Molestowanie w czasach PRL

Krzysztof Kaźmierczak
Ciemne sprawy duchownych ujawniali zwykle agenci SB
Ciemne sprawy duchownych ujawniali zwykle agenci SB Fot. 123rf
Molestowanie seksualne przez duchownych nie jest odkryciem ostatnich lat. Dokumenty archiwalne dowodzą, że w czasach PRL Kościół katolicki zmagał się z takimi problemami, ale były one skrzętnie ukrywane. Nie nagłaśniała ich nawet zwalczająca Kościół bezpieka, chociaż to ona, podczas inwigilacji duchownych, natykała się na przypadki wykorzystywania seksualnego dzieci - pisze Krzysztof M. Kaźmierczak

Nie ma właściwie dnia, by w mediach nie pojawiła się sprawa wykorzystywania nieletnich przez osoby duchowne. Słuchając, oglądając, czytając wstrząsające relacje ofiar i rodzin, można odnieść wrażenie, że w Kościele katolickim pojawił się poważny problem. Skandale seksualne w niektórych krajach doprowadziły do bankructw diecezji.

Doszło do tego, że otwartym głosem o wykorzystywaniu nieletnich przemówił w tym tygodniu nawet sam papież Benedykt XVI. Tymczasem molestowanie dzieci nie jest wcale problemem nowym, również w Polsce. Kościół zmagał się z nim także w czasach PRL. Tyle że wtedy o wiele łatwiej było takie przypadki ukryć. Ich ślady jednak pozostały. Można je znaleźć w archiwach pozostałych po Służbie Bezpieczeństwa. Tylko tam, bo akta prokuratorskie i sądowe spraw, których dotyczą, już dawno zniszczono.

Brat Z*.
Pełnił funkcję zakrystianina w kościele oo. franciszkanów w dużym mieście w dawnym województwie poznańskim. "W dniu 13 czerwca 1966 roku otrzymano informacje od TW (tajnego współpracownika), z której wynikało, że brat Z. (...) dopuszcza się czynów nierządnych względem nieletnich dziewcząt" - napisał podpułkownik Molski w raporcie do Departamentu IV (zajmującego się inwigilacją związków wyznaniowych) Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.

Przesłuchano dwie "poszkodowane dziewczynki w obecności ich matek". Obie potwierdziły, że były molestowane. Ich matki złożyły formalny wniosek do Milicji Obywatelskiej o ściganie zakonnika. Podczas śledztw ustalono, że Z. przez rok wykorzystał co najmniej sześć nieletnich. "Czynów tych dopuszczał się na terenie kościoła, w pomieszczeniu obok zakrystii, dokąd zwabiał dziewczęta pod pozorem poczęstowania opłatkiem".

Zachowany opis śledztwa wskazuje na to, że już w latach 60. w sprawach dotyczących molestowania stosowano podobne procedury jak obecnie. Dzieci zostały przesłuchane powtórnie w obecności psychologa, a ich zeznania nagrano. Biegły sądowy wydał opinię oceniającą wiarygodność relacji dziewczynek. Dopiero wtedy prokuratura postawiła bratu Z. zarzuty wykorzystywania nieletnich. Zastosowano wobec niego areszt tymczasowy "ze względu na znaczny stopień niebezpieczeństwa czynu". Dokumentów na temat sądowego finału sprawy franciszkanina nie udało mi się znaleźć.

Ksiądz O.
Był wikarym w jednej parafii na Pomorzu prowadzonych przez Towarzystwo Chrystusowe. W lipcu 1969 roku decyzją prokuratora trafił do aresztu za "czyny nierządne" z 12-letnią uczennicą wiejskiej szkoły. Według ustaleń śledczych (w tym zeznań samej ofiary) była ona wykorzystywana przez duchownego przez długi czas (w latach 1962-1965). Sprawę monitorował Departament IV oraz poznańska bezpieka, gdyż główną siedzibą zgromadzenia chrystusowców był (i jest) Poznań.

Podczas śledztwa wyszło na jaw, że O. był już wcześniej podejrzany o molestowanie pięciu uczennic podstawówki podczas pracy w poprzedniej parafii. Sprawę jednak wtedy szybko umorzono, bowiem rodziny dziewczynek po wszczęciu śledztwa wycofały swoje zeznania na temat kontaktów z księdzem. Okazało się, że zostały do tego wówczas nakłonione. Podczas przeszukania w domu jednej z molestowanych znaleziono obszerną korespondencję kapłana adresowaną do dziewczynki. Dotyczyła ona m.in. jego kontaktów intymnych z uczennicą. Fakty zawarte w korespondencji potwierdzili w przesłuchiwaniu świadkowie, w tym... kościelny. Matka innego dziecka przyznała, że ksiądz odwiedził ich i nakłaniał do odwołania zeznań dotyczących kontaktów seksualnych z dziewczynką.

Prowadzący śledztwo dotarli wkrótce do kolejnych ofiar chrystusowca. Jedna z dziewczynek opowiedziała o próbie gwałtu na terenie zakrystii, druga o wykorzystaniu jej podczas sprzątania parafialnego kościoła.

Istotnym dowodem przeciwko księdzu S. były jego listy, które napisał w areszcie i próbował wysłać przez jednego ze współwięźniów. Kierowane były do rodziców jednej z jego ofiar oraz kościelnego. "Prosił adresatów o zmianę zeznań złożonych w śledztwie, aby w ten sposób go ratować" - napisano w sprawozdaniu kierowanym do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.

Pod koniec 1969 roku akt oskarżenia przeciwko duchownemu trafił do sądu powiatowego. Z zachowanych dokumentów wynika, że kierownictwo bezpieki rozważało "poinformowanie społeczeństwa" o bulwersującym postępowaniu chrystusowca. Prawdopodobnie z tego zrezygnowano - w prasie z tamtego okresu nie znalazłem śladu na temat sprawy księdza O., a w szczątkowo zachowanych dokumentach SB (poza stwierdzeniem, że kapłan został skazany) nie ma informacji o wysokości wyroku, który zapadł.

Ksiądz S.
Pracował w jednej z parafii na terenie Poznania. W 1968 roku funkcjonariusze bezpieki ze źródeł "nieoficjalnych" (czyli prawdopodobnie od swoich agentów) dowiedzieli się, że ksiądz S. wykorzystuje seksualnie 14-latkę. Sprawę przekazano do jednej z dzielnicowych prokuratur .
Śledztwo potwierdziło, że sygnały o zachowaniu duchownego są prawdziwe. Dowodziły tego zeznania pokrzywdzonej dziewczynki oraz świadków. Prokuratura postawiła księdzu S. zarzuty, ale nadal miał on kontakt z dziećmi i stanowił dla nich zagrożenie.

Dwukrotnie odrzucono wniosek Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej o tymczasowe aresztowanie kapłana. Mimo iż - jak czytamy w jednym z zachowanych dokumentów - "zebrane materiały dowodowe w śledztwie nie budziły żadnych watpliwości, a wysoka szkodliwość społeczna czynów uzasadniała izolację podejrzanego". Dopiero interwencja kierownictwa poznańskiej SB w Prokuraturze Generalnej dała efekt: księdza S. zapobiegawczo aresztowano.

Proces duchownego odbywał się za zamkniętymi drzwiami (ani tej, ani innych podobnych spraw nie relacjonowano wtedy w mediach). Sąd skazał go na 3 lata i 6 miesięcy pozbawienia wolności. Ksiądz złożył apelację, ale sąd drugiej instancji utrzymał wyrok w mocy.

Brzydzili się nimi esbecy
To tylko trzy ponure historie spośród kilku, na jakie natknąłem się w dokumentach Służby Bezpieczeństwa. Wcale ich nie szukałem. Natrafiłem na akta dotyczące przestępstw popełnionych przez duchownych przypadkiem, zajmując się innymi tematami. Takich dowodów tragedii wykorzystywanych dzieci jest w archiwach SB o wiele więcej. Wspominał o ich istnieniu w tym tygodniu katolicki publicysta Tomasz Terlikowski, komentując list Benedykta XVI na temat skandalu pedofilskiego w Irlandii.

Jak wielkim tabu były w czasach PRL nadużycia seksualne duchownych, dowodzi nie tylko to, że dokumentom dotyczącym deprawowania nieletnich bezpieka nadawała klauzule tajności, tak samo jak dowodom działań przeciwko opozycjonistom.

Przede wszystkim jednak zaskakuje fakt, że nie wykorzystywano takich przypadków do dyskredytowania Kościoła, który SB przecież traktowała jako wroga. Nie spotkałem się również z przypadkiem, by wiedzę o przestępczych seksualnych upodobaniach duchownych wykorzystywano do werbowania tajnych współpracowników. Moralność tajniaków zajmujących się bez skrupułów, zawodowo niszczeniem przeciwników władzy i łamaniem ludzkich sumień, jak widać, nie dopuszczała akceptacji dla deprawowania dzieci...

Według seksuologów osobę, która traktuje nieletnich jako obiekt swoich zainteresowań płciowych, nie wystarczy ukarać, wymaga ona terapii i stałej kontroli. Inaczej potencjalnie nadal stanowi zagrożenie dla dzieci. Wątpliwe, by leczeniu poddano duchownych, których postawiono przed sądem za nadużycia seksualne. Czy ich ofiarami padły kolejne dzieci? Próbowałem ustalić późniejsze losy zakonnika i księży przyłapanych przez bezpiekę.

Brata Z. nie wykluczono z zakonu. Przeniesiono go do innej prowincji oo. franciszkanów. Zmarł w latach 80., do dziś jest wymieniany w księgach wspomnień o zmarłych zakonnikach. Ksiądz S. zrzucił sutannę. Przeniósł się do innego województwa. Został bibliotekarzem, jeszcze przed kilkoma laty, jako świecki, działał aktywnie w jednym z lokalnych duszpasterstw. Co stało się z księdzem O., dokładnie nie wiadomo. Od jednego z chrystusowców dowiedziałem się, że po zwolnieniu z więzienia wysłano go na misje za granicę. Podobno nie wrócił już do Polski.

* Opisywane sprawy są w świetle prawa przedawnione, a wyroki zatarte. Z uwagi na dobro ofiar molestowania pominąłem w publikacji nazwiska, nazwy miejscowości i inne szczegóły mogące pozwolić na ich identyfikację.

Papież potępił księży pedofilów
- Benedykt XVI 20 marca wystąpił z listem do katolików w Irlandii. Przyznał w nim, że z powodu skandalu pedofilii Kościół znalazł się w stanie kryzysu. Stanowczo potępił księży wykorzystujących dzieci oraz biskupów, którzy nie reagowali na zgłaszane przypadki molestowania. Stwierdził ponadto, że obowiązujące w Kościele procedury, dotyczące sprawdzania kandydatów do kapłaństwa, są niewystarczające, a przy stosowaniu kar kościelnych wobec duchownych podejrzanych o pedofilię dochodzi do uchybień.

- Po liście papieża, w związku ze skandalem seksualnym w irlandzkim Kościele, do dymisji podał się tamtejszy biskup John Magee. Był on osobistym, wieloletnim sekretarzem papieskim (pracował u Pawła VI, Jana Pawła i Jana Pawła II). Irlandzkie media zarzucały biskupowi udział w ukrywaniu wykorzystywania dzieci i zaniechanie powiadomienia o takich przypadkach organów ścigania.

- Duński biskup katolicki polskiego pochodzenia, Czesław Kozon oświadczył w wywiadzie dla prasy, że nie widzi powodów do zgłaszania policji przypadków molestowania seksualnego przez duchownych. Stwierdził też, że informowanie o sprawach z przeszłości jest bezpodstawne. Przyznał zarazem, że w latach ubiegłych w Kościele duńskich dochodziło do czynów pedofilskich, których nigdy nie ujawniono. Obecnie powstała tam rada badająca sprawy dotyczące molestowania dzieci.

- Niemiecka prasa poinformowała, że Joseph Ratzinger, zanim został papieżem, jako arcybiskup wiedział o przypadku wykorzystywania dzieci i zaniechał działań w tej sprawie. Chodzi o zdarzenia z 1980 roku, gdy do arcybiskupstwa w Monachium, którym kierował Ratzinger, przeniesiono z innej diecezji księdza podejrzanego o molestowanie dzieci. Powiadomiono przy tym o sprawie Ratzingera, lecz kuria nie zawiadomiła o tym fakcie organów ścigania. Obecnie niemiec-kie prokuratury prowadzą dochodzenia dotyczące 14 księży podejrzanych o pedofilię. Dotąd zgłosiło się ponad 250 ofiar molestowania.

- W odpowiedzi na apel Benedykta XVI, by sprawcy wykorzystywania dzieci przyznawali się do winy, holenderski salezjanin przyznał się, że "dotykał" chłopców z internatu, w którym pracował. Przed kilkoma miesiącami lokalne media ujawniły, że w placówce kilku duchownych molestowało wychowanków. Do utworzonej przez episkopat w Holandii komisji konsultacyjnej "Pomoc i Prawo" trafiło dotąd ponad 1000 skarg na wykorzystywanie dzieci przez duchownych. Najstarsze skargi dotyczą lat 50. ubiegłego wieku. Episkopat zapowiedział rozpoczęcie wkrótce śledztw w sprawie pedofilii.

- W szwajcarskim Kościele katolickim ujawniono ostatnio cztery przypadki podejrzeń o wykorzystywanie dzieci oraz pięć dotyczących molestowania seksualnego dorosłych. W każdej diecezji w Szwajcarii istnieje od kilku lat komórka, zajmująca się przyjmowaniem i sprawdzaniem zgłoszeń dotyczących seksualnych przestępstw duchownych.

- Amerykańska prasa poinformowała, że arcybiskup Rembert G. Weakland powiadomił pisemnie w 1996 roku watykańską Kongregację Nauki Wiary o molestowaniu przez ksiądza ok. 200 chłopców ze szkoły dla głuchoniemych. Kongregacja, którą kierował kardynał Joseph Ratzinger, podjęła działania dyscyplinarne przeciwko duchownemu, ale zaprzestała ich, gdy ten napisał list do Ratzingera (miał się w nim tłumaczyć, że jest chory).

Najnowsze informacje dot. koronawirusa

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Podaj powód zgłoszenia

1122333

używa się wieloznacznych i mylących określeń, których nigdy nie ma w polskim języku i prawie. Robią to wrogowie kościoła spoza kościoła. Wymienię kilka slow, których nigdy nie było w polskim języku: molestowanie(a co to?) inne czynności seksualne(a co to?), dyskont, pijar, parka. W sumie prawo jest święte, bo jeżeli nie ma w prawie, to tylko komentarze. Prawo Watykanu dopuszczało stosunek seksualny od 12 lat z dowolna osoba dorosłą jako nie podlegający prawu karnemu(szczątek tego pozostał). W Polsce najcięższe zabójstwa dokonane przed rokiem 1988 już nie podlegają żadnej karze. Trzeba to uwzględniać. Formalne określenie(w prawie) czynu zabronionego nie musi być złem. Przykładowe porwania dziewczynek z ulicy dla małżeństwa. A jeżeli coś takiego zachodzi najlepsza zasada jest zgłoszenie tego natychmiast, także, by nie było innych ofiar. I tego nie było. Raczej menopauza, pieniądze i występowanie z kościoła katolickiego.

a
antyPO

może by tak o molestowaniu w szkołach,a przede wszystkim w domach ?

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3