Na straganie w dzień targowy, takie słyszy się rozmowy...

Marta Danielewicz, współpraca: Marcin Karabasz, Joanna Labuda
Osiedlowe warzywniaki można policzyć na palcach. Są jednak i takie miejsca, które przetrwały próbę czasu Paweł F. Matysiak
Kiedyś w każdym domu o tej porze roku kisiło się ogórki, przygotowywało dżemy, kompoty i powidła. Owoce i warzywa pochodziły z zaprzyjaźnionych gospodarstw, targowisk lub działek. Dziś na działkach rośnie trawa. To kto i gdzie kupuje? Słodkie maliny, krwiste czereśnie, kwaśny agrest, słodkie nektarynki, czerwoniutkie truskaweczki. Niestety, wszystko co dobre szybko się kończy, a letnie owoce mają to do siebie, że zawsze mam na nie ochotę, gdy stragany świecą pustkami, a za oknem deszcz, śnieg, zimno, zawierucha i grzmi.

Nauczona więc doświadczeniem jesiennych depresji postanowiłam w tym roku, po raz pierwszy, lato zamknąć w słoiku. Zrobić przetwory, pomrozić, pougniatać w te słoiki, popiec placki, raczyć letnimi deserami znajomych. Za dzieciaka owoce zerwałabym w sadzie u dziadka, truskawki i porzeczki nazbierałabym u mamy. Dziś sad to kolejna działka budowlana, a zamiast porzeczek rośnie trawa.

Wybrałam się więc w miejsca, gdzie owoców i warzyw świeżych z ogrodów, sadów, od plantatorów będę miała bez liku. W dobie cyfryzacji - najpierw reaserch w internecie: gdzie najlepszy warzywniak, gdzie najtaniej, ale też dobrze, który z tradycjami. „Po co warzywniak, skoro są rynki: Jeżycki, Wildecki, Łazarski?” - pytają  internetowi poznaniacy. Jestem jednak ciekawa, czy warzywniaki wciąż funkcjonują?

Za dzieciaka w osiedlowym warzywniaku zawsze dostawałam jabłka, gruszki, nawet arbuzy były. No, ale ten obok mojego domu już nie istnieje. A jak miewają się inne? Czy je także pożarły marketowe molochy? A może straganiarze nie mają skąd brać owoców, skoro zamiast sadów powstają bloki, a zamiast ogrodów i szklarni pola golfowe?

 

Zamiast owoców - menelstwo

Paweł Świergiel sprzedaje owoce i warzywa w tym samym miejscu od trzydziestu lat. Rynek Jeżycki to, zwłaszcza latem, jego drugi dom. To do niego kieruję swoje pierwsze kroki w poszukiwaniu owocowych inspiracji.

- Moja praca trwa 24 godziny. Sprzedajemy od samego rana do 20. Potem jadę na giełdę po nową dostawę. Codziennie sprzedajmy świeże produkty, ale mówiąc szczerze rzuciłbym tę robotę. Stragan odziedziczyłem po rodzicach. Gdybym mógł się przebranżowić, to robiłbym co innego, ale jestem za stary, choruję - mówi Paweł Świergiel.

Dlaczego? - Niech pani spojrzy - wskazuje głową na puste stragany pośrodku rynku. - Tylko menelstwo tu teraz przesiaduje, widzi pani sprzedawców? Nie ma. Ale co poradzić, skoro wszystko się tak zmienia. Najbardziej to mnie denerwuje, gdy na zakupy przychodzi student. A takich tu wielu. Kupuje pomidorka, ogóreczka i to wszystko.

Klientela zależy od miejsca, w jakich ryneczek się znajduje. Wiadomo, że w takich punktach jak Jeżyce, Wilda, Łazarz to przede wszystkim starsi kupcy, ale też studenci. Z kolei na placu Wielkopolskim czy Bernardyńskim zaopatrują się lokalne restauracje. Także z oferty jeżyckiego rynku korzysta coraz więcej knajp, które niedawno powstały na fyrtlu.

- Owoce i warzywa mamy od zaprzyjaźnionego sprzedawcy z rynku Jeżyckiego - mówi Daria z restauracji „Wypas”. Także kucharz knajpy w stylu argentyńskim - „Południa” - zaopatruje się na Jeżyckim.

 

Giełda, czyli towar z pierwszej ręki

Pan Paweł swoje produkty ma z Wielkopolskiej Gildii Rolno-Ogrodniczej, czyli z giełdy na Franowie. To nie wyjątek. Na poznańskich rynkach co drugi sprzedawca swój towar ma właśnie stamtąd. Wiadomo, na giełdzie ceny niższe, jeśli kupuje się hurtowo, to owszem. A jeszcze jak zaprzyjaźniony sprzedawca, to i na rabacik można liczyć. Ale nie dla każdego poznaniaka godzina 4 rano to idealna pora na zakup owoców i warzyw.

Pod giełdą na Franowie kolejka sprzedawców z Poznania, Wielkopolski, ale nierzadko i innych województw ustawia się już o godzinie 22. To wtedy na giełdę zjeżdżają dostawcy z całej Wielkopolski, którzy tego dnia pracowali w sadach, ogrodach, na polach. Następnego dnia, jeszcze przed wschodem słońca, ustawiają się straganiarze, właściciele warzywniaków, którzy zaopatrują swoje stoiska w najświeższe produkty.

- Zaopatrują się u nas także restauratorzy, ale największą część nadal stanowią właściciele spożywczaków - mówi Igor Piróg, który od lat handluje warzywami i owocami na giełdzie na Franowie. - Klienci wybierają teraz często maliny, morele i czereśnie, a także nowalijki, takie jak kapusta, kalarepa czy ogórki do kiszenia - wyjaśnia handlarz.

Ceny na franowskiej giełdzie aktualizowane są każdego dnia. - To jest ciężka praca, przebicie musi więc być. Kupiony towar mogą straganiarzom popsuć letnie upały, nie zawsze wszystko się też sprzeda. Ludziom się wydaje, że to zajęcie, które daje łatwy i duży zarobek. Nie jest tak - komentuje Igor Piróg. Dwukrotny zysk na kupionych warzywach nie zdarza się jednak często. Kilogram moreli na giełdzie to ok. 7 zł. Na bazarze zapłacimy za nie mniej więcej 2 zł więcej. Za kilogram czerwonej papryki zapłacimy w hurcie ok. 10 zł. Na lokalnym rynku - już 12-13 zł.

- Kiedyś mieliśmy swój ogród, z którego sprzedawaliśmy warzywa i owoce. Dziś produkty mamy właśnie z giełdy na Franowie. Tamtejsi dostawcy też się zmienili. A kto tam teraz zwozi towar? Kiedyś to były małe gospodarstwa rolne, sadownicy, ogrodnicy, którzy sprzedawali swoje najlepsze produkty. Dziś to tak naprawdę właściciele dużych gospodarstw, którzy nastawieni są na zysk. To nie są już małe firmy, tylko ogromne koncerny - mówi pan Paweł.

- Mój tata, Piotr, handluje warzywami na rynku  od 30 lat - mówi Oliwia Andrzejewska, która od kilku lat sezonowo pomaga mu w pracy. Na rynek Wildecki przyjeżdża do Poznania z Kórnika. - Cytrusy, banany i inne zagraniczne produkty kupujemy codziennie na Franowie. Inne towary pochodzą od lokalnych dostawców - opowiada.

 

Warzywniaki, których brak

Jeszcze kilka lat temu każde poznańskie osiedle słynęło przynajmniej z kilku warzywniaków. Dziś, chcąc odwiedzić te, które pamiętam z dawnych lat, gdy mieszkałam na Wildzie, Jeżycach, czuję się zawiedziona. Części już nie ma, niektóre przeniosły się w inny rejon Poznania. - W najbardziej kluczowych miejscach, gdzie jeszcze kilka lat temu mieliśmy swoje punkty, dziś nie ma mieszkańców. Albo się wyprowadzili, mieszkania zamieniły się w biura, albo zostały wynajęte studentom - mówi Jan Szymański z warzywniaka przy ulicy Polnej.

Są jednak i takie miejsca, które przetrwały próbę czasu. To chociażby Czerwone Jabłuszko, na rogu ulic Zwierzynieckiej i Krysiewicza, które działa od 20 lat. Skąd pochodzą owoce, które kupimy w Czerwonym Jabłuszku? - Mamy sad doświadczalny, w którym są rozmaite gatunki drzew owocowych. Przede wszystkim jabłoń, ale też grusze, morele, brzoskwinie, borówki amerykańskie. To nasze własne produkty - wyjaśnia Filip Mazur. - To, co jest dziś zbierane, jutro trafia do punktu - wyjaśnia. W ofercie przede wszystkim jabłka - na kompot, na placek, można kupić nawet tłoczony sok z jabłek.

Owocowe szaleństwo nawiedza mnie, gdy przychodzę do sklepu Owoce i Warzywa Norbert. Ceny? Mówiąc szczerze - nawet niższe niż na niektórych rynkach. - Mamy trzy sklepy w Poznaniu. Kiedyś mieliśmy ich pięć, ale... upadły. No ale zaczynaliśmy 15 lat temu, w zupełnie innych warunkach - przyznaje Jan Szymański, właściciel warzywniaków przy ul. Polnej, Szamarzewskiego i Kurpińskiego. To właśnie w tym ostatnim punkcie jest najlepszy utarg. - Otworzyliśmy tam punkt, gdy jeszcze nie było obok Carrefoura, Biedronki. A mimo to nasi klienci wciąż kupują nasze owoce i warzywa - dodaje Szymański.

Warzywniaki w towar zaopatrują się także na Franowie, ale też mają zaprzyjaźnione gospodarstwa, z którymi współpracują. - Dziś w sprzedaży jest fasolka, ogórek, wszystko to, co wczoraj rosło jeszcze na polu, co rolnik w południe zerwał, a nad ranem trafiło to do nas - opowiada Szymański.

Zima to dla sprzedawców okres, gdy nie tylko woda zamarza, ale także dopływ gotówki. - Zimy są ciężkie. Lato jest lepsze, a byłoby jeszcze lepsze, gdyby nie stoikowi sprzedawcy. Kto? - dopytuję. - Stoikowi, czyli ci, co rozkładają się z towarem tylko na okres letni, gdzie nie płacą za dzierżawę powierzchni, nie mają kas fiskalnych, a wagi do ważenia owoców mają bez atestu - tłumaczy mi Szymański.

 

Owoce na przetwory? Kup słoik

Dla takich warzywniaków lato i wiosna to czas plonów. Wtedy, owocożercy, fanatycy dietetycznych sałatek zajadają się świeżym towarem bez opamiętania. Czy ktoś kupuje owoce na przetwory, czy jestem dinozaurem, skoro nawet moja mama nie robi już dżemów, o kompotach nie ma co śnić, a o powidła trzeba się dopominać?

- Nikt już nie kupuje w hurtowych ilościach.  Nasi klienci to osoby w starszym wieku. Coraz częściej przychodzą także młodsi, jednak tak, by podjeść od razu, do deserów - mówi Arletta Smura, która sprzedaje na ul. Grunwaldzkiej.   

Adrian Suszka zaznacza jednak, że panuje moda na ekologiczne jedzenie. Dlatego też swój owocowo-warzywny biznes otworzył dwa lata temu. - Stawiamy na ekologię. Moi sprzedawcy starają się uświadamiać klientów. A ci, zamiast produktów z Biedronki, wolą kupić u nas. Zwłaszcza że produkty mamy od zaprzyjaźnionego gospodarza, sadownika, z którym przyjaźnił się mój dziadek z czasów, gdy jeszcze my mieliśmy sad. Sami jesteśmy pszczelarzami - mówi właściciel sklepu ekologicznego.

Oprócz świeżych owoców i warzyw, miodów, Adrian Suszka ma też ekoprodukty, oznaczone certyfikatem Dziedzictwa Kulinarnego. Wśród nich, oprócz wędlin, świeżych jaj, mąk, kasz, niesamowitych nasion zdrowych, dietetycznych, że aż prawie magicznych, są także... przetwory, w butelkach, słoikach.

 

Wielkopolska Gildia Rolno-Ogrodnicza S.A. w Poznaniu
Największy w Poznaniu rynek owocowo-warzywny i ogrodniczy, który znajduje się na Franowie. Otwarto go 26 listopada 1992 roku. Był to pierwszy tego typu obiekt w Polsce.

FLESZ: Polacy żyją krócej. Co nas zabija?

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3