reklama

Miszmasz przy urnach. Napieralski i Dorn na listach PO

Dariusz Grzędziński (AIP)
Piotr Smolinski
Gros osób nerwowo przecierało oczy w trakcie transmisji środowej rady krajowej Platformy Obywatelskiej. Nie były to bynajmniej ofiary zbiorowych zaburzeń widzenia. Oto z ekranu telewizora, w towarzystwie „trzeciego bliźniaka” braci Kaczyńskich – Ludwika Dorna, machał do nich kwaśno uśmiechnięty Grzegorz Napieralski.

Niespodziewany akces niedawnego lidera największej lewicowej formacji do PO to wyraźna cezura – o ile dotąd można było o tym dyskutować, tak w pierwszych dniach września stało się jasne. Mamy w Polsce do czynienia z tryumfem postpolityki, a Platforma energicznie wymachuje sztandarem końca świata jaki znamy. - Nie ma powodu, by wierzyć, że metoda która raz zadziałała, zadziałała po raz drugi. Zbieranie ludzi z lewa i prawa, by odebrać głosy Zjednoczonej Prawicy i Zjednoczonej Lewicy, to działanie kontrproduktywne – ocenia Paulina Piechna-Więckiewicz z SLD. Upatruje w tym szansy dla swojej macierzystej formacji, zakładając, że wyborcy będą mieli problem z przyporządkowaniem PO do którejkolwiek z wyznawanych ideologii i tym samym postawią na partie starające się zachować postępowy lub konserwatywny kurs. Co stojący przy urnach ludzie pomyślą o Grzegorzu Napieralskim?

Wywodzący się ze Szczecina polityk od 2004 roku nieprzerwanie zasiada w gmachu przy Wiejskiej. Dostał się tam tylnymi drzwiami, zastępując wybranego do Parlamentu Europejskiego Bogusława Liberadzkiego. Droga od „mało znanego posła ze Szczecina”, jak podczas jednego z posiedzeń ochrzcił Napieralskiego Joachim Brudziński, do funkcji szefa SLD zajęła Napieralskiemu ledwie cztery lata. Po drodze pełnił w Sojuszu funkcję genseka. Wspólnie z przewodniczącym Wojciechem Olejniczakiem starając się odświeżyć wizerunek postkomunistycznej formacji, mocno nadszarpnięty po aferze Rywina. W 2008 roku stołek sekretarza przestał mu wystarczać i w ostrym wewnętrznym starciu górował nad Olejniczakiem, przejmując samodzielne stery w SLD. Przypomina o tym w rozmowie obecny rzecznik Sojuszu, Dariusz Joński.

- Napieralski nie był zwykłym posłem. Był szefem największej formacji lewicowej i tym bardziej boleśnie odczuje wynik październikowego głosowania. Sprzeniewierzył się lewicy i zapłaci za to najwyższą cenę – wieszczy Joński. W 2008 roku rozpoczął się najbardziej owocny okres w karierze Napieralskiego, z momentem szczytowym dwa lata później. W 2010 zastąpił w wyborach prezydenckich zmarłego w katastrofie Smoleńskiej Jerzego Szmajdzińskiego, uzyskał blisko 14 proc. poparcie i znalazł się tuż za plecami tytanów – Komorowskiego i Kaczyńskiego. Wtedy jednak uznano ten wynik za porażkę.

– Rechot historii, dziś bralibyśmy taki wynik z pocałowaniem ręki – mówi anonimowo jeden z polityków Sojuszu. Pięć lat temu w partii myślano jednak zupełnie inaczej, Napieralski rządził jeszcze przez rok, po czym ustąpił wracającemu z niebytu Leszkowi Millerowi. Pozostawał odtąd na partyjnej bocznicy, przed kilkoma miesiącami wdał się w otwarty ideologiczny konflikt z „żelaznym kanclerzem” jak na lewicy określa się Millera i w efekcie rozstał się z macierzystą formacją.

- Nie było jeszcze rozmowy z Grzegorzem. Jestem ostatnią osobą, która wylewałaby pomyje i krytykowała. Wybrał taką drogę, która jemu wydaje się słuszna, my wybraliśmy inną. To nie musi oznaczać, że nie jesteśmy w stanie ze sobą współpracować – mówi Andrzej Rozenek, który po odejściu Napieralskiego z SLD, wspólnie z nim od dwóch miesięcy budował nową partię Biało-Czerwoni. Rozenek, pytany jak na potencjał koalicyjny młodej inicjatywy wpłynie brak jednego z liderów, odpowiada dość enigmatycznie. - W polityce wszystko jest możliwe. Pewnie jakieś drogi są otwarte, ale przede wszystkim liczymy na własne siły – mówi o starcie w najbliższych wyborach. Słychać jednak wyraźny żal, że wypadki potoczyły się tak a nie inaczej.

- Dążyliśmy do tego, żeby porozumieć się jako środowiska. Na końcu okazało się, że jest oferta tylko dla mnie i Napieralskiego. Nie można robić polityki w ten sposób. Zrezygnowaliśmy, a Grzegorz we własnym zakresie negocjował swój start do Senatu i wybrał taką drogę – opowiada o rozmowach z Platformą Andrzej Rozenek.

Działacze Biało-Czerwonych anonimowo przyznają również, że nie tylko PO była zainteresowana Napieralskim.
– W Zjednoczonej Lewicy widział go Janusz Palikot, który chciał rozsądniejszego niż Miller partnera z SLD - mówi człowiek z otoczenia Grzegorza Napieralskiego. Potwierdza to członek ścisłego kierownictwa Sojuszu. - Nie rozumiem tej decyzji. Do dogrania był start Napieralskiego z list Zjednoczonej Lewicy do Senatu. Nie chciał. Pewnie uznał, że z Platformą ma większe szanse – mówi nasz rozmówca. Fotel senatora nie jest jednak przez PO gwarantowany.

- To co wczoraj zrobiła PO, pokazuje, że jest dziś śmietnikiem politycznym. Bez idei i jakiegokolwiek programu. Mnie nic już nie dziwi. Co łączy Napieralskiego i Dorna? Nic, poza tym, że obaj chcą ponownie być w Parlamencie, ale wyborcy tego nie kupią – ocenia szanse Napieralskiego Dariusz Joński.

Złudzeń nie ma też Piechna-Więckiewicz. - Jego zwolennicy zrozumieją wyjście z SLD, nie zaakceptują jednak przejścia do PO. Zdaniem wielu wyborców i byłych współpracowników, Napieralski złamał pewien etos – mówi o byłym partyjnym koledze. Wiceprzewodnicząca SLD krytykuje też Ewę Kopacz, przyjmującą na pokład obce elementy. - Z przykrością, jako kobieta, muszę stwierdzić, że premier Kopacz jest słabą liderką i to bardzo widać. To będzie jeden z problemów PO. Nieważne kogo jeszcze dobiorą na listy, to niewiele pomoże – podsumowuje Paulina Piechna-Więckiewicz.

Może się jednak okazać, że testowana już przez PO taktyka przejmowania graczy innych formacji, znów się powiedzie. Tak było z Bartoszem Arłukowiczem, który dla Platformy porzucił SLD, udało się też Joannie Kluzik-Rostkowskiej. Ta, podobnie jak Napieralski, założyła i osierociła na rzecz PO swoją formację – PJN. W nadchodzących wyborach wspieranym przez PO kandydatem do Senatu będzie Roman Giertych, o Sejm na Podlasiu powalczy syn Włodzimierza Cimoszewicza - Tomasz, zaś w Radomiu wystartuje Marek Wikiński, były szef sztabu wyborczego Grzegorza Napieralskiego w wyborach prezydenckich. Mieszanka, od której rozboleć może nie tylko głowa.

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Materiał oryginalny: Miszmasz przy urnach. Napieralski i Dorn na listach PO - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 4

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

X
XYZ

niektórzy gotowi są zeszmacić się aby tylko dostać się do żłobu. Nigdy nie przyszło mi do głowy że i Dorn
to też potrafi!

G
Gabriel

Myślę, że PO wie co robi, ale dla mnie szokująca jest postawa tych Panów; obydwaj wylewali pomyje na głowę Pani Premier, a obecnie jak gdyby nigdy nic idą po żebrach aby ich umieściła na listach ? To żenujące widowisko. Ludzie w istocie rzeczy bez honoru, Ci Panowie się szmacą bo inaczej tego nie można nazwać ?

P
Pelagia

Dosyć, że Platforma tonie, to zamiast koła ratunkowego dołożyła sobie balastu w POstaci Dorna. Żegnajcie platformersi. Tym razem raz na zawsze. Tylko nie próbujcie tworzyć nowej partii, gdyż Polacy w tych waszych manewrach się połapali.

l
logical man

Ktoś w PO wyjątkowo inteligentnie wykoncypował, aby Mr Tuska wraz z Mr Graś zesłać na banicję zarobkową do Brukseli. Po czym na wolne wakaty zamianować duo lady Kopacz & „Miś” Kamiński. Ta sprytna koncepcja skutecznie zadziała, albowiem PO spadła raptownie z 40% o 1/2. Jest powszechnie znanym takie zagadnienie - zakwitło w sferze intelektualnej jej szacownej PO - że wszystko złego w tym kraju, no i w samej PO, jest z winy PiS-u. Czyli i tym pomysłodawcą, dokonanej wymiany CEO w PO wraz z dodatkiem, na pewno są jacyś desantowcy z PiS-u, a czasowo wydelegowani do PO. No, ci desantowcy PiS-u musieli być też z inną inteligencją, więc od tej wysokiej zawartej w PO. A do tego oni na pewno są rodem z miast małych. Gdyż tych inteligentnych z miast dużych zagospodarowała PO. Czyli, jaka puenta... Ano, jest i taka: jak po maturę, to tylko na polską prowincję. Oxfordy i inne Yale, nie zdały tym razem egzaminu, bo akurat w PO spaliły na panewce.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3