Mury i getta powstają w naszych głowach

    Mury i getta powstają w naszych głowach

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Głos Wielkopolski

    Z dr. Jakubem Isańskim, o zamkniętych osiedlach, rozmawia Filip Springer
    Okiem socjologa przyjrzał się Pan obszarom zamkniętym na terenie Poznania. Nasze miasto zaczyna mieć problem z osiedlami zamkniętymi?
    To zależy, co rozumiemy pod pojęciem osiedla zamkniętego. Trudno szukać w Poznaniu osiedli południowoamerykańskich, o takiej formie zamknięcia, jaką widać w meksykańskim filmie Rodrigo Pla "Zona". Nie mamy drutów kolczastych, uzbrojonych wartowników, psów, detektorów ruchu i pościgów za ludźmi przekraczającymi mur.
    A przynajmniej nie mamy tego wszystkiego jednocześnie. Coraz częściej jednak możemy obserwować różne formy izolacji i zamknięcia, zwłaszcza na terenie nowo powstających kompleksów mieszkalnych, albo nawet pojedynczych bloków - budowanych z ogrodzonym parkingiem, kilkoma ławkami i placem zabaw dla dzieci.

    Amerykańscy badacze Blakely i Snyder w swojej pracy "Fortress America: Gated Communities in United States" dzielą osiedla zamknięte na trzy grupy. Osiedla bezpieczeństwa, osiedla prestiżu i osiedla stylu życia. Czym są polskie osiedla zamknięte?
    Według tego podziału polskie osiedla zamknięte plasują się gdzieś między osiedlami bezpieczeństwa a osiedlami prestiżu. Z tym że o wiele częściej mieszkający w nich ludzie mówią o potrzebie bezpieczeństwa. Tyle że bezpieczeństwo utożsamia się tu z prywatnością - brakiem możliwości wkroczenia niepożądanych osób, albo wręcz przed ich "gapieniem się" na nasz ogródek.

    Czy rzeczywiście jest tam bezpieczniej? Warszawa, jedna z najbezpieczniejszych stolic Unii Europejskiej ma 400 osiedli zamkniętych, w Berlinie są tylko dwa.
    Po pierwsze liczne badania wykazały, że te zagrożenia są przez mieszkańców osiedli zamkniętych wyolbrzymiane i nie znajdują potwierdzenia na przykład w policyjnych statystykach. Teoretycznie jednak oczywiście osiedle za płotem jest bezpieczniejsze niż to bez płotu. Nawet idąc tam w odwiedziny do kogoś trzeba pokonać kilka przeszkód.
    Część badaczy uważa jednak, że osiedla mogą kusić przestępców. Mieszkają tam przecież osoby majętne, które jeżdżą dobrymi samochodami, a w mieszkaniach mają zgromadzone liczne dobra. W ten sposób może powstawać samospełniające się proroctwo - zamykamy się w osiedlach, by było bezpieczniej, a przez to zagrożenie wzrasta.

    Tak to będzie teraz wyglądać? Bogaci zamkną się za murami i płotami, a biedni zostaną na zewnątrz?
    Nie, to uproszczenie. Mury i płoty to konsekwencja wielu przemian zachodzących dziś w społeczeństwie. Chcemy mieć coraz większy wpływ na nasze otoczenie, na to, co jest dookoła nas. A spełnieniem tych potrzeb jest właśnie takie podzielenie przestrzeni, dzięki któremu poszczególne jej części są zajmowane przez określone grupy.
    Ale przecież biedni też zaczynają się izolować. Są dzielnice, po których mogą chodzić tylko ich mieszkańcy, zwłaszcza po zmroku osoba z zewnątrz nie ma tam wstępu. Niezależnie jednak od tego, kto się izoluje - biedni czy bogaci, skutki tego dotykają obydwie strony.

    Marek Szczepański i Weronika Ślęzak Tazbir w "Gettoizacji polskiej przestrzeni miejskiej" piszą, że "getto to każdy obszar w przestrzeni miejskiej, który jest homogeniczny i odrębny od otoczenia". W tym kontekście osiedla zamknięte to getta. Z kolei Louis Wirth mówi, że "Życie w gettcie to swoisty stan umysłu" - jakie mentalne i kulturowe skutki niosą za sobą osiedla zamknięte?
    To jest złożony i jeszcze nie do końca zbadany problem. Ale jeśli uznamy, że osiedla realizują naszą potrzebę do panowania nad otaczającą nas przestrzenią, to stąd już blisko do takiego myślenia, w którym będziemy też chcieli panować nad zachowaniami naszych sąsiadów. Ludzie zaczynają sobie rościć prawa do określania zachowań innych. Ci inni są zresztą zbędni, zaczynają przeszkadzać. To wyklucza wspólnotę. Oczywiście pozostaje pytanie, czy na zewnątrz te wspólnoty kwitną, często i mylnie bowiem zakłada się, że poza osiedlami zamkniętymi kwitnie sąsiedzkie życie. Osiedla zamknięte nie są jednak miejscami, gdzie rzeczywistość społeczna jest przeciwieństwem tej poza murami - należałoby raczej mówić o nasilaniu pewnych procesów, szczególnie w dłuższej perspektywie czasu.

    Jaki jest więc bilans? Mieszkańcom osiedli zamkniętych wychodzi on dodatni czy ujemny?
    W krótszej perspektywie oczywiście dodatni. Poprawiają im się warunki mieszkaniowe, infrastruktura, dookoła jest spokojnie, zielono. Pytanie, co wydarzy się w perspektywie pokolenia lub dwóch. Dla dzieci tych, którzy tam mieszkają, osiedle będzie jedynym znanym stanem społeczeństwa, w którym dostęp do przestrzeni odpowiedniej jakości będzie zależał od stanu posiadania. Do tej pory ten dostęp ograniczał się do domowego zacisza. Każdy mieszkał w takim domu, na jaki było go stać. Dziś ta zasada rozszerza się na przestrzeń, która do niedawna była publiczna.

    Co zostaje na zewnątrz?
    Zaciekawienie i zainteresowanie. Na początku. Ale z czasem może nasilać się poczucie upośledzenia, zazdrość i frustracja. Jest przecież tak, że osiedla nie powstają w przestrzeni dodanej. Ona tam zawsze była, ale nagle dostęp do niej został ograniczony. Żeby dojść do przystanku tramwajowego, mieszkańcy okolicy muszą teraz takie osiedle obejść. Dzieci nie bawią się już w tej samej piaskownicy, te za płotem mają ładniejszy plac zabaw.

    Osiedla zamknięte wydają się być rezygnacją z idei dobra wspólnego na rzecz takiego dobra, które każdy może sobie kupić, jeśli tylko go na nie stać. A przecież idea dobra wspólnego to podstawa społeczeństwa obywatelskiego. Jak rozwój takich osiedli może wpływać na postawy obywatelskie?
    Każda forma całkowitej izolacji w społeczeństwie jest bardzo niepożądana i, w konsekwencji, groźna. Ale nie jest też tak, że społeczeństwo obywatelskie to jakiś homogeniczny twór. W nim też są konflikty i tarcia. Osiedla zamknięte są konsekwencją, skutkiem tych konfliktów - wzrostu społecznej agresji czy coraz większego zróżnicowania majątkowego. Dlatego trudno powiedzieć, że im więcej osiedli zamkniętych, tym mniej społeczeństwa obywatelskiego. Musimy sobie uzmysłowić, że osiedla są konsekwencją całego szeregu przemian. Konsekwencją groźną, bo rodzącą dalsze problemy. Jeśli jednak nie poradzimy sobie z przyczynami ich powstawania, walka z samymi osiedlami będzie walką z wiatrakami.

    Dr Jakub Isański, adiunkt w Instytucie Socjologii UAM w Poznaniu, zajmuje się komunikowaniem międzykulturowym, mobilnością społeczną oraz przemianami społecznymi w mieście.


    Czytaj treści premium w Głosie Wielkopolskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo