Medicor sprzedaje "cudowny lek" seniorom. Firma z Opalenicy...

    Medicor sprzedaje "cudowny lek" seniorom. Firma z Opalenicy podpadła UOKiK

    Mateusz Pilarczyk

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Skuteczność urządzenia o nazwie Mini Medic 2000Gi Perfect wzbudza tyle samo kontrowersji, co jego wysoka cena i sposób sprzedaży.

    Skuteczność urządzenia o nazwie Mini Medic 2000Gi Perfect wzbudza tyle samo kontrowersji, co jego wysoka cena i sposób sprzedaży. ©archiwum polskapresse

    Firma z Opalenicy sprzedaje maszyny, które mają leczyć ludzi z wszelakich chorób i schorzeń. Skuteczność urządzenia o nazwie Mini Medic 2000Gi Perfect wzbudza tyle samo kontrowersji, co jego wysoka cena i sposób sprzedaży. Na działanie firmy "Głosowi" poskarżyła się córka jednego z emerytów, który na raty kupił urządzenie razem z suplementem diety. Mężczyzna miał nadzieję, że "cudowny lek" pomoże mu w kłopotach z przewlekłą astmą.
    Skuteczność urządzenia o nazwie Mini Medic 2000Gi Perfect wzbudza tyle samo kontrowersji, co jego wysoka cena i sposób sprzedaży.

    Skuteczność urządzenia o nazwie Mini Medic 2000Gi Perfect wzbudza tyle samo kontrowersji, co jego wysoka cena i sposób sprzedaży. ©archiwum polskapresse

    - Firma ta organizuje prezentacje dla osób starszych i chorych. Na tych spotkaniach przeprowadza wywiad, bada jakimś urządzeniem, które "wykrywa" wszelkie schorzenia. Dzięki dobrze wyszkolonym handlowcom wciska starszym ludziom "cudowne urządzenie", które ma ich wyleczyć ze wszystkiego za jedyne 3991 zł. Do tego firma dodaje w promocji suplement diety za 1 zł - żali się pani Anna (nazwisko do wiadomości redakcji).

    - Nikt z tych starszych ludzi nie jest w stanie przeczytać umowy wypisanej drobnym druczkiem - dodaje.

    Jej ojciec był na takiej prezentacji przeprowadzonej przez firmę Medicor. Efekt? Podpisana umowa na kupno wyrobu medycznego Mini Medic 2000Gi Perfect za 3990 zł, a do tego dopisany preparat "Phyto" za 1 zł. Wraz z zakupem podpisywana została umowa kredytowa na 36 rat. Nie są to jednak raty zero procent. Emeryt musiałby zapłacić za sprzęt o kilkaset złotych więcej.

    Córka wymienia też inne zarzuty. Firma miała nie przekazać jej ojcu wzoru odstąpienia od umowy i kopii umowy kredytowej, a pracownik podczas prezentacji miał namawiać starszych ludzi, aby nie mówili o urządzeniu swoim lekarzom.

    Czytaj także: Jak garnki mogą wpędzić w kłopoty. Komplet za 3 tysiące i... raty przez parę lat

    Pani Anna zwraca też uwagę na szczególny zapis, pod jakim muszą podpisać się klienci Medicor. Przy zwrocie towaru mogą być obciążeni nawet 910 zł - w przypadku gdy "towar promocyjny" będzie używany, zapakowany w nieoryginalne opakowanie lub będzie ono uszkodzone.

    - Mamy taki zapis w umowach, ale dotyczy to przypadków, gdy klient nie jest w stanie zwrócić towaru w całości, w stanie niezmiennym. Na umowie jest cennik na poszczególne elementy - mówi Natalia Konieczna z Medicor i przekazuje, że wzór odstąpienia od umowy jest w każdym pliku pism, jaki dostają klienci, a umowę kredytową można otrzymać po zakupie lub przychodzi ona pocztą. Przedstawicielka firmy ma też odpowiedź na sporządzoną drobnym druczkiem umowę.

    - Dla każdego jest to subiektywne odczucie, która czcionka jest większa. Nie wiem, jaką byśmy musieli pisać, aby dane osoby mogły to odczytać. Klient ma tyle czasu, ile potrzeba na zapoznanie się z warunkami umowy. Nikt nie wywiera presji - dodaje N. Konieczna, zaprzeczając, że na pokazach mówi się emerytom, aby zakup urządzenia zachowali w tajemnicy.

    Medicor już w ubiegłym roku miał problemy z Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Firma pojawiła się w raporcie dotyczącym rynku sprzedaży bezpośredniej. UOKiK miał szereg zastrzeżeń do zapisów, jakie firma proponowała klientom w umowach i zarzucał spółce praktyki naruszającej zbiorowe interesy konsumentów. Jednym z problemów było niepodawanie w umowie pełnych informacji o kredycie. W czerwcu tego roku wydana została decyzja nakazująca ich zmianę.

    - W tej chwili w postępowaniu wyjaśniającym sprawdzamy, czy obowiązki nałożone powyższą decyzją zostały spełnione przez spółkę - informuje Agnieszka Majchrzak z Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

    Przedstawicielka opalenickiej firmy zapewnia, że wszystko zostało już poprawione. Natomiast do poznańskiego oddział Federacji Konsumentów trafia coraz więcej osób, które brały udział w pokazach garnków, cudownych urządzeń etc.

    - Przede wszystkim są to osoby starsze. Czasami ludzie trochę po sześćdziesiątce. Część z nich nie zdaje sobie w ogóle sprawy, że podpisuje umowę. Oni dostają na przykład prezent i myślą, że to pokwitowanie prezentu, bo tak to sprytnie jest rozgrywane - mówi Mirosława Czosnowska z Federacji Konsumentów.

    Co wtedy zrobić? W przypadku tzw. sprzedaży bezpośredniej mamy 10 dni na oddanie kupionego produktu i odstąpienie od umowy, także tej kredytowej, bez konsekwencji. Po tym terminie sprawa w większości przypadków jest przegrana. Wyjściem jest dowiedzenie, że do zakupu doszło przez błąd. Wtedy jesteśmy zdani na łaskę firmy: - Staramy się pisać uzasadnienia od serca, ale to nie pomaga. Argumentem są różnego rodzaju schorzenia neurologiczne lub inne, na które cierpią starsze osoby - radzi Mirosława Czosnowska.

    Firmy się jednak rozwijają. Zaczynają rozprowadzać towar w swoich siedzibach. Opłaca się to chociażby w dużych miastach takich jak Poznań. Wówczas bierzemy udział w prezentacji, ale nie obowiązuje nas 10-dniowy termin na rozwiązanie umowy kupna-sprzedaży, bo zawarto ją w siedzibie firmy.

    UOKiK kontra Eco-Vital Sp. z o.o. sp. k. i inni
    200 tys. złotych kary musi zapłacić Wielkopolska firma zajmująca się sprzedażą bezpośrednią. Chodzi o spółkę Eco-Vital Sp. z o.o. sp. k., przed której prezentacjami garnków występowały z kabaretem takie gwiazdy jak Andrzej Grabowski i Cezary Pazura. Po takim wprowadzeniu klienci chętnie kupowali kosztujące nawet 4,5 tys. zł komplety garnków. Gdy chcieli się wycofać, musieli zapłacić nawet po 500 zł i dostarczyć naczynia do poznańskiej siedziby firmy. Nie wiadomo jednak, czy Eco-Vital Sp. z o.o. sp. k. zapłaci - firma odwołała się do sądu. W "Głosie" opisywaliśmy też przypadek emerytki z Poznania, która po prezentacji innej firmy odebrała przesyłkę z garnkami za 3 tys. zł. Tego samego dnia pojechała je odwieźć do siedziby firmy, ale ich nie przyjęto. Po naszej interwencji emerytka nie musiała płacić.

    WIDZIAŁEŚ COŚ CIEKAWEGO? ZNASZ INTERESUJĄCĄ HISTORIĘ? MASZ ORYGINALNE ZDJĘCIA?
    NAPISZ DO NAS NA ADRES WYDAWCA@GLOS.COM!


    Możesz wiedzieć więcej! Kliknij i zarejestruj się: www.gloswielkopolski.pl/piano



    Czytaj treści premium w Głosie Wielkopolskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo