Miał skończyć z odciętą głową w formalinie. Zapomniany...

    Miał skończyć z odciętą głową w formalinie. Zapomniany bohater Marian Schlegel

    Zdjęcie autora materiału

    Krzysztof M. Kaźmierczak

    Głos Wielkopolski

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Fragment listu gończego za Marianem Schlegelem rozesłanego nazajutrz po jego ucieczce
    1/4
    przejdź do galerii

    Fragment listu gończego za Marianem Schlegelem rozesłanego nazajutrz po jego ucieczce ©Repr. Krzysztof Kaźmierczak

    O zapomnianym bohaterze wielkopolskiego podziemia, Marianie Schlegelu w 70 lat od jego niezwykłej ucieczki z pierwszego niemieckiego obozu koncentracyjnego na ziemiach polskich pisze Krzysztof M. Kaźmierczak.
    Gdyby uciekinierem był Amerykanin to dzisiaj tę historię znalibyśmy zapewne z filmów z gwiazdorską obsadą. Gdyby był Rosjaninem traktowano by go jako bohatera, a jego imię pewnie otrzymałyby szkoły i ulice. Tyle, że chociaż nosił obco brzmiące nazwisko, to Marian Schlegel był Polakiem, poznaniakiem. Na dodatek drogi do chwały i sławy w powojennej Polsce nie ułatwiał jego konspiracyjny życiorys. Przynależność do Związku Walki Zbrojnej (poprzedniczki Armii Krajowej) nie wzbudzała entuzjazmu komunistycznych władz, a bardzo często prowadziła prosto za kraty.

    Liną z drutu kolczastego

    Schlegel miał 28 lat kiedy aresztowała go niemiecka policja. Stało się to rok po zaprzysiężeniu go do konspiracyjnego Związku Odwetu, kierowanej przez dr Franciszka Witaszka organizacji sabotażowo-dywersyjnej wchodzącej w skład ZWZ. Pracując jako kelner w kawiarni "Zur Hutte" poznaniak był jednym z kilku wykonawców wyroków śmierci na zdrajcach i gestapowcach. Wykonywał je podając trucizny o opóźnionym działaniu. Ta metoda pozwalała uniknąć podejrzeń, że śmierć ma charakter nienaturalny. Za zabicie Niemca groziły bowiem krwawe odwety na ludności cywilnej.

    Po brutalnym śledztwie Schlegel trafił do cieszącego się ponurą sławą hitlerowskiego obozu w Forcie VII (patrz niżej). Nie wiadomo jak długo przygotowywał się do ucieczki. Żeby ją przeprowadzić zgłosił się do garbowania skór. Prace tę wykonywał na wewnętrznych wałach. Mógł stamtąd obserwować strażników i gromadzić przedmioty przydatne do ucieczki. Swój plan zrealizował 10 lipca 1942 roku. Korzystając z tego, że patrolujący fosę otaczającą obóz strażnicy z psami wyszli na obiad opuścił się na dół . Następnie zarzucając zakończoną improwizowanym hakiem "linę" z łańcucha i drutu kolczastego udało mu się wejść na przeciwległą ścianę fosy i wydostać poza obóz. Wspinając się po drucie kolczastym poranił się do krwi.

    Tajne życie Teodora Konarskiego

    Za pomoc w ujęciu poznaniaka oferowano 1000 Reichsmark (RM), równowartość 6-8 niemieckich pensji. Intensywne poszukiwania zbiega zakończyły się jednak fiaskiem.

    Istnieją różne wersje tego, co uciekinier zrobił po wydostaniu się z Fortu VII. Według jednej z nich nie wiedział jak dalej postąpić i przez kilka dni błąkał się po Poznaniu ukrywając się u znajomych. Był przerażony do tego stopnia, że myślał o samobójstwie. Według innej wersji uciekając miał dalszy plan i posłużył się dokumentami nieżyjącej osoby, by wydostać się z Poznania. Obie wersje łączy jedno: poszukiwany przez gestapowców więzień obozu ukrył się w pociągu jadącym do... Berlina.

    - Bez wątpienia Schlegel miał dwa atuty, które zaprocentowały przy ucieczce. Jednym była bardzo dobra znajomość języka niemieckiego. Drugim natomiast duży spryt, wrodzona inteligencja. Do tego musiała cechować go nieprzeciętna odwaga, bez której nie zdobyłby się na ucieczkę - ocenia Leszek Wróbel z Muzeum Martyrologii Wielkopolan - Fort VII.

    1 3 »

    Czytaj treści premium w Głosie Wielkopolskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (2)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    o historii trzeba pamietać

    Seba (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 31 / 28

    Byłem w Forcie VII i rzeczywiście bardzo przygnębiające i ponure miejsce. Gilotyna w niedużym półciemnym pomieszczeniu robi naprawdę piorunujące wrażenie. Wydaje się, że słyszy się krzyki więźniów.

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    w Polsce to się właśnie lemingom NIE POdoba

    wybierz Prawdę i Ojczyznę (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 97 / 95

    Bohater.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo