Musimy sobie zaufać

rozmawia Agaton KozińskiZaktualizowano 
Marcin Obara
Z prof. Andrzejem Rychardem z Polskiej Akademii Nauk, jednym z panelistów debaty "Polska 2020 - dwa scenariusze" z cyklu "Forum Polska", rozmawia Agaton Koziński

Podczas naszej debaty mówił Pan, że słabość instytucji w Polsce to jedna z najpoważniejszych blokad w rozwoju kraju. Czemu są one tak ważne?
Prof. Stefan Nowak już w czasach PRL-u zdiagnozował zjawisko próżni społecznej. Oznacza ono, że Polacy mają ze sobą związek tylko na płaszczyźnie rodziny i narodu - środek między tymi dwoma terminami jest pusty. O ile w czasach komunizmu to było zrozumiałe, bo instytucje, które powinny je wypełniać, Polacy postrzegali jako sobie obce, to fakt, że nadal mamy do czynienia z tym zjawiskiem, jest niekorzystny dla nas.

To groźne zjawisko?
Jesteśmy społeczeństwem zaradnym, więc dajemy sobie radę. W ciągu ostatnich 20 lat osiągnęliśmy bardzo dużo. Ale nasz wynik tworzy raczej suma pracy jednostek, a nie wspólny wysiłek wszystkich. Oczywiście, nikt z nas nie jest samotną wyspą. Funkcjonujemy w ramach mikroukładów istniejących w poszczególnych środowiskach, społecznościach lokalnych. To są więzi szersze niż rodzina - choć nie sięgają więzi instytucjonalnych, takich jak na przykład organizacje pozarządowe w krajach anglosaskich.

Mówi Pan, że osiągnęliśmy dużo. Czy osiągnęlibyśmy więcej, gdyby więzi międzyludzkie w Polsce były silniejsze?
Nie da się na to patrzeć w kategoriach zerojedynkowych. Paradoks polega na tym, że w skali europejskiej Polska miała w ostatnich latach jeden z największych wzrostów gospodarczych, a jednocześnie jeden z najniższych współczynników zaufania do innych ludzi. Ta niespójność to właśnie konsekwencja próżni społecznej. Powoli ją zapełniamy. Pojawiają się różnego rodzaju inicjatywy, coraz częściej widać zalążki społeczeństwa obywatelskiego. Polacy chętnie angażują się w fora dyskusyjne i portale społecznościowe w internecie. Widać więc, że jakieś formy współpracy istnieją. Pojawia się coraz więcej wysp zaufania, na przykład biznesmeni ufają sobie bardziej niż przeciętni Polacy. Natomiast słabe więzi społeczne istnieją wśród polityków.

Mówi Pan, że Polacy nie umieją współpracować. A tymczasem członkowie związków zawodowych zdają się być zgranym kolektywem - i skutecznie sabotują działania rządu Tuska.
Związki powielają wzór wyuczonej kolektywności, o której pamięć sięga jeszcze czasów pierwszej Solidarności. Trudno oceniać, czy to dobre czy złe. Na pewno jednak to cecha charakterystyczna Polaków - jedna z nielicznych zbiorowych aktywności, jakich nasze społeczeństwo się nauczyło. Zkolei władza nauczyła się, że na protesty związkowców trzeba reagować. Dlatego zarzucanie Tuskowi tchórzostwa, jakim miało być przeniesienie obchodów rocznicy 4 czerwca z Gdańska do Krakowa, jest niesprawiedliwe. On wykazał się dużą odwagą. Zgodnie z obowiązującym u nas rytuałem ta impreza powinna zostać w Gdańsku. On tymczasem postawił działaczy związkowych w konfrontacji z mieszkańcami miasta. 80 proc. gdańszczan krytykuje działania związków - teraz one będą musieli im wytłumaczyć, czemu tak ważna impreza nie odbędzie się u nich.

Co w Polsce musi się zmienić, by takie konflikty jak wokół 4 czerwca rozwiązywać za pomocą kompromisu, bez stawiania sprawy na ostrzu noża?
Umiejętność znajdowania kompromisu jest mocno wbudowana w polskie życie społeczne. Musimy pamiętać, że zdolność jego znajdowania leżała u podstaw stosunkowo spokojnego przebiegu transformacji w naszym kraju. Przecież warunki wtedy były dramatyczne - a mimo to protestów było bardzo niewiele. Do tej spuścizny będziemy nawiązywać coraz częściej. Takie konflikty jak teraz pomiędzy premierem i związkowcami są starej daty i będą coraz rzadsze.
A konflikty na szczytach władzy?
Rzeczywiście, to stały element gry u nas. Byłbym jednak ostrożny w stwierdzeniach, że są one zagrożeniem. Przecież one dzieją się w ramach dyskursu publicznego, nikt nie przekracza ram demokracji.

Owszem, w ramach demokracji. Ale w tych samych ramach w ostatnich 20 latach rzadko który Sejm przetrwał całą kadencję.
To problem. Ale nie budowałbym katastroficznego obrazu. To przykład kłopotów z działaniem instytucjonalnym. Nie działają u nas pewne schematy, rutyny zachowań w sytuacjach kryzysowych. Nasza polityka jest mocno spersonalizowana. Wielką nadzieję pokładam w obecnych wyborach do europarlamentu. One mogą być początkiem treningu działań instytucjonalnych. Gdyby do PE poszło wielu młodych ludzi, to pewnie część z nich wróci do nas za pięć lat. I oni przyniosą ze sobą wiedzę o sposobach funkcjonowania zachodnich instytucji - w ten sposób wniosą nową jakość do polskiej polityki. Dzięki nim przestaniemy co chwila powoływać komisję do różnych spraw nadzwyczajnych, natomiast stworzymy instytucje, które będą działać samoczynnie. A my zaczniemy ufać, że te instytucje będą w stanie coś załatwić. Instytucje nie zabiorą nam wolności. Poświęcimy jej kawałek po to, by móc bezpiecznie mijać w ruchu drogowym w kraju.

Wally Olins, który miał promować Polskę za granicą, uznał, że najtrafniej definiuje nas zwrot "twórcze napięcie". Oznaczało to, że my zawsze jesteśmy skonfliktowani ze sobą - ale te tarcia są motorem postępu. Czy zinstytucjonalizowanie Polski nie zabije tego napięcia?
Owszem, konfliktów u nas dużo - ale wojny domowe z tego powodu nie wybuchają. A umiejętność radzenia sobie z takimi napięciami to już instytucja. Poza tym my tak naprawdę jesteśmy społeczeństwem umiarkowanym, nie doprowadzamy spraw do sytuacji skrajnych. Umiejętność zdrowego traktowania konfliktów jako niezbywalnej części rzeczywistości jest ważna.

Jak ją osiągnąć?
Potrzeba wypracować mechanizmy, które pomogą rozładowywać spory. Do tej pory zwykło się u nas mówić, że każdy konflikt jest zły, i że musimy dążyć do zgody. Hasło "porozumienia narodowego" pojawia się regularnie przy okazji kampanii wyborczych. Ale nie o to chodzi. Polacy mają atawistyczny lęk przed konfliktem. Nie może jednak być tak, że każde napięcie prowadzi do kryzysu.

Jak budować polskie instytucje: od dołu czy od góry?
Nie da się tak tego rozstrzygnąć - to tak, jakbyśmy chcieli zdecydować, którą nogę lepiej myć, prawą czy lewą. Oba procesy muszą przebiegać jednocześnie.

Z której strony łatwiej będzie je budować?
Ludzie w dużej mierze uczestniczą w życiu publicznym za pomocą mediów. Jeśliby się udało nam odnieść jakiś sukces w Unii Europejskiej i pokazać go ludziom, to mogłoby to odegrać rolę inspirującą. Ale nie chodzi tutaj o jakieś działania typu trzaskanie szabelką, tylko o działania instytucjonalne jak Partnerstwo Wschodnie, które przepychamy przez UE, współpracując ze Szwedami. Gdy ono się powiedzie, to ten przykład przebije się do świadomości ludzkiej - i będzie działał jako wzór. Pokaże, że działanie wspólne popłaca.

Minister Boni niedługo ogłosi strategię dla Polski do 2030 r. Tymczasem już teraz ma mnóstwo problemów, by przeforsować jeden z jej elementów: sześciolatki w podstawówkach. Jak więc powinien działać, by ta strategia przeszła?
Nic lepiej nie przekonuje jak pokazanie konsekwencji jakichś działań. To także jedna z przyczyn blokujących rozwój Polski: nie widzimy konsekwencji własnych poczynań.

To problem z komunikacją rządu z Polakami?
Ludzie po prostu nie dostrzegają przełożenia między swoimi działaniami a efektem ogólnym. To m.in. dlatego zawsze jest u nas tak niska frekwencja wyborcza. Nasi politycy często alienują się od społeczeństwa - tymczasem powinien istnieć związek między ich działaniem a życiem w kraju. I ten związek należy podkreślać. Do tego jednak potrzebna jest poprawa ładu instytucjonalnego - by ludzie widzieli, że wielka polityka, która rozgrywa się w Sejmie i kancelarii premiera, ma realny związek z ich życiem.

George Friedman, amerykański politolog, historyk i futurolog, założyciel instytutu Stratfor Global Intelligence, autor międzynarodowych bestsellerów “The Next Hundred Years" (Następne 100 lat. Prognozy na XXI wiek) i "The Future of War" (Przyszłość wojny)

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Materiał oryginalny: Musimy sobie zaufać - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3