Meller: Dobry tekst zawsze się sprzeda

Anita CzuprynZaktualizowano 
Meller: Jestem za płatnymi treściami w Internecie
Meller: Jestem za płatnymi treściami w Internecie Bartek Syta/Polskapresse
- Dzięki płatnym treściom w internecie wartościowe dziennikarstwo będzie w stanie przetrwać albo się odrodzić - ocenia Marcin Meller, były redaktor naczelny "Playboya", w rozmowie z Anitą Czupryn.

Czy w czasach kryzysu mediów widzi Pan miejsce na wartościowe teksty, dziennikarstwo śledcze?
Temat jest na pewno dołujący, kiedy zamykają się tytuły, likwiduje redakcyjne działy, dziennikarstwo śledcze w Polsce prawie przestało istnieć, z zawodu odchodzą dziennikarze. Wygląda to jak tunel bez światełka. Rozmawiam z kolegami i dochodzimy do wniosku, że media znalazły się na zakręcie i tak naprawdę nikt nie wie, co będzie dalej. Pamiętam, jak 10 lat temu rozmawiałem z Edwinem Bendykiem, dziennikarzem "Polityki" specjalizującym się w nowych technologiach, i wtedy on powiedział, że chyba do 2020 roku przestaną istnieć papierowe media. Popukałem się w głowę: "Edwin, przesadzasz". Dziś może się wydawać, że Bendyk był wtedy przesadnym optymistą. Ale poszukajmy nadziei. Weźmy choćby "New Yorkera" - fantastyczny tygodnik drukujący rewelacyjne teksty. Przy okazji opowiem anegdotę. Pamięta pani sprawę tajemniczego zabójstwa mężczyzny we Wrocławiu? Policja miała podejrzanego, ale nie miała dowodów. Po czym okazało się, że napisał on książkę, w której dokładnie opisał zabójstwo domniemanego kochanka swojej żony. Na tej podstawie został aresztowany i skazany.

To autor książki "Amok".
W polskiej prasie ukazało się na ten temat sporo tekstów, były niezłe. Jakieś pół roku później ukazał się w "New Yorkerze" reportaż i to było coś nieprawdopodobnego. Widać było, że dziennikarz spędził nad nim wiele czasu, ale dotarł do źródeł i rozmówców, do jakich nie dotarł nikt w Polsce, a był to dziennikarz zadaniowy, nie siedział w Polsce, musiał mieć tłumacza. Jest na to proste wyjaśnienie: dostał na ten tekst duży budżet i pewnie miał na to nawet nie tygodnie, ale miesiące, aby to zrobić. Tak działa "New Yorker". Swego czasu czytałem wywiad z Davidem Remnickiem, naczelnym "New Yorkera", który zapytany o to, jak to się dzieje, że w czasach kryzysu gazeta świetnie się sprzedaje i czy nowe nośniki jej nie zamordują, odpowiedział, że dobry tekst zawsze się sprzeda, niezależnie, czy będzie sprzedawany na tablecie, czy nawet na wyświetlaczu długopisu.

Polskim dziennikarzom daleko do warunków, jakie mają amerykańscy koledzy.
Oczywiście, od razu można przedstawić kontrargument, że to jest rynek anglojęzyczny, największy na świecie, że "New Yorker" wychodzi w kraju, w którym mieszka prawie 300 milionów ludzi, a w dodatku jest czytany we wszystkich krajach na świecie, również w Polsce, więc jest to nieporównywalna sytuacja z żadnym innym rynkiem. W Polsce czytelnictwo jest podłe, a jakość dziennikarstwa coraz gorsza. Jeżeli dziennikarz musi napisać w ciągu dnia kilka tekstów, to jak można to dobrze zrobić? Nawet geniusz tego nie zrobi. Żeby zrobić materiał dziennikarski, trzeba się do tego przygotować, trzeba coś przeczytać. Byłem reporterem wiele lat i wiem, że 80 procent czasu poświęconego na materiał to jest siedzenie na tyłku i czytanie, czytanie, czytanie. Mój ulubiony tygodnik "Forum", przedrukowujący bardzo ciekawe teksty z prasy światowej, sprzedaje się ostatnio w 15 tysiącach egzemplarzy. W 40-milionowym kraju. To nie brzmi optymistycznie. Ale jest druga strona medalu i to jest to światełko, które widzę. Ta jazda w dół dobrego dziennikarstwa spowodowała erupcję książek reporterskich. To nie są nakłady, które powalają, ale osiągają znaczące jak na polskie realia nakłady. Mamy Mariusza Szczygła, Wojciecha Tochmana, Wojciecha Jagielskiego, Pawła Smoleńskiego, Ewę Winnicką czy Witolda Szabłowskiego, którego książka o Turcji jest fantastyczna. Tych nazwisk jest więcej, ale zmierzam do tego, że to przekonuje mnie, że jest potencjał na to ambitne dziennikarstwo, w węższej formie, która jednak może się utrzymać.

Internet nie przejął tego, co było wartościowe w gazetach. Znajdujemy w nim sensacje, plotki i newsy, które też do myślenia nie zmuszają. Jak Pan patrzy na przyszłość mediów: z optymizmem czy niepokojem?
Generalnie z niepokojem, a nawet z lekkim podłamaniem. Ktoś ostatnio opowiadał mi, ile tekstów pisze dziennie dziennikarz w dużym portalu. Trzydzieści. To nie żart. Internauci naśmiewają się z pomyłek, łącznie z błędami ortograficznymi w tekstach. Ale jak ma to się nie zdarzać, kiedy co chwilę trzeba tłuc coś nowego i trwa to 24 godziny na dobę, aby była klikalność. To jest dom wariatów i błędne koło. Jak te notki w internecie, pisane na chybcika i po łebkach, mają zastąpić poważne dziennikarstwo, i to pod rygorem klikalności? Wiadomo, że im bardziej durnie, tym więcej ludzi kliknie. Teraz trwa dyskusja na temat zamieszczania płatnych treści w internecie.

Może platforma spółki Piano Media, do której przystępuje właśnie kilku polskich wydawców, by za jej pomocą wejść z płatnymi treściami do internetu, jest szansą na to wartościowe dziennikarstwo?
Większość głosów, jakie słyszałem na ten temat, jest sceptyczna. Ale ja widząc, że jest artykuł np. o sytuacji w Ugandzie, który mnie interesuje i mogę go kupić szybko za pomocą SMS-a czy podając numer karty kredytowej, to dlaczego nie? Zwłaszcza że to są małe koszta. Gdy z żoną pisaliśmy książkę o Gruzji, potrzebowaliśmy specjalistycznego tekstu na temat kinematografii gruzińskiej. Był na kodowanym portalu uniwersytetu w USA, zapłaciłem 5 dol. Mam nadzieję, że być może zaczyna się coś nowego, że płatne treści oznaczają, że w mediach pojawią się pieniądze. Nie wiem, czy w Polsce będzie szansa na to, by dzięki temu ożywić dziennikarstwo śledcze, bo ono powinno być jak najbardziej dostępne, aby wszyscy widzieli wyniki dziennikarskiego śledztwa. Ale być może część ambitnego i wiarygodnego dziennikarstwa będzie w stanie przetrwać albo się odrodzić. Zdecydowanie moje podejście do płacenia za treści w internecie jest na tak. Kibicuję tej inicjatywie i chciałbym wierzyć, że się uda.

polecane: Flesz: otyłość zabija Polaków, problem rośnie i dotyczy nastolatków

Materiał oryginalny: Meller: Dobry tekst zawsze się sprzeda - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 72

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
A
A fe

te niedźwiedzie świdrujące o fałszywym spojrzeniu ślepia - a fe.....brrrr

zgłoś
n
no nie ?

Jak im tu źle ,jak ich tu wszyscy krzywdzą -biedaczyska .....a trzymają się tej Polski jak wrzód du*y.
Prawda jest taka ,że dzisiaj Polska na tle Europy to takie pochyłe drzewo na które byle jaka żydowska koza włazi ,obskubie najsmaczniejsze gałązki i się pod nie bezkarnie wys*a.
Jest to prawda i wisi mi to że mnie nazwą ksenofobem i jakimś tam antykosmitą - prawdy nie ma się co wstydzić i trzeba ją głośno mówić.

zgłoś
K
Krasnoludek antypaskudek

Ten Meller to całkiem podobny do żony Szurmieja - czy ich nie łączy jakieś pokrewieństwo ?

zgłoś
O
Ola

Kupił u Was abonament na zachwalanie GWna?

zgłoś
P
Puciopucio

Nałóż jarmułkę, wystaw kiosk na ulicy i sprzedawaj koszerniaki a od polskich gazet spływaj.

zgłoś
S
Sorry, ale nie

Kicham na Piano i całe te płatności, aż tak ciekawa nie jestem..... Powoli mam dosyć wszystkich tych "dziennikarzy". Idę na dalszą emigracje wewnętrzną...

zgłoś
o
olo

Za słynną ustawkę z Tuskiem powinien zapaść się pod ziemię.

zgłoś
k
kasienka

POwyzszy tekst Mellera jako nieplatny nie jest dobry i nie ma szans na sprzedaz.
calkowicie sie zgadzam.

zgłoś
q
q

tvnowski,powski wrzód na d****

zgłoś
U
Uha

wykasowac to juz rok czasu straszy ta opinia

zgłoś
G
Gabriel

Już patrzeć nie można, ile miesięcy to zdjęcie " wisi " ????

zgłoś
C
Czytelnik

Pan Meller twierdzi, że teksty sa pełne błędów bo ich autorzy nie mają czasu na korektę. A mnie się wydaje że jest trochę inaczej. Zamiast wartościowych, doświadczonych dziennikarzy zatrudnia się młodych, albo chyba wręcz studentów za niewielkie pieniądze. Panuje dewiza: byle taniej, byle jak, byle do przodu. I piszą bzdury rojące się od błędów. "Sensacje" typu, że wykoleił się tramwaj, albo gdzieś psy szczekają po nocach.
Kiedyś Dziennik Łódzki to była porządna gazeta dla inteligencji. A teraz ? Aż szkoda porównywać.
A może komuś chodzi o to, aby z Polaków robić głupków?

PS funkcję korekty błędów ortograficznych czy innych maja takie programy jak MS Word czy OO Writer. Już nie uwierze, że ktoś nie ma czasu aby użyć tego narzędzia.

zgłoś
A
Adi Adiafora

_+Co z tą Polską ?, a może co z nami „frajerami”?!
Największe grzechy ludzi u steru władzy oraz armii pasożytniczych „nietykalnych”.....Przechodzimy do naszych “ulubieńców”, nie trudno zgadnąć, że mowa o politykach. Oni to maja życie, w naszym kraju nikt ich nie przebije w przywilejach. Przy przywilejach parlamentarzystów każde inne „wymiękają”, wystarczy przytoczyć kilka aby się o tym przekonać, np. takie jak: darmowy transport, dopłaty do mieszkania, tanie pożyczki czy immunitet chroniący nawet przed mandatem drogowym. Są najlepsi w gołosłownych hasłach wyborczych, w przemowach przepełnionych frazesami, w demagogii a w indolencji i grze pozornych działań są już mistrzami. Niestety, kiedy mają zrobić coś namacalnego i dobrze, z zachowaniem wysokich standardów jakościowych i pełnego zaangażowania i poczucia odpowiedzialności oraz dobra społecznego, zaczynają się schody. Swoje do „ogólnokrajowego syfu” dodają ministrowie poszczególnych resortów popisując się swoja indolencją i nieudolnością przy okazji rozkładając powoli na łopatki państwo, paraliżując struktury państwa, przez totalnie opóźnianie realizacji upoważnień ustawowych (na koniec 2011 r aż 128 rozporządzeń nie zostało wydanych). Istnieją w Polsce grupy zapewniając sobie i „potomstwu” dostanie życie niezależnie od swego zachowania i jego następstw. Na ich utrzymanie, co stało się już wręcz prawidłowością, składa się całe społeczeństwo (a w największym stopniu szarzy ludzie, którzy muszą każdego dnia walczyć o przetrwanie). Zgodnie z teorią tak zwanych gier pasożytniczych, im bardziej te grupy rosną i się bogacą tym bardziej przeciętny zjadacz chleba w RP będzie miał “przerąbane”, i co nie mniej zatrważające (i wiejące grozą) jest to, że „nietykalni” będą działać tak źle jak tylko mogą, bo to nie przysparza im kłopotów, wręcz przeciwnie ( im bardziej przepisy zagmatwane tym lepiej, z premedytacją “psuje się” prawo dla “zamawiających” wpływowych grup interesu, nadmiernie rozbudowuje się i tworzy nowe komórki organizacyjne na potrzeby “nietykalnych” itp. itd.). Każda partia polityczna powinna “czuć na gardle” presje społeczną, a opinia publiczna nie powinna dać jej zapomnieć, że każda wpadka, każda afera, każdy przejaw indolencji, nieodpowiedzialności, braku zaangażowania, zostanie szybko rozliczony w wyborach (albo jeszcze szybciej).C.d. na adiafora.pl

zgłoś
L
Letycja

Nie sprzeda sie i ja nie kupie bo mam za malo pieniedzy w tym dziadowskim kraju

zgłoś
s
szyderca

wówczas pozamykają się kolejne tytuły, zlikwiduje kolejne redakcyjne działy, dziennikarstwo śledcze w Polsce przestanie istnieć, a w zawodzie dziennikarza zostana same ................ .do czytania zostanie FAKT , zostaną czasopisma z przedruku

zgłoś
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3