Mink: Demagodzy uważają, że rewolucje z 1989 r. były zdradą, bo nie rozlała się krew

prof. Georges Mink
Czechosłowaccy studenci klęczą przed milicjantami, którzy chcą rozpędzić pokojowy protest (czeska Praga, 18 listopada 1989 r.)
Czechosłowaccy studenci klęczą przed milicjantami, którzy chcą rozpędzić pokojowy protest (czeska Praga, 18 listopada 1989 r.) EAST NEWS/LUBOMIR KOTEK
Do dziś nie udało się jasno określić typu rewolucji w Europie środkowej w 1989 r. To otwiera pole dla demagogów - uważa prof. Georges Mink, francuski socjolog. Jego esej o rewolucji publikujemy poniżej.

Pojęcie rewolucji przestało być własnością teoretyków. Jest dzisiaj nadużywane przez różne kategorie profesjonalne od dziennikarzy po polityków bez względu na jakiekolwiek reguły akademickie. Skutkiem tego jest banalizacja pojęcia, jego inflacja i trywializacja, żeby nie powiedzieć demonetyzacja jako pojęcia akademickiego. Podam tylko krótki przykład z toczącej się właśnie kampanii wyborczej we Francji.

Cala klasa polityczna Francji szermuje słowem „rewolucja”. Tak jakby słowo samo w sobie wystarczyło aby zmienić zastały porządek. Na przykład kandydat niby nowej lewicy Jean-Luc Mélenchon powtarza ze jako jedyny spadkobierca rewolucji francuskiej dokona swojej rewolucji „obywatelskiej” i „pokojowo-radykalnej” w celu zburzenia „neoliberalnej Bastylii” i otwarcia drogi do 6. Republiki.

Emanuel Macron z kolei prowadzi „rewolucję postępowa”. a tytuł książki programu jest skromny. Brzmi po prostu „Rewolucja” - chociaż programu rewolucyjnego trudno się w tej książce doszukać. Nawet dla kandydata post gaullistowskiej i post sarkozistowskiej prawicy, François Fillona, rewolucja jest słowem kluczowym i rymującym się z Restauracja. Z nim Francja dokona „rewolucji konserwatywnej”. Dziennik „Libération” nazywa kidnapingiem semantycznym slogan Marine Le Pen która ogłasza „rewolucję narodową”, To był slogan marszałka Philippe’a Petaina (szefa kolaboracyjnego rządu Vichy w czasie II wojny światowej - przyp. red.). Wśród najmłodszych wyborców francuskich ogłoszono śmierć rewolucji klasycznych.

Z tym, że ci młodzi - zwani też digital native - ogłosili, że wraz z upublicznieniem cywilizacji internetu rewolucja opuściła ulice przechodząc do sieci. Bez rozlewu krwi i barykad. Patrząc na to, co działo się, w krajach arabskich bądź na Ukrainie, nie da się ukryć, że era cybernetyczna jest rewolucyjna, ale nie zlikwidowała ani barykad ani przemocy. W wyborach francuskich jedno jest pewne: wszyscy protagoniści używają słowa wcześniej wypatroszonego z genetycznej oryginalnego znaczenia. Najważniejsze są emocje wyborcze, które słowo to ma wywołać.

CZYTAJ TAKŻE: Aksamitna rewolucja 1989 roku. Jak Polska pociągnęła za sobą kraje regionu

Zatem powstaje pytanie: czy można uratować jeszcze to pojęcie do zrozumienia zjawisk, które z rewolucją w sensie akademickim maja coś wspólnego? Czy może lepiej wrzucić je na śmietnik historii zużytych pojęć?

Osobista dygresja. Niegdyś uczestniczyłem w czymś w rodzaju rewolucji jako młody student, a miała ona przymioty z klasycznych definicji (barykady, szarże policji, okrzyki „policja-gestapo”, spirala represji, kilka kropel przelanej krwi). Był to maj 1968 r. Wtedy wierzyłem że to była Rewolucja pisana wielką literą, co najmniej jak Komuna Paryska w 1848 r. Aż Raymond Aron, znany francuski socjolog liberalny i konserwatywny powiedział mi, żeby z nieba utopii zejść na ziemię realizmu. Dla Arona był to karnawał i dziecinada etc. Reżim polityczny się nie zmienił i utrzymana została ciągłość instytucjonalna, jedynie z korektą systemu szkolnictwa i poszerzeniem demokracji.

Mimo uszczypliwości Arona myślę że te zdarzenia zasługują na miano przynajmniej rewolucji obyczajowej. Francja się wtedy zmieniła w sferze wartości, sposobów zachowania, powolnej modernizacji instytucjonalnej. Ale na pewno nie miało to nic wspólnego ani z wydarzeniami z lat 1789-1799 ani z 1848 r.
To doświadczenie prowadzi mnie do pierwszej tezy: żadna rewolucja nie jest reprodukcją innej. To natomiast stawia pytanie na temat uprawnienia do tworzenia teorii ogólnych rewolucji. Na ogół uogólnianie polega na szukaniu podobieństw. Ale może zamiast tego trzeba szukać różnic, jak to postuluje Martin Malia w swojej „Historii Rewolucji”? Na przykład w momencie przełomowym braku władzy, gdy protagoniści na barykadach triumfują po wygnaniu znienawidzonego przywódcy, narzuca się porównanie rewolucji francuskiej 1789 r. i ucieczki Ludwika XVI. W maju 1968 r. znika generał Charles de Gaulle, na Ukrainie Wiktor Janukowicz opuszcza kraj 21 lutego 2014 r. Czy te momenty są strukturalnie porównywalne?

Widać ciekawą zbieżność, jeśli chodzi o wybór środków lokomocji. Janukowicz odleciał helikopterem, zabierając do niego kosztowności i rodzinę. De Gaulle także odleciał helikopterem do Baden-Baden, gdzie stacjonował francuski garnizon okupacyjny, po to, żeby poszukać sposobu zażegnania rewolucji i zmobilizować swoich wystraszonych zwolenników. Ten pozorny wakat władzy, niepotrzebnie ucieszył młodych rewolucjonistów, to było tylko zagranie taktyczne. De Gaulle pokazał, że ma czym postraszyć (armią francuską) i odwrócił sytuację. De Gaulle skończył triumfalnie paryski bunt a Janukowicz znikł kompletnie ze sceny politycznej. Dwa różne helikoptery, dwie różne postawy, dwie różne rewolucje.

Ten przykład podobnych gestów o fundamentalnie rożnym znaczeniu powinien nas wyczulić na problem „złudzenia analogicznego”, czyli błędu logicznego bardzo często spotykanego (mamy skłonność do sformułowań jak „to mi przypomina tamto” albo „to jest tamto”. Każde wydarzenie rewolucyjne skłania świat akademicki do szukania teorii ogólnej, wstąpienia na większy stopień abstrakcji.

CZYTAJ TAKŻE: Aksamitna rewolucja 1989 roku. Jak Polska pociągnęła za sobą kraje regionu

I tu kolejne pytanie: a może każda rewolucja jest tak inna, że za każdy razem trzeba analizować ich specyfikę? Wybitny historyk rewolucji Martin Malia ma rację pokazując relatywność rewolucji. Ale czy można znaleźć do nich wspólny mianownik? Spójrzmy w przeszłość, bo to daje nam większą głębię historyczną. Od historii herezji husyckiej w latach 1415-1436 poprzez luteranizm (1517-1555), rewoltę w Holandii (1566-1609), przechodząc następnie przez to, co on Malia nazywa rewolucjami atlantyckimi (Anglia 1640-1660-1688), Ameryka (1776-1787) i Francja (1789-1799). Aż wreszcie cała seria rewolucji przed i po październikowych.

Malia rozpowszechnia też inny stereotyp, jakoby rewolucje były esencją Europy. Może tak, ale w epoce sieci nowych technologii, przekształceń społecznych pod ich wpływem, czy to nie uległo zmianie? Przecież rewolucje mamy też w Azji, krajach arabskich, Ameryce łacińskiej. Widać, że kończy się europejskość rewolucji, przestaje być ona cechą wyjątkową naszego kontynentu. Stała się uniwersalnym zjawiskiem.

Innym stereotypem jest obraz powtarzalności wydarzeń: barykady, krew, terror, totalitaryzm jako końcowy efekt zmiany. Inny pokrewny z powyższym jest stereotyp często powielany w publicystyce albo w rozmowach salonowych: rewolucje pożerają swoje dzieci. Prototypem była gilotyna Dantona w 1792 r. i marynarze z Kronstadtu. Hanna Arendt pomogła częściowo wyjść z tego stereotypu porównując rewolucję amerykańska z październikową. Świetnie pokazała, że jedna prowadziła do ukoronowania wolności jako wartości nadrzędnej a druga do gułagu i zduszenia społeczeństwa obywatelskiego. Co pokazuje, że rewolucje nie zawsze przechodzą w fazę terroru.
Warto opisać jeszcze inny stereotyp który Michel Dobry nazwał złudzeniem heroicznym. Polega on na opisywaniu rewolucji poprzez niezwykłość wydarzeń i niezwykłość wodzostwa. Innymi słowy przypisuje się zdarzeniom i ludziom przymioty nadnaturalne. Chodzi o tezę, że narracje o rewolucjach są redukowane do mitów o półbogach jak Lenin, Hitler, Castro, Chavez. Warto zastanowić się czy w dobie komunikacji sieciowej wódz pozostaje dalej wskaźnikiem wyróżniającym rewolucje. Wiele o tym mówi film dokumentarny „Lenin”, którego autorzy udowadniają na dowodach niepodważalnych że Lenin prawie nad niczym nie panował, że wiele działo się niezależnie od jego woli, a jego dalekowzroczność jest legenda. Uzurpacja wodzostwa post factum jest w narracjach historycznych produkowana często przez dyktatorów post rewolucyjnych.

Dobrze przypomnieć więc zdarzenia na Ukrainie w 2014 r., bo one ilustrują inną konstrukcję heroizmu. Nie ma w niej legendy herosa, są natomiast strategie aktorów biorących udział w zdarzeniu, którzy chcą stworzyć wokół siebie wspólnotę emocjonalną. Ludowy warkocz blond Julii, być może mający zatuszować jej wcześniejszą prorosyjskość. Albo wózek inwalidzki na trybunie po wyjściu z więzienia, który miał pokazać ją jako prawdziwą ofiarę okrucieństwa tyrana Janukowicza. Czy to wystarczy do zbudowania aury charyzmatycznego przywódcy? Czasem zbyt skomplikowane skonstruowanie dramatyzmu daje skutek odwrotny. Prawdą jest, że istnieje coś takiego jak wynalazczość rewolucyjna, która przetwarza się w legendę. Chodzi pewne znaki, na przykład wybrany kolor dla odróżnienia się od wroga jest tak ważny także jako budulec spójności: czerwień rewolucyjna, biel kontrrewolucyjna. Ale też ważne bywają fizyczne atrybuty: parasolki w Hongkongu, klucze na Placu Wacława w Pradze, kwiaty w Gruzji, w Afryce północnej czy w Portugalii.

CZYTAJ TAKŻE: Aksamitna rewolucja 1989 roku. Jak Polska pociągnęła za sobą kraje regionu

Jak te rozważania maja się do Ukrainy? Odwołam się do pracy François Chazela, francuskiego socjologa, który stworzył klasyfikacje głównych nurtów analitycznych rewolucji. Pierwszy nazwać można podejściem poprzez historię naturalną” (Marks). Dojrzewanie poszczególnych sekwencji historii gospodarczej i społecznej w sposób jednoliniowy prowadzi do ostatecznego rewolucyjnego przełomu. Drugi nurt opiera się na teoriach rewolucji „wulkanicznych” (pojecie wymyślone przez Roda Aya) czyli rewolucjach o gwałtownych spięciach. Trzeci na analizie wielowymiarowych mobilizacji (Charles Tilly).

Jak w to wpisują się rewolucje na Ukrainie? Pierwsza rewolucja w tym kraju w 1990 r. miała znamiona rewolucji prodemokratycznej i antykolonialnej. Wróg był z zewnątrz, a zmiana była wycelowana w jego janczarów wewnętrznych. Mobilizacja społeczna ostatecznie stała się bodźcem do zmian w elitach i w koncepcji statusu geopolitycznego Ukrainy.

Druga rewolucja z lat 2004-2005 stawiała sobie za cel zmianę fundamentalną wartości. Była antysystemowa i skończyła się pokojowo tylko dlatego, że wstrzymany został marsz górników na stolice i odbyły się negocjacje wokół okrągłego stołu. Trzecia rewolucja z 2014 r. walczyła o realizacje wartości europejskich: barykady, krew, wakat władzy centralnej, samorządność i samoorganizacja społeczne, a także zróżnicowany pluralizm polityczny. Wielu obserwatorów uważa, że jest to początek rekonstrukcji współczesnego narodu ukraińskiego.

Czy miedzy tymi trzema rewolucjami widać ciągłość? Na pewno istnieje coś takiego jak learning by doing, widać było że Ukraińcy uczyli się na własnych błędach i sukcesach. Ale za każdym razem i kontekst i proces rewolucyjny różniły się miedzy sobą.
Dlaczego tak nam zależy na nazwaniu tych wydarzeń poprzez analizę historyczna? Dlaczego warto się zastanowić czy były to rewolucje czy może jeszcze zjawiska innego gatunku? Nazewnictwo i typologia - pod warunkiem że nie jest usztywnieniem a tylko narzędziem do zrozumienia - jest niezbędna nie tylko dla akademików ale jeszcze bardziej dla społeczeństwa. Zaobserwujmy, że czasem brak konsensusu co do nazwy może wpłynąć na manipulowanie rzeczywistością. Wystarczy się przyjrzeć skutkom społecznym, jakie miała zmiana 1989 r. w Europie Środkowej. Dziwna rewolucja i nieczytelność jej przebiegu i przekazu wpłynęła na swoisty konkurs piękności na hybrydowe określenia tych zmian. Najsłynniejsza jest „refolucja” Timothy’ego Gartona Asha, „rewolucja dyskretna” Jadwigi Staniszkis, „rewolucja negocjowana” Laszlo Bruszta, czy „rewolucja bez barykad” François Fejtö. Ta nieczytelność otwiera drogę nie tylko sceptycyzmowi akademickiemu, ale także pewnej kategorii aktorów politycznych tzw. demagogów, którzy mówią o niespełnionej rewolucji, o zdradzonej rewolucji a niektórzy chcą wręcz, żeby nareszcie krew się wylała, żeby ustawiono szubienice w drugim etapie rewolucji - tak, aby nareszcie wyraziście przypieczętować fakt rewolucyjny.

CZYTAJ TAKŻE: Aksamitna rewolucja 1989 roku. Jak Polska pociągnęła za sobą kraje regionu

Tu nam się kłania hasło „rewolucji permanentnej” w wykwintnej wersji Lwa Trockiego lub radykalnie prostej Józefa Stalina, Louisa de Saint Justa czy Maximiliena de Robespierra. Dlatego warto pamiętać o słowach Alberta Camusa: „Mal nommer les choses c’est ajouter au malheur du monde”, które można sparafrazować następująco : „nadać złą nazwę rzeczom, zjawiskom, wydarzeniom oznacza powiększenie nieszczęść na świecie”.

Powyższy tekst prof. Georges Mink wygłosił w czasie konferencji „Trzy Rewolucje - portrety Ukrainy”, zorganizowanego przez Centrum Europejskie Natolin. Konferencja była częścią projektu badawczego na temat współczesnych ukraińskich rewolucji - Trzy Rewolucje (3R).

Wideo

Materiał oryginalny: Mink: Demagodzy uważają, że rewolucje z 1989 r. były zdradą, bo nie rozlała się krew - Polska Times

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Plakatowy propagandowy kit sugerował, że władza jest w rękach robotników.
Dawniej nie było lumpów przy śmietnikach.
Śmietniki były puste, bo puste były półki sklepów.
Po lepszy kąsek w pysku (0,5 kg wołowiny z kością )
lumpy stały w długich kolejkach przed pustymi sklepami z "nagimi hakami".
Teraz cała armia lumpów wyżywi się z jednego śmietnika przy markecie,
który wyrzuca lekko przeterminowaną żywność.
"lump" mentalnie tkwi w latach 50-tych ubiegłego wieku
i nadal wszędzie widzi arystokrację i obszarników.
To piękny przykład naprawdę imponującej siły stalinowskiej propagandy.
Na miejscu "lumpa" byłbym ostrożny w epitetowaniu
"wszelkich mętów kapitalistycznej prawdziwie wolnej RP".
"lump" jakoś dziwnie nie zauważył,
że z powodu totalnego braku skutecznie wytępionych rodzimych kapitalistów-krwiopijców,
trzeba było "uwłaszczyć" najlepszych w swojej "klasie" nomenklaturowych synów tej ziemi
i uczynić ich kapitalistami.

G
Gość

Uchwała PiS: (...) Uchwała zobowiązuje wiceprezesa partii, premier Beatę Szydło do tego, by nie zgłaszać kandydatury Donalda Tuska. Oznacza to brak poparcia dla Tuska z polskiej strony. I-sza kadencja... zakończy się pod koniec maja. PiS największe pretensje do Tuska ma w kwestii łamania zasady neutralności wobec państw członkowskich, angażowanie się w akcje przeciwko Polsce (...)

(...) RMF FM informuje, że środowiskowa z wielkopolskiego, przez dziesięć lat, za wizyty, których nie było, wyłudziła od Narodowego Funduszu Zdrowia ponad 180 tys. zł. Grozi jej za to 8 lat więzienia. (...)

(...) Polskie państwo wydaje WOJNĘ zorganizowanej grupie przestępczej!.. Powołanie Komisji Weryfikacyjnej może być przełomem, jeśli chodzi o wyjaśnienie afery reprywatyzacyjnej w W-wie. Nowa instytucja ma m.in. nakładać obowiązek wypłaty milionowych rekompensat, jeżeli jej członkowie uznają, że kamienicę przyznano osobie niezgodnie z prawem. Wczoraj Senat przyjął projekt ustawy ws. powołania komisji. (...)

(...) 51 proc. badanych opowiada się za wprowadzeniem ograniczenia do dwóch kadencji w wyborach samorządowych, 40 proc. jest przeciwko, zdania na ten temat nie ma 9 proc. respondentów – z sondażu CBOS... Pomysł ograniczenia kadencji popierają ludzie młodzi, mieszkańcy miast od 100 do 500 tysięcy i mieszkańcy wsi. (...)

(...) Zarząd PKP zdymisjonowany!.. CBA, zatrzymało pięć osób w związku z nieprawidłowościami przy ŚDM... Czterech członków zarządu PKP SA usłyszało już zarzuty, które dotyczą działania na szkodę spółki.(...)

(...) Ojciec Święty spotka się z szefami krajów i rządów UE. Po raz pierwszy w historii... Jak informuje Vatican Insider, 24 marca, dzień przed szczytem UE w Rzymie, papież Franciszek przyjmie na audiencji szefów krajów i rządów krajów UE. Będzie to pierwsze takie spotkanie w historii. (...)

(...) W niemieckich kręgach rządowych potwierdzono, że kanclerz Angela Merkel chce się spotkać z nowym prezydentem USA Donaldem Trumpem 14 marca w Waszyngtonie - podała dziś niemiecka agencja dpa. (...)

(...) Tomasz Sakiewicz: Nie bałbym się dzisiaj nazywać Kaczyńskiego naczelnikiem państwa. (...)

l
lump

Tylko kompletny solidarny robotniczy idiota obala socjalistyczny system zamiast wynaturzoną władzę i wprowadza bandycką demokrację, w której sam chodzi po śmietnikach, wywala się go na pysk z pracy z domu i haruje na zachcianki byłej arystokracji,obszarników i nowej soli ziemi - gangsterów, oszustów, złodziei, cwaniaków i wszelkich mętów kapitalistycznej prawdziwie wolnej RP.

G
Gość

Więcej tej "rozpierduchy", a tylko patrzeć jak przy gorącym aplauzie tłumów nalęgnie się "zbawca",
który to całe "brzydko fermentujące" towarzystwo weźmie przy powszechnej akceptacji "za twarz".
Robespierre po bałaganie rewolucji francuskiej, Stalin po bałaganie rewolucji październikowej,
Hitler po bałaganie I wojny światowej. Mussolini-socjalista jako spragniony porządku faszysta
po bałaganie Włoskiej Partii Socjalistycznej - której był członkiem,
Franco po bałaganie wojny domowej i paru innych współczesnych "zbawców"
wszyscy
"brali te swoje zmierzwione propagandą społeczeństwa, brutalnie po faszystowsku, zwyczajnie za mordę"
Kandydatów na "zbawców zmierzwionej po komunie Polski jest kilku".
Jak to w Historii nagminnie bywało zwodniczo nie wydają się groźni.
Ale to pewnie jak zwykle tylko pozory.
Mali ludzie na nie swoich interesach wyrastają bardzo szybko.
Na razie niedouczeni Historii kandydaci na "zbawców" wychwalają szkoły
produkujące wściekle terroryzujących tępaków.

"Terror bez cnoty jest zgubny, cnota bez terroru jest bezsilna" -
tak tłumaczył swoją działalność w czasie rewolucji francuskiej Maximilien de Robespierre.
Maximilien de Robespierre został stracony 28 lipca 1794.
Na jego grobie znajduje się napis:
"Przechodniu, nie płacz nad moją śmiercią. Gdybym żył, ty byłbyś martwy".
(powt)

H
Hans bleib do

była wódka pita przez Lecha Kaczyńskiego w Magdalence z ubeckimi zabójcami Pileckiego i popiełuszki

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3