"Melana Chasmata" Triptykon: Monotematyczny monoteista [RECENZJA]

Cyprian Łakomy
Cyprian Łakomy
Triptykon, "Melana Chasmata", wyd. Century Media 2014
Triptykon, "Melana Chasmata", wyd. Century Media 2014 Materiały wydawcy
Można się wprawdzie zastanawiać, czy niezmiennie drążąc kierunek wyznaczony przez ostatnią płytę Celtic Frost, Tom Gabriel Fischer robi dobrze. Ale po przesłuchaniu „Melana Chasmata” trudno o odpowiedź inną niż twierdząca.

Wydany w 2006 roku „Monotheist” zwiastował odrodzenie kultowej formacji Fischera, by po niespełna dwóch latach okazać się jej łabędzim śpiewem. Ziarno zostało jednak zasiane i dla współczesnego metalu album ten wciąż stanowi ważny punkt odniesienia. Także dla jego twórcy, który z truchła Celtic Frost ulepił Triptykon.

I choć „Melana Chasmata” to kolejny rozdział dobrze znanej sagi, słucha się go z emocjami niemal równymi pierwszemu. Fischer wraz ze swym aktualnym koleżeństwem prowadzi tę narrację po mistrzowsku, dawkując napięcie, przy pomocy minimum komponentów osiągając efekt totalny, który pochłania się jednym tchem. Jest to jednak oddech cięższy o dobre kilka atmosfer – w końcu zgodnie z tytułem autor prowadzi nas przez „głębokie, ciemne doliny”.

Drugie dzieło Triptykon to jednak nie tylko powolne wleczenie się po głębokościach. Już otwierające płytę „Tree of Suffocating Souls” chłoszcze thrashowymi i deathmetalowymi patentami zamiast bezwładnie taplać się w półciekłej smole. Opary siarki i tak wypełniają tu jednak każdą sekundę. Gorąca lawa rozlewa się natomiast już na dobre w „Altar of Deceit”, a później jeszcze w (sic!) tryptyku „Demon Pact” - „In the Sleep of Death” - „Black Snow”. Piekielny majestat sunie tu w iście pustynnych, sludgeowych tempach.

W tej lawie zdarzają się jednak diamenty – jak świetnie spuentowany, „Boleskine House”, zaśpiewany przez Fischera w duecie z basistką Vanją, elegijny „Aurorae” czy niemalże triphopowy finał w „Waiting”. I to właśnie ta względna dynamika oraz dążenie do kulminacji – zarówno w obrębie poszczególnych numerów, jak i całości – stanowią ogromny atut „Melana Chasmata”. Bo choć ten krążek to zaproszenie do ciemnej otchłani, to Triptykon sprawnie zgłębia jej różne wymiary.

W jednym z utworów lider recytuje wers „i nie pozwolę ci wejść do mojego umysłu”. Po przesłuchaniu „Melana Chasmata” pewnie niejeden poczuje chęć wniknięcia w myśli jej twórcy. Nie mam za to wątpliwości, że mojej głowy nowa muzyka Triptykon prędko nie opuści. Zresztą nie mam najmniejszej chęci jej stamtąd przeganiać.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

m
monoteista

Vanja nie śpiewa. Żeńskie wokale na tej płycie wykonała Simone Vollenweider

Dodaj ogłoszenie