Na pielgrzymkę idzie się raz, potem drugi i trzeci, i znów…

Anna Kot, Karolina Koziolek
Grzegorz Majka w tym roku idzie z pielgrzymką 22 raz...
Grzegorz Majka w tym roku idzie z pielgrzymką 22 raz... Grzegorz Majka
Zazwyczaj ludzie decydują się wyruszyć na pielgrzymkę przyparci potrzebami dnia codziennego - poprzez modlitwę w drodze i już u jej celu chcą wyprosić dla siebie łaski. Są tacy, którzy od kilkudziesięciu lat rok w rok tak wędrują przez 10 dni. Ale przecież są i tacy, jak 12-letnia Oliwia i 10-letnia Gabriela, które jutro o 8.00 pójdą na trasę Poznańskiej Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę pierwszy raz.

Grzegorz Majka na pielgrzymki zaczął chodzić w podstawówce. Pierwszy raz zabrali go pątnicy, którzy co roku nocowali w jego rodzinnym domu w Ostrowie Wielkopolskim. Zdążyli się zaprzyjaźnić. Od tamtej pory Grzegorz 21 razy pielgrzymował do Częstochowy. W drodze poznał swoją późniejszą żonę.

PRZECZYTAJ TEŻ:
ALKOHOL, TRAWA i SEKS - CZYLI ŚWIAT NASTOLATKA W SIECI

- Nie przesadzam, na trasie wytwarza się niezwykła atmosfera, nieprawdopodobne emocje. Mówią o tym także ci, którzy niewiele mają wspólnego z Kościołem i wiarą, a na pielgrzymkę wybrali się, żeby jakoś spędzić wakacje - uważa Grzegorz Majka, który pielgrzymuje z grupą "2". - Znam takich, co szli "wakacyjnie" i dopiero podczas pielgrzymki odnajdywali zagubioną drogę. To prawdziwe rekolekcje, tyle że w drodze - czy się tego chce, czy nie.

Rekolekcje w drodze to najczęstsze określenie pielgrzymki, jakie pada z ust pątników.
- Bo to są kilometry rozmowy. O wszystkim - o problemach z wiarą, problemach w rodzinie, o złamanym sercu - potwierdza ks. Rafał Pleszewa, ojciec duchowy Poznańskiej Pieszej Pielgrzymki. Jego funkcja została ustanowiona pierwszy raz w ubiegłym roku. - Ludzie wyjęci z typowych dla siebie sytuacji są bardziej otwarci, wytwarza się klimat sprzyjający rozmowie i oni rzeczywiście chcą rozmawiać - uważa.

- Mój debiut na pielgrzymce był mocno spóźniony, miałam już 15 lat, kiedy wyruszyłam pierwszy raz z Poznania do Częstochowy z grupą starszych kolegów z duszpasterstwa z mojej parafii. Były to lata 90. - wspomina Marta Glura, wykładowca matematyki na Uniwersytecie Medycznym w Poznaniu.

- Stanowiliśmy zgraną grupę towarzyską i właśnie ta koleżeńska zażyłość stanowiła dla mnie impuls do wyruszenia na pielgrzymkę. Szybko jednak zrodziły się we mnie przeżycia duchowe. Ale ta atmosfera religijna musiała się pojawić, bo pielgrzymka to przecież 10 dni nie tylko wakacyjnego wędrowania, ale przede wszystkim intensywnego formowania duchowości - trzy różańce dziennie, msza św. czy godzinki. Szłam w słynnej grupie VII, którą prowadził legendarny ks. Karol Kubiak - jego charyzmat był tak wielki, że przyciągał tłumy, a bywały lata, że nasza grupa liczyła 400-500 osób. Dziś już nie chodzi na pielgrzymki, ale wychował kilka pokoleń następców - pielgrzymów świeckich i kapłanów, którzy ich prowadzą.

Brat Krzysztof Walendowski, misjonarz werbista z Chludowa szedł w poznańskiej pielgrzymce w grupie "8" z sześcioma gimnazjalnymi kolegami sześć razy w latach 2002-2008. Teraz wybiera się na szlak, by zamknąć czas przed czekającymi go ślubami wieczystymi.

- Oswoiłem się z ideą pielgrzymowania dzięki klerykom z poznańskiego seminarium, którzy nocowali w moim domu w Cielczy - wspomina brat Krzysztof. - I też dzięki nim zacząłem się zastanawiać, czy i ja nie powinienem wybrać zakonnej drogi życia. Zresztą w tej intencji już potem chodziłem na pielgrzymki do Częstochowy - aby rozpoznać swoje powołanie - dodaje werbista, który podkreśla niezwykłą modlitewną atmosferę podczas wędrówki, ale i spory wysiłek fizyczny.

Anna Kosecka, 25-latka z Damasławka w tym roku chce iść z Poznania po raz pierwszy. Dotąd 7 razy wędrowała z pątnikami z Torunia. - Podczas tamtych pielgrzymek szłam z osobami niepełnosprawnymi, czyli połowę trasy pokonywaliśmy pieszo, a połowę jechaliśmy samochodem - opowiada Ania, którą do swojej grupy zabiera brat Krzysztof. - Teraz chcę się sprawdzić, czy dam radę pokonać całą trasę na własnych nogach.

Wszyscy zgodnie podkreślają fakt nawiązywania relacji z nowymi ludźmi.
- Pielgrzymka to nie tylko przeżycia duchowe, to także nowi ludzie, poznani w drodze i przy drodze - wspomina Marta Glura. - Po kilku latach wędrowania zaprzyjaźniłam się z wieloma rodzinami, które nas przyjmowały na nocleg i dzieliły się z nami posiłkiem. Do dziś wymieniamy się życzeniami świątecznymi czy imieninowymi i opowiadamy, co u nas słychać.

- A po drodze poznajemy Polskę - dodaje brat Krzysztof. - Bardzo wyraźnie widać, kiedy opuszczamy zamożną Wielkopolskę, przechodzimy w rejony uboższe, a ludzie na każdym kilometrze drogi witają nas jednakowo serdecznie i hojnie dzielą się dosłownie wszystkim, co mają.

- Lubię atmosferę pielgrzymki, ten tłum ludzi, którzy czują i myślą podobnie jak ja, których z każdym kilometrem poznaję coraz bliżej i potem już latami się przyjaźnimy - cieszy się już Ania na myśl o wyruszeniu w drogę.
Największe emocje pojawiają się, gdy pielgrzymka zbliża się do Częstochowy.

- Zenitu sięgają w Kłobucku, bo to pierwsze miejsce, z którego widać wieże bazyliki jasnogórskiej. W naszej grupie jest zwyczaj, że kładziemy się wówczas krzyżem na drodze i modlimy się chwilę. A potem śpiewamy kościelny "wyciskacz łez", czyli piosenkę "Gdy klęczę przed Tobą" - opowiada Grzegorz Majka.

W tym roku po raz pierwszy całą trasę przejdą dwie jego córki: Oliwia i Gabriela. Dotychczas były z rodzicami na pielgrzymce tylko na 2-3 dni. A trzeba wiedzieć, że pielgrzymowanie to spory wysiłek. Trzeba przemierzyć 300 km bez względu na pogodę - nie zważając na upał czy deszcz, ruchliwą czy polną drogą.

Wszyscy uczestnicy pielgrzymek mówią zgodnie, że w pątnickiej codzienności przez lata wiele się zmieniło.
- Jest sporo ułatwień. Kiedyś wszystko trzeba było zabierać ze sobą z domu. Teraz obwoźny sklepik zaopatruje nas w wodę i prowiant - wyjaśnia ks. Konrad Jędrzejczak, który na pielgrzymkę chodzi o 1985 r., a do 2011 r. był jej kapelanem. - Kiedy zaczynałem, mieliśmy do dyspozycji trampki i sandały.

Dziś jest wygoda: buty trekingowe, specjalistyczna odzież, plecaki. Mimo to dwadzieścia lat temu było nas cztery razy więcej. Gdy zaczynałem pielgrzymować, z Poznania wychodziło 9 tys. osób.

Jako powody zmniejszającej się liczby pątników duchowny wymienia zmianę sytuacji politycznej w kraju, kiedyś szło się na pielgrzymkę, by zamanifestować sprzeciw wobec peerelowskiej rzeczywistości.

- Powody są też bardziej prozaiczne. Obecnie trudniej ludziom wziąć urlop. Słyszę to od wielu osób - dodaje ks. Jędrzejczak.
Z kolei Marta Glura zauważa jeszcze jeden aspekt. - W drugiej dekadzie XXI wieku mamy znacznie większą ofertę religijnego spędzania czasu - tłumaczy. - Za moich nastoletnich lat były tylko dwie - oaza i pielgrzymka, a teraz jest mnóstwo, spotkań, np. Lednica, świąt - jak choćby Misyjne Święto Młodych w Chludowie czy rekolekcji i konferencji, które proponuje wiele klasztorów czy domów zakonnych. Po prostu nie da się być wszędzie.

- Kiedyś w jednej grupie było nas 700 osób - opowiada Grzegorz Majka. - Dużo trudniej było wtedy znaleźć miejsce do spania. Zwyczaj był taki, że najpierw szukało się miejsc dla dziewczyn, a kiedy one były rozlokowane, dopiero wówczas noclegu mogli szukać mężczyźni. Czasem nie znajdowaliśmy nic i spaliśmy w jakichś przytulnych rowach - śmieje się pielgrzym.

Nie zmieniła się natomiast idea pielgrzymowania - jedni idą prosić, inni dziękować . Wciąż więcej jest tych, którzy proszą niż tych dziękujących. - Intencji jest tyle, ilu ludzi. Pielgrzymi proszą o zdrowie, o rozwiązanie problemów. A zwykle jest tak, że jeśli ktoś wyprosił dla siebie łaski, idzie prosić o kolejne - uważa ks. Tomasz Kulka, kapelan pielgrzymki.

Pielgrzymka to także wyzwanie logistyczne. Generalnie dzieli się na grupy, które mają nieco inne trasy, nocują w innych miejscowościach. Każda z grup organizuje się sama. Ma swój samochód bagażowy oraz tzw. samochód towarzyszący na wypadek, gdyby ktoś zasłabł, gdyby trzeba było odwieźć kogoś na dworzec, bo postanowił wrócić do domu. Bo i takie przypadki czasem się zdarzają. Oprócz tego, każda grupa ma swojego księdza przewodnika, który głosi konferencje i jest najwyżej w pielgrzymkowej hierarchii, pomagają mu klerycy lub inni księża, jeśli są. Następni w hierarchii są porządkowi, którzy odpowiadają za porządek na postojach, pilnują, by grupa szła w sposób w miarę zwarty. Oni też wyznaczają tzw. tubowych, czyli niosących tubę oraz krzyż i tablicę z oznakowaniem grupy.

Na pielgrzymce można spotkać cały przekrój społeczeństwa. Idzie sporo młodzieży. Jest wielu kapłanów, którzy poprzez pielgrzymkę chcą podziękować za jubileusz święceń. Jest też wiele osób, które po prostu chcą się sprawdzić w drodze.
- Nie powiedziałbym, że pielgrzymi to jakiś szczególny typ ludzi. Mamy tu cały przekrój zawodów i grup społecznych. Sporą grupę stanowi młodzież, to wakacje, więc mają czas - mówi ks. Tomasz Kulka.

Tak samo Grzegorz Majka uważa, że każdy się tu odnajdzie. Nie trzeba mieć szczególnych cech, nie trzeba mieć nawet wierzących znajomych, którzy też chcieliby iść na pielgrzymkę. Można iść samemu.

- Wspólnota, która się wytwarza, przygarnie i zaakceptuje każdego. Przez wiele lat chodził z nami ksiądz z Niemiec, specjalnie po to przyjeżdżał do Polski. Kiedyś szedł z nami z kolei ks. Justin z RPA. Nikt nigdy nie czuł się u nas samotny - mówi.
- Najbardziej męcząca była dla mnie trzecia pielgrzymka - opowiada br. Krzysztof. - Po 3-4 dniach byłem tak wyczerpany, że gotowy byłem dzwonić do domu, by mnie rodzice zabrali z drogi. Na szczęście ktoś mi wytłumaczył, że to normalny kryzys pielgrzymkowy i zostałem do końca.

- Bo pielgrzymki bywają różne. Bywają lata, że zupełnie nic nie boli i takie, że ma się masę odcisków, a nogi potwornie bolą. Dziennie przechodzi się ok. 30 km, ale to tylko średnia. Bywa, że jednego dnia przechodzi się nawet 40 km, następnego dnia z kolei 16 - mówi ks. Konrad Jędrzejczak.

A i tak pielgrzymowanie wciąga. Ludzie idą raz, potem, drugi i trzeci… i znów.
- Od trzech lat nie byłam na pielgrzymce i brakuje mi tej radosnej, religijnej atmosfery, wyzwań, którym muszę podołać i czekających na mnie nieznanych ludzi - tłumaczy Ania.

- Chodziłam do Częstochowy 10 lat i choć w tym czasie zmieniała się moja sytuacja życiowa - dojrzewałam, kochałam, wyszłam za mąż - mój stosunek do pielgrzymki pozostał taki sam - Marta Glura nie ma wątpliwości, że pielgrzymowanie wciąga. - Gdy zbliżał się lipiec, było wiadomo, że razem z mężem pakujemy plecaki i wyruszamy.

WIDZIAŁEŚ COŚ CIEKAWEGO? ZNASZ INTERESUJĄCĄ HISTORIĘ? MASZ ORYGINALNE ZDJĘCIA?
NAPISZ DO NAS NA ADRES WYDAWCA@GLOS.COM!

Możesz wiedzieć więcej! Kliknij i zarejestruj się: www.gloswielkopolski.pl/piano

FLESZ: Polacy żyją krócej. Co nas zabija?

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3