Misjonarz z Poznania przeżył pożar swojej placówki w Sudanie Południowym

Anna Kot
W tej koszulce z Poznania wyszedłem z ciężkich opałów! - mówi o. Andrzej Dzida. - Chociaż na dole nieco się przypaliła ... ale Poznań pozostał cały ... nawet w Sudanie.
W tej koszulce z Poznania wyszedłem z ciężkich opałów! - mówi o. Andrzej Dzida. - Chociaż na dole nieco się przypaliła ... ale Poznań pozostał cały ... nawet w Sudanie. Archiwum o. A. Dzidy
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
O. Andrzej Dzida, misjonarz werbista z Poznania ledwo przeżył pożar, do którego doszło w Lainya, w Sudanie Południowym, gdzie poznaniak pracuje na misjach.

Jak się dowiadujemy z listu wysłanego przez o. Andrzeja do rodziny do Poznania, trzy domki werbistowskiej misji w tamtym regionie Sudanu, zostały prawdopodobnie podpalone w nocy około godz. 2.15 z wtorku na środę w tamtym tygodniu. Misjonarza obudził spadający do jego izby płonący dach z trawy. Nie było czasu na ratowanie czegokolwiek z jego domu - spłonęło wszystko – całego wyposażenie, odzież, książki, a także szaty do sprawowania liturgii, m.in. alba. W tym samym czasie paliły się już dwa sąsiednie domki, w których mieszkali inni misjonarze. Doszczętnie spłonęły jeszcze pomieszczenia dwóch innych kapłanów - o. Bernarda z Konga i o. Prafula z Indii, a pozostałe chatki udało się uratować. Duchowni przypuszczają, że mogli paść ofiarami podpalenia. Zwłaszcza że pożar dotknął tylko te domki, w których akurat ktoś nocował, a ominął chatki tych, którzy w tym czasie przebywali w innych miejscowościach.

- Nie wiemy na pewno, czy to było celowe podpalenie, ale pożar trzech różnych domków, w tym jednego oddalonego (przedzielonego domkiem który nie uległ spaleniu) daje do myślenia - uważa o. Andrzej Dzida. - Ja jestem tylko lekko oparzony na szyi i na głowie, ale nie jest to nic poważnego – uspokaja poznański werbista. - Pozostałym ojcom też nic się nie stało.

Poznaniak dodaje, że miejscowi chrześcijanie pomogli przy gaszeniu pożaru. - Albo raczej powstrzymaniu jego rozprzestrzeniania, gdyż trzy chatki uległy całkowicie spaleniu.

Nad ranem przyjechała policja i spisała protokół. Potem przybyły władze diecezji. Jak relacjonuje o. Andrzej poprzez lokalny payam (to rodzaj urzędu miejskiego) udali się do miejscowej urzędniczki - comissionare (odpowiednik naszego wojewody). Tam dowiedzieli się, że za jej kadencji, a także jej dwóch poprzedników nigdy nie doszło do żadnego ataku na misjonarzy. Pani comissionare obiecała pomoc w wyjaśnieniu okoliczności pożaru.

Pieniądze na wsparcie dla misji w Sudanie Południowym.
Referat Misyjny Księży Werbistów
Kolonia 19
14-520 Pieniężno
42 1240 1226 1111 0000 1395 9119
Tytułem: SERCE dla Sudanu

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie