Motocyklistki: Dziewczyny na szalejących maszynach

Blanka Zarzeczańska-Janasik
Jest ich coraz więcej - ścigających się na torze, palących gumę i jeżdżących na kole. Kobiet, które wiele tysięcy kilometrów przejechały na motocyklowej kanapie.

Magdalena Latosi jeździ na motocyklu od czterech lat i coraz częściej spotyka na drogach pary, w których i ona, i on mają własne maszyny.

- Mało tego - kobiety nie tylko po prostu jeżdżą, ale również ścigają się na sportowych motocyklach i na torach crossowych - cieszy się Magdalena, która często podziwia zmagania dziewczyn.

Sama na razie nie odważyła się na takie wyzwanie, choć nie może się doczekać, kiedy zobaczy motocyklistki na torze żużlowym. Magda jeździ na Hondzie CBR 600 F. Od zawsze interesowała się motoryzacją, a motocyklami w szczególności, lubi zwłaszcza oglądać najważniejsze wyścigi motocyklowe rangi światowej - Moto GP.

- Osiągi motocykli sportowych i szybko zmieniający się ich wygląd zapewne wpłynęły na to, że wybrałam właśnie tę Hondę - wspomina i nie ulega wątpliwości, że o motorach wie naprawdę wiele i może rozprawiać o nich godzinami.

Zaczynała od pojemności 500 - było to Suzuki GS. Jednak z czasem potrzebowała czegoś więcej. - Brakowało mi tych paru mechanicznych koni - uśmiecha się dziewczyna.

Zdecydowała się wtedy na motocykl Suzuki GSX 600 F, który towarzyszył jej przez jeden sezon. Dopiero trzecim była Honda CBR 600 F. - Znalazłam motocykl, który daje mi komfort jazdy, co było dla mnie głównym atutem - tłumaczy.
Ze znajomymi spotyka się najczęściej podczas imprez motocyklowych.

- Są to głównie otwarcia sezonu i zloty. Jednym z fajniejszych jest ten w Łagowie, gdzie przyjeżdżają motocykliści z Niemiec - opowiada. - Ale żałuję, że w Wielkopolsce nie ma zlotów typowo kobiecych - dla motoamazonek.

Choć do wyczynów się nie zabiera, kiedy tylko może siada na motor i rusza w Polskę. Latem nad morze, a po drodze zwiedza, co się da.

- Motocykl nie tylko pozwala mi miło spędzić czas, ale dostarcza również dozę adrenaliny, którą wręcz uwielbiam - wyjaśnia.
Jazda to nie tylko same przyjemności. Mimo że coraz więcej kobiet już śmiga motocyklami, nie bardzo mają w czym wybierać z odzieży dla kobiet w specjalistycznych sklepach.

- Nawet jeśli pojawiają się stroje dla nas, to nie spełniają w pełni naszych oczekiwań - żali się dziewczyna.
Jeszcze tylko egzamin
Milena Jóźwiak właśnie robi prawo jazdy kategorii "A", i wygląda na to, że jej mąż już nie zawsze będzie jedynym kierowcą motocykla, a jego żona z czasem na pewno dosiądzie swoją wymarzoną, własną Suzuki SV 650.
- Motocykle kocham od dawna - wspomina Milena i zapewnia, że wcześniej nawet nie przychodziło jej do głowy, by w ogóle jeździć na takim jednośladzie.

Po części był to strach i respekt przed tymi szybkimi maszynami. - Dopiero Michał, mój mąż pokazał mi, że nie ma czego się bać. I wtedy pomyślałam, czemu nie? - wspomina. - Jazda w roli pasażera okazała się dla mnie wielką przyjemnością, a do przyjemności przecież się wraca.

Również córki załapały smykałkę do motocykli. Każda możliwość przejechania się z tatą daje im wielką radość. Kto wie, czy nie pójdą w ślady rodziców.

- Niestety, ja na razie oblałam egzamin - irytuje się Milena. - Według nowych przepisów jeździmy na Yamahach XJ 600, które są cięższe i mniej skrętne. Ważą 209 kilogramów, co nie tylko dla kobiet jest problemem, wcześniej były to MZ-etki 250 - tłumaczy. - Mówią, że jak już się ruszy motocyklem, to waga nieważna, ale przy manewrze "ósemki", jaki obowiązuje na egzaminie jednak ta waga ma ogromne znaczenie. Również trudność sprawia szybki slalom.

Niebawem kolejne podejście, oby ostatnie. Milena marzy, by własnym motocyklem pojechać na Mazury i w Bieszczady.

Twarde siedzenia
Są też kobiety, które mają twarde siedzenie i przemierzyły na maszynach tysiące kilometrów. I wcale nie jest tu mowa o kanapie motocyklowej. Magdalena Wacho-wiak-Muszyńska z Poznania, jeżdżąca już od 20 lat, właścicielka maksi skutera (pojemność 600 cm3) aktualnie Hondy Silver Wing 600 dotarła wraz z mężem (osobna maszyna) i synem, który też właśnie zrobił uprawnienia motocyklowe, na Ukrainę. Zwiedziła również Mołdawię i Krym.

- Wcześniej skuterem Yamaha Majesty YP 250 zwiedziłam Czechy, Słowację, Węgry, Chorwację, Białoruś i oczywiście Polskę - wspomina Magda, która swoją przygodę zaczynała od mniejszych skuterów "50", na które nie potrzeba prawa jazdy kategorii "A". - Miłość do motocykli zaszczepił we mnie dziadek. Gdy byłam jeszcze małą dziewczynką, sadzał mnie na starej Jawce, pozwalając operować manetką gazu.

Z biegiem lat miłość do jednośladów stawała się coraz większa i silniejsza, aż w końcu musiała przerodzić się w realną pasję. Magdalena wraz z mężem założyła stowarzyszenie skuterowe "City Raider", które zrzeszało dużą grupę skuterzystów. I - w co trudno uwierzyć - kobieta budowę skutera zna jak własną kieszeń i w trasie doskonale radzi sobie z podstawowymi usterkami.

- Organizowaliśmy również swoje zloty oraz jeździliśmy do domów dziecka i szkół, pomagając w organizacji festynów i dawaliśmy najmłodszym ogromną frajdę przejażdżkami - opowiada Magda.
Najpierw pasażerka
Monika Malik zaczynała jako "plecaczek" na motocyklu swego partnera. Szybko ją to znudziło. - Po roku bycia pasażerką postanowiliśmy kupić motocykl enduro - wspomina.- Pojechaliśmy wtedy na łąkę, żebym mogła spróbować swoich sił.
Niestety, wzrost nie pozwolił jej samej jechać, więc posadziła chłopaka jako plecak.

- Był jak boczne kółka w dziecięcym rowerku- śmieje się Monika. - Zabawa była przednia, apetyt zaczął rosnąć i postanowiłam zrobić prawo jazdy kategorii "A". Egzamin zdała 10 lat temu.

- Byłam zdumiona, gdy pod choinką znalazłam kluczyk do Hondy CBR 125 - cieszy się jeszcze teraz kobieta. - Stała w garażu i tak po prostu czekała na mnie.

Pierwszy rok to była nauka - manewry na parkingu, pokonywanie zakrętów i kolein. Pojawiły się pierwsze lęki. Pod koniec pierwszego sezonu maksymalna prędkość 120 km/h okazała się... nazbyt ograniczająca.

- Brak mocy nie pozwalał bezpiecznie wyprzedzać - tłumaczy Monika - Przesiadłam się na Suzuki Bandit 400 - cięższy, masywniejszy, szybszy i … stary. Nauczył mnie, że to nie wstyd zaliczyć "parkingówkę" albo hamowanie na skręconym kole. Oczywiście zakończone glebą. Ale miało to swoje plusy. Dzięki temu przełamałam strach do ciężaru motocykla. Po trzech latach zaczęłam rozglądać się za sześćsetką.

W 2010 roku dosiadła Suzuki Gladiusa, który towarzyszy jej do dzisiaj. W 2011 roku wraz z partnerem przejechała 6500 km, tym razem jednym motocyklem ze względów ekonomicznych.

- Trasa wiodła poprzez Niemcy, Austrię, Włochy, Albanię, Grecję, Turcję (Istambuł), Bułgarię, Rumunię, Węgry i Słowację - opowiada Monika. - Zaliczyliśmy oczywiście Polskę - od morza aż po góry. Marzę, żeby powtórzyć wyprawę z 2011 roku już na swoim motocyklu. Wszystkim kobietom, które chciałyby jeździć motocyklami, powiem krótko: Przestańcie marzyć, zacznijcie działać już dziś.

Wyścigi i akrobacje
Rekreacja, turystyka, owszem, ale dlaczego nie wyścigi sportowych motocykli? Monika Jaworska z Krakowa zaczynała od skuterów i motorowerów.

- Na samym początku tata zawoził mnie do przedszkola Simsonem, pozwalając czasami dodawać gaz manetką - opowiada początki dziś 32-letnia kobieta.

Gdy miała 8 lat, zaczęła jeździć tym właśnie Simsonem, teraz... kilkoma motocyklami: Ducati Panigale 1299, Suzuki DR-Z 400 supermoto, Hondą Hornet, Yamahą R6 i Yamahą WR 450.

- Wszystko zależy dokąd jadę, i w jakim celu. Oczywiście były również inne motocykle. Długo można by wymieniać - mówi z uśmiechem.

Oprócz pracy w farmacji weekendowo prowadzi szkolenia motocyklowe z doskonalenia techniki jazdy. Ścigać się zaczęła trochę z przypadku.

- Zobaczyłam informację o wyścigach w gazecie i chciałam spróbować. Jednak mama nie pozwoliła mi, więc temat wyścigów upadł.

Wtedy zainteresowała się stuntem [wyczyn kaskaderski na motocyklu lub popisowa jazda na jednym kole wraz z wykonywaniem różnych akrobacji - red].
- Chciałam kupić motocykl, na którym mogłabym ćwiczyć. Kierownik salonu skontaktował się z rodzicami i zaproponował, żeby zamiast kupować motocykl do stuntu, wziąć udział w Pucharze Hondy 125 - wspomina Monika.

Zdobyła III miejsce w klasyfikacji ogólnej po całym sezonie. Jak sama mówi, nie jest to bardzo urazowy sport, o wiele gorszy pod tym względem jest motocross. Jej idolem od wielu lat jest Valentino Rossi. A marzeniem - już spełnionym w tym roku - motocykl Ducati Panigale 1299, a niespełnionym start w wyścigach na wyspie Man.

Stunt motocyklowy hobbystycznie uprawia też Monika Koch, która na motocyklach jeździ już 9 lat.

- Wszystko zaczęło się od motocrossu, gdy miałam 16 lat i jeździłam na motocyklu Peugeot XP 6. - opowiada dziewczyna. - Przez trzy lata szlifowałam jazdę w towarzystwie znajomych crossowców, czerpiąc ogromną przyjemność z ekstremalnej jazdy po leśnych wertepach.

W połowie 2009 roku zaczęła stuntować, najpierw na Hondzie CR 125, potem była Honda CB 500 i Honda CBR 600 F4. - Monika biegle posługuje się markami i parametrami motocykli, jak wszystkie zresztą jeżdżące na nich panie.

- Teraz mam motocykl Kawasaki ZX 6 636 i Hondą CRF 50. Stunt bywa urazowym sportem, ale zależy to jednak od tego, jak trenujemy - mówi. - Dla mnie to tylko hobby. Nie mogę sobie pozwolić na miesiące gipsu, ponieważ pracuję jako tatuażystka.
Sport stunterski tanim nie jest, ale według Moniki jest najtańszym ze sportów motorowych. W porównaniu z ceną ubioru motocyklowego do jazdy codziennej czy innych sportów motocyklowych, w tej dyscyplinie jest o wiele mniejszy koszt.
- Nie trzeba kupować skórzanego kombinezonu, którego cena może sięgać paru tysięcy złotych - tłumaczy dziewczyna. - Do tego kask, zbroja i ochraniacze na kolana. Strój musi chronić, ale też nie może ograniczać swobodnych ruchów. Koszt przygotowania motocykla już może być taki sam jak koszt samego motocykla.

Monika ma już pewne osiągnięcia - najbardziej dumna jest z 11. miejsca w Mistrzostwach Irlandii, gdzie na 21 zawodników była jedyną kobietą. Z ewolucji najbardziej lubi tricki na baku i drifty. Determinacja i motywacja, a także praktyka jazdy są kluczem do nauczenia się tricków.

- Jak tylko się przełamie barierę psychiczną to nie jest aż tak trudno - przekonuje.

Warto zaznaczyć, że motocykle przygotowane do ewolucji stunterskich, nie mogą się poruszać drogami publicznymi. Nie posiadają np. oświetlenia i oprócz zmian wewnątrz, na zewnątrz mają między innymi montowaną klatkę, która nie tylko chroni silnik, ale również przydaje się przy pewnych ewolucjach.

Autorka jest posiadaczką Yamahy YZF-R6, 600 cm3 - motocykl sportowy

Kosztowna pasja
Wyścigi motocyklowe to kosztowny sport. Kupno motocykla oraz przygotowanie go do jazdy torowej to pierwszy wydatek. Dochodzą jeszcze ceny treningów i zakup opon motocyklowych. W sezonie potrzeba do 30 kompletów. Żeby zacząć przygodę z wyścigami trzeba pojechać na treningi organizowane na torze wyścigowym. W Polsce mamy tylko jeden tor w Poznaniu.

Ile kosztuje strój ?

  • kombinezon - 2-5 tys. zł
  • buty - 800-1,6 tys. zł
  • kask - 2-3,5 tys. zł
  • I np. rękawice motocyklowe - 700-900 zł

Sukcesy Moniki Jaworskiej:

  • Wicemistrzyni Kobiet Włoch i Europy,
  • II Wicemistrz Polski 2013 klasa supersport,
  • Mistrzyni Włoch Puchar Kobiet 2011,
  • Mistrzyni Honda Gymkhana klasa kobiet

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

O
ON
WY to do łechtaczki... my te motocykle nazywamy jajogniotami
O
ONA
Fałka jest idealna dla łechtaczki... szczerze polecam :)
a
ale
trudno dobrać motór do łechtaczki.
Najlepsze są dudniąco-dymające Harleye.
Niestety, nie zapewniają odpowiedniego ułożenia ciała.
Dodaj ogłoszenie