Mateusz Kupczak - klucz do sukcesy Warty

Materiał informacyjny
Co to znaczy odnaleźć swoje miejsce na ziemi? Opowiedzieć o tym może Mateusz Kupczak. Pomocnik Warty jesienią okazał się kluczem do świetnej gry obecnego wicelidera pierwszej ligi. Po latach spędzonych na południu kraju, zawodnik przeniósł się do Wielkopolski, co okazało się strzałem w “dziesiątkę”. Zarówno on, jak i ekipa z Poznania, przeżywają właśnie najlepsze chwile w ostatnich latach. Jakie są tego powody?

Przed startem piłkarskiej wiosny o Warcie Poznań coraz odważniej mówiono w kontekście awansu do najwyższej klasy rozgrywkowej. Po części dlatego, że wielkopolski team zyskał dużego sponsora - legalnego bukmachera Totalbet, który wypełnił pustkę na przodzie zielonych trykotów. Po części również z tego powodu, że w Poznaniu udało się zatrzymać lidera drużyny, Mateusza Kupczaka. O pomocnika rzekomo zabiegało kilka drużyn, co było dla niego miłą odmianą po chudych latach.

Dlaczego chudych? Nie ma co ukrywać - Kupczak w Ekstraklasie nie był zawodnikiem przesadnie popularnym. Mowa o piłkarzu, który w ciągu ok. 9000 minut na boisku wypracował sześć goli. Dwa strzelił sam, przy dwóch asystował, dwa kolejne to efekt jego kluczowych podań. W swoim ostatnim sezonie (17/18 - przyp.) pomocnik sześciokrotnie lądował w zestawieniu “Badziewiaków kolejki”, czyli najsłabszych piłkarzy w danej serii gier, prowadzonym przez portal Weszło. Być może to nie wyrocznia, ale jednak - bez powodu się tam nie znajdował. Ciężko było jednak nie odnieść wrażenia, że defensywny pomocnik Bruk-Bet Termaliki Nieciecza był często krytykowany za brak efektywności. Wiadomo, że w oczy zawsze rzucają nam się zawodnicy, którzy zapewniają fajerwerki. A ktoś, kto dużo biega, walczy o piłki? No, już nie do końca. A takie właśnie były atuty Mateusza Kupczaka.

Sezon 2017/2018. Ten sam, w którym nasz bohater sześciokrotnie lądował w towarzystwie ligowej mizerii. Tymczasem na półmetku rozgrywek był… trzecim najczęściej odbierającym piłkę w lidze. Wizualnie wydawało się - jak wiele osób wtedy twierdziło - że Kupczak nie potrafi grać w piłkę, że gra “bo ma haki na trenera”, jak często określa się nieoczywiste wybory szkoleniowców. Nie bez powodu jednak ten defensywny pomocnik został pierwszym w historii piłkarzem, który rozegrał dla “Słoników” ponad 100 spotkań. Nie bez przyczyny stawiało na niego siedmiu kolejnych trenerów. Razem z Termaliką Kupczak wywalczył awans do Ekstraklasy, a potem z niej spadł, ale żeby obwiniać za to osobę, która jako jedyna utrzymała się w tym klubie przez tyle lat?

Lekka przesada.

Po spadku zresztą pomocnik nadal miał być ostoją zespołu, który chciał szybko wrócić do najwyższej ligi. Dopiero kiedy ta sztuka się nie udała, przeniósł się z gminy Żabno do nieco większego miasta - Poznania. Z jednej strony wątpiono w sens tego ruchu, z drugiej nikt przecież nie zakładał, że Warta przeprowadzi szarżę na Ekstraklasę. Tym bardziej rzecz jasna nikt nie liczył, że zrobi to z Kupczakiem “na kierownicy”. Oczekiwania urosły dopiero z czasem, po pierwsze dzięki świetnemu startowi, po drugie z powodu transferu Łukasza Trałki. Doświadczony duet pomógł “Dumie Wildy” uporządkować drugą linię i zdominować środkową strefę boiska. Po rundzie jesiennej Warta była drugą najdłużej utrzymującą się przy piłce drużyną.

Kupczak miał w tym kluczową zasługę. Według InStata był czwartym najczęściej podającym futbolówkę piłkarzem w lidze. Co ósme zagranie Warty zaczynało się od niego. Piotr Tworek miał w nim kogoś, kogo w Jorginho miał Maurizio Sarri. Mózg zespołu, a przy okazji świetnego buldożera w destrukcji. Bo Kupczak nie tylko rozgrywał, ale przede wszystkim - przerywał. To zawodnik, który może pochwalić się drugą najwyższą liczbą odzyskanych piłek na połowie rywala w lidze. W taktyce poznańskiej drużyny, która opierała swoje ataki na wysokim pressingu przeciwników, jest to klucz do sukcesu. Na co jeszcze zwracamy uwagę w grze defensywnej Warty? Co siódmy wygrany pojedynek w obronie trafia na konto bohatera naszego tekstu. Wicelider ligi może też liczyć na swojego lidera w powietrzu. Spośród wygranych pojedynków główkowych poznaniaków, aż 17,3% należy właśnie do Kupczaka. To liczby, których nie można lekceważyć. Nie bez powodu, kiedy w pierwszym wiosennym meczu (z Radomiakiem - przyp.) byłego piłkarza Termaliki zabrakło, trener rywali był wniebowzięty.

Czy defensywny pomocnik w Warcie gra wybitny sezon? Tak. Ale czy różni się on od tego, co Kupczak prezentował w Niecieczy? Niezbyt mocno. Różnica jest jedna - tym razem zwrócono na niego uwagę, bo w “widocznych” statystykach również się poprawił. Fakt, że większość z ośmiu bramek strzelił po rzutach karnych, jednak na wyobraźnię działają liczby. Jeśli te na pierwszy rzut oka są dobre, kopiemy dalej i znajdujemy kolejne atuty. A jeśli widzieliśmy, że Kupczak czeka na gola ponad 6000 minut, to komu chciałoby się przetrząsać InStata w poszukiwaniu tajemnicy jego wiecznej obecności w składzie? Nie mówimy, że to słuszne. Mówimy, że tak po prostu było.

Wracając do tematu - skoro nasz bohater wygląda lepiej już na pierwszy rzut oka, sprawdźmy tło. Przykładowo w wiosennym meczu z Podbeskidziem, gdzie mimo porażki Kupczak udowodnił, że plotki o braku kreatywności są w jego wydaniu są mocno przesadzone. To on zanotował wtedy aż cztery podania mijające linię pomocy rywala. Tym razem koledzy z nich skorzystali, ale jednak jest to niezły wynik. Można żałować, że dla pierwszej ligi nie znajdziemy ogólnodostępnych danych xGchain, które pokazują udział w akcjach bramkowych danego zawodnika. Podejrzewamy, że zerkając na te liczby, jeszcze bardziej docenilibyśmy wkład tego piłkarza w miejsce, które Warta zajmuje w tabeli.

Po wznowieniu rozgrywek, na co wszyscy czekamy, lider będzie miał okazję wypełnić swoją misję do końca. Awans Warty oznaczałby, że Mateusz Kupczak dostanie drugą szansę w Ekstraklasie. W czasach, kiedy sięganie po liczby niewidoczne gołym okiem, może nawet zostać jej odkryciem. A że ma już na koncie 28 lat? Pół-żartem pół serio przypominamy, że Paweł Sibik w kadrze zadebiutował po 30-stce i zdążył jeszcze załapać się na mundial.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3