koncepcji ochrony tego odcinka granicy. Zapewniam, że jeśli po zakończeniu stanu wyjątkowego presja migracyjna będzie się utrzymywać, to polskie służby nadal będą strzegły nienaruszalności i ciągłości granicy państwowej. Nie cofniemy się o krok i nie ugniemy przed szantażem Łukaszenki i Putina. Dysponujemy odpowiednią liczbą funkcjonariuszy i wojska, żeby ten odcinek granicy skutecznie chronić.

Zapowiedział Pan w Sejmie, że trwają prace, by wschodnia granica Polski była „granicą najnowocześniej zabezpieczoną w Europie”. Także wicepremier ds. bezpieczeństwa Jarosław Kaczyński podczas konferencji prasowej przekazał, że na granicy powstanie trudna do sforsowania zapora. Może Pan zdradzić szczegóły?
Sytuacja, z którą mamy do czynienia pokazuje, że musimy zmienić sposób ochrony granicy polsko-białoruskiej. Rozmawialiśmy o tym w gronie najważniejszych osób w państwie i przeanalizowaliśmy nasze możliwości. Sprawdziliśmy też, jakie rozwiązania stosowane są w innych krajach, borykających się z problemem nielegalnej migracji. Wszystko po to, żeby wybrać metody najbardziej efektywne oraz te, które sprawdzą się w naszych warunkach terenowych. Na posiedzeniu Komitetu ds. Bezpieczeństwa Narodowego i Spraw Obronnych pod przewodnictwem premiera Jarosława Kaczyńskiego zapadła decyzja o budowie profesjonalnej i stałej zapory na granicy. Teraz trwają prace związane z przygotowaniem specyfikacji technicznej oraz oszacowaniem kosztów takiej inwestycji. Za wcześnie, żeby podawać szczegóły. Mogę jedynie powiedzieć, że będzie to połączenie trudnej do pokonania bariery fizycznej z najnowocześniejszymi elektronicznymi systemami zabezpieczenia granicy, między innymi perymetrią.

W ubiegły poniedziałek szef Fronteksu wizytował granicę Polski z Białorusią. Z czyjej inicjatywy odbyła się ta wizyta?
Wizyta Pana Fabrice’a Leggeriego na wschodniej granicy Polski, to wynik naszej codziennej współpracy z Agencją Frontex. Na miejscu był wiceminister Bartosz Grodecki, który przedstawił panu dyrektorowi wszystkie niezbędne informacje dotyczące naszych działań na granicy.

Jak szef Fronteksu ocenił zabezpieczenie granicy?
Był pod wrażeniem środków wykorzystanych do odpowiedniego zabezpieczenia granicy. Podziękował również Polsce za współpracę z Agencją Frontex od początku kryzysu. Zwrócił uwagę na dobrą wymianę informacji i dostarczanie Agencji danych na temat sytuacji na polskim odcinku granicy zewnętrznej UE. Trzeba pamiętać, że Polska aktywnie pomagała także innym krajom znajdującym się pod presją migracyjną. Między innymi udostępniła niezbędny sprzęt i funkcjonariuszy na potrzeby operacji Fronteksu na Litwie.

Na koniec rozmowy chcę zapytać Pana o stanowisko Konferencji Episkopatu Polski. „Prawo i obowiązek obrony granic państwowych daje się pogodzić z niesieniem pomocy ludziom, którzy znaleźli się w dramatycznej sytuacji” - przekazał niedawno przewodniczący KEP, abp Stanisław Gądecki, apelując o pomoc humanitarną dla migrantów. Podziela Pan taki pogląd?
Warto podkreślić, że to właśnie funkcjonariusze Straży Granicznej niejednokrotnie takiej pomocy udzielali. Nie tak dawno, wspólnie ze strażakami, żołnierzami i policjantami, prowadzili akcję ratowniczą. W rozlewisku rzeki Supraśl, przy granicy polsko-białoruskiej w bagnie ugrzęzło 8 nielegalnych imigrantów. Gdyby nie ratownicy, sytuacja miałaby z pewnością dramatyczny finał. Ostatnio w okolicach Nowego Dworu funkcjonariusze SG zlokalizowali dużą grupę nielegalnych imigrantów. Wśród nich była kobieta w ciąży, która źle się czuła. Na miejsce został wezwany zespół ratownictwa medycznego. Kobieta została przewieziona do szpitala, gdzie kilka godzin później urodziła. Takich przykładów jest dużo. Podkreślam, że jeśli cudzoziemiec nielegalnie przekroczy granicę, a jego stan zdrowia tego wymaga, to w każdym takim przypadku udzielana jest pomoc medyczna. Na miejsce zostaje wezwany zespół ratownictwa medycznego, a jeśli są takie wskazania, to ci ludzie trafiają do szpitala. Cudzoziemcy mogą też liczyć na profesjonalne wsparcie w ośrodkach. Mają zapewniony dach nad głową, wyżywienie i kształcenie dzieci. Problem w tym, że w ogromnej większości nie są tym zainteresowani. Polska jest dla nich krajem tranzytowym, a docelowym krajem, do którego zmierzają, są Niemcy.

TSUE na wojnie z Polską

Wideo

Materiał oryginalny: Mariusz Kamiński: Reżim Łukaszenki do osiągnięcia swoich celów, czyli zdestabilizowania Polski i całej UE, nie cofnie się przed niczym - Polska Times

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Reżim pisowski też nie cofnie się przed niczym dla osiągnięcia celów.
G
Gość
Autorka ma na koncie 4 artykuły. Nowy nabytek Polska Press przejętej przez Orlen, który jest pod butem PiS. Tematów dalszych treści i przekazu w nich zawartych nie trzeba się domyślać.
Dodaj ogłoszenie