Na Cytadeli trwały walki, a życie wracało już do ruin [ZDJĘCIA]

Zbyszek Snusz
Na Cytadeli trwały walki, a życie wracało już do ruin
Na Cytadeli trwały walki, a życie wracało już do ruin archiwum MZK/Grzegorzdembinski
Udostępnij:
Piotr Zaremba, pierwszy prezydent powojennego Szczecina był zachwycony poznaniakami, którzy w ogniu walk przywracali życie miastu. 17 lutego 1945 roku na Cytadeli trwały walki, a życie wracało już do ruin.

W drugiej dekadzie lutego 1945 roku poznaniacy wiedzieli już, że Niemcy w stolicy Wielkopolski nie będą bronić się długo. Gdy w śródmieściu i wokół Cytadeli, gdzie znajdował się ostatni punkt oporu kilkudziesięciotysięcznej załogi Festung Posen, słychać było jeszcze odgłosy wybuchów i strzałów, w innych częściach miasta intonowano polski hymn. Poznań powoli budził się do życia.

"Z braku oświetlenia mogliśmy pracować jedynie przez kilka godzin dziennie. Napary podgrzewaliśmy nad płomykami świeczek" - tak tamte chwile zapamiętał Michał Linkowski, który otworzył aptekę przy parku Wilsona. Nie było łatwo. Nie działały fabryki, więc farmaceuci musieli sami wytwarzać preparaty, które normalnie można byłoby kupić już gotowe. Sytuacja zmusiła ich również do skonstruowania prowizorycznego aparatu, w którym destylowali wodę potrzebną m.in. do przyrządzania kropli do oczu.

W tych dniach każdy pomagał, jak mógł.

"Już w drugiej połowie lutego przez sterczące znad wody kratownice mostu Chwaliszewskiego przerzucono prowizoryczną drewnianą kładkę dla pieszych. (...) Budowniczy Trawczyński przystąpił do budowy prowizorium mostowego w osi ulicy Woźnej oraz do naprawy mostu nad Cybiną przy Katedrze" - wspominał urbanista Piotr Zaremba, który całą okupację spędził w Poznaniu, a później został pierwszym polskim prezydentem Szczecina.

Kolejne dni przynosiły kolejne otwarcia. Uruchamiano kuchnie, szpitale, urzędy pocztowe, ze stolicy Wielkopolski wyjeżdżały pociągi, a w Urzędzie Stanu Cywilnego zawierano pierwsze związki małżeńskie. Pelagia Drzymałówna wyszła za mąż za Tadeusza Trykota, a Kazimierz Nadobnik pojął za żonę Anatolię Antropow. Świadkami obu par byli prezydent miasta Feliks Maciejewski i jego zastępca.

Według Piotra Zaremby: "start miasta do nowego życia odbywał się w marcu 1945 roku w nastroju podniosłym i radosnym. Posadzone drzewa, a nieco później i kwiaty, były entuzjastycznie przyjmowane przez mieszkańców, tak jak każdy nowy fragment wspólnymi siłami wyremontowanego chodnika lub nowo otwarty sklep. A co dopiero mówić o pierwszej powojennej restauracji, otwartej w dniu 18 marca przy ulicy Św. Marcin 13, w której, jak to donosił - "Głos Wielkopolski" - "w odświętnie wyłożonej karcie potraw widniała kawa, buliony i zupy".

Powody do radości mogli mieć też kinomaniacy. Dwa dni wcześniej przy ulicy Dąbrowskiego otwarto "Jedność" - pierwsze w mieście stałe kino (w latach 50. zmieniło nazwę na "Rialto").

Cieszyli się wszyscy. Józef Szafrański, który skrupulatnie notował wszystkie ważne dla Poznania wydarzenia, w swoim notatniku zapisał:

"(...) 4 marca - ruszył pierwszy tramwaj od ulicy Palacza do parku Wilsona na długości 2,5 km. 16 marca - ruszyły wodociągi przy Grobli." Życie wracało do ruin.

Straciliśmy bezpowrotnie
W 1945 roku stało się jasne, że Poznań stracił bezpowrotnie wiele z wartościowych budowli. Co więcej nie myślano nawet o ich odbudowie.

Przykładem jest choćby Wieża Górnośląska, dzieło wybitnego architekta Poelziga, którą później zastąpiła targowa Iglica. Inny przykład to ewangelicki kościół przy ulicy Półwiejskiej zwany przez poznaniaków "portkami'' ze względu na kształt wieży. Z rynku w późniejszych latach zniknął niemiecki ratusz, czyli budowla, którą Niemcy postawili w miejscu Wagi. Niemal nic nie zostało też po hangarze Zeppelina przy ulicy Serbskiej. Zniknęły kamienice Pfitznera i Czepczyńskiego przy Starym Rynku. W zamian mamy tam dziś "słynne" BWA. Można tak wymieniać bez końca. Straty były ogromne.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

R
Roman Świątek
Urodziłem się już po wojnie w 1947 roku na Winiarach, ale opowieści Rodziców i ich przyjaciół towarzyszyły mi przez wiele lat. Pamiętam doskonale opowieści Ojca, który jako milicjant obywatelski / to było nic komunistycznego/ chronił ludność wsi Suchylas przed polskimi i radzieckimi "bandziorami". Długo to nie trwało bo było trudno utrzymać ich w ryzach. W pamięci mam smutne wspomnienia o poległych Rosjanach, którzy często nie wracali do bazy w Suchymlesie, po atakach w fosach cytadeli. Martwi mnie to, że dzisiaj nie odnosimy się z szacunkiem do tej armii, która faktycznie wyzwalała Poznań, a żołnierzami wyklętymi określa się często osoby poległe w "walce"/-czyt. napadach rabunkowych/ z uchodzącymi z cytadeli Niemcami.
R
Roman Świątek
Urodziłem się już po wojnie w 1947 roku na Winiarach, ale opowieści Rodziców i ich przyjaciół towarzyszyły mi przez wiele lat. Pamiętam doskonale opowieści Ojca, który jako milicjant obywatelski / to było nic komunistycznego/ chronił ludność wsi Suchylas przed polskimi i radzieckimi "bandziorami". Długo to nie trwało bo było trudno utrzymać ich w ryzach. W pamięci mam smutne wspomnienia o poległych Rosjanach, którzy często nie wracali do bazy w Suchymlesie, po atakach w fosach cytadeli. Martwi mnie to, że dzisiaj nie odnosimy się z szacunkiem do tej armii, która faktycznie wyzwalała Poznań, a żołnierzami wyklętymi określa się często osoby poległe w "walce"/-czyt. napadach rabunkowych/ z uchodzącymi z cytadeli Niemcami.
Dodaj ogłoszenie