Nadchodzi nastrojowy, pełen radości i ciepła czas - rozmowa z Agą Zaryan

Marek Zaradniak
Agę Zaryan usłyszymy w Poznaniu w Teatrze Wielkim w premierowym programie kolędowym
Agę Zaryan usłyszymy w Poznaniu w Teatrze Wielkim w premierowym programie kolędowym Mateusz Stankiewicz
Aga Zaryan, wokalistka jazzowa mówi o kolędach, swych muzycznych zainteresowaniach, popularności i funkcjonowaniu na Zachodzie

Tym razem 10 grudnia w poznańskim Teatrze Wielkim usłyszymy Panią nie tylko w standardach jazzowych, ale i kolędach. Będą to ich jazzowe wersje. Jak bardzo zmienione? Czy pojawią się jakieś improwizacje?

Wystąpię z moim kwartetem, który towarzyszy mi od lat czyli z Michałem Tokajem, Michałem Barańskim i Łukaszem Żytą. Zaprosiłam też na ten wyjątkowy koncert genialnego jazzmana, trębacza Roberta Majewskiego.
Trąbka to instrument, który kojarzy się z aurą Bożego Narodzenia. Bardzo lubię brzmienie Roberta, stąd jego obecność tego wieczoru. Jestem w trakcie przygotowywań do tego koncertu. Wybieram głównie amerykańską klasykę związaną ze świętami. Standardy jazzowe, okołoświąteczne. To m.in. piosenki, które śpiewała Ella Fitzgerald. Będą też akcenty polskie. Nie zabraknie kilku kolęd. Ale głównie usłyszą Państwo świąteczną klasykę amerykańską, a mając w składzie takich wspaniałych muzyków jazzowych będzie też miejsce na improwizację. Chciałabym, aby ten wieczór był ciepłym, miłym, nastrojowym pełnym radości czasem. Perełki w postaci solówek muzyków ze mną występujących będą wisienką na torcie.
Wspomniała Pani o Elli Fitzgerald. Śpiewa Pani też standarady Abbey Lincoln i Niny Simone, Co decyduje o tym, że dany standard włącza Pani do swojego repertuaru?
Nie ukrywam, że dla mnie bardzo ważna jest interpretacja tekstu. Jestem wokalistką jazzową, która przykłada większe znaczenie do interpretacji tekstu niż do warstwy improwizacji. Oczywiście improwizuję, ale głównie wokół tekstu. Bardzo mało śpiewam scatem.Tak naprawdę u mnie w zespole improwizują muzycy, a ja opowiadam historię poprzez tekst i te dwie artystki, które Pan wymienił są wspaniałymi przykładami artystek, które potrafiły pięknie opowiedzieć poprzez śpiew jakąś historię. Opowiadały o własnych przeżyciach, o przeżyciach, które obserwowały i te ich interpretacje były zawsze bardzo prawdziwe i bezpośrednie. Zawsze dążyłam do tego, aby słuchacz kiedy wychodzę na scenę miał wrażenie, że śpiewam właśnie dla niego. Opowiadam jakąś historię, która ma dla mnie jakieś znaczenie. Nie jestem w stanie śpiewać tekstów mówiąc wprost głupkowatych, czy utworów o jakiejś miałkiej, nieciekawej melodii czy harmonii. Musi mnie coś w piosence ująć, aby stała się dla mnie inspiracją i abym włączyła ją do swojego repertuaru. Oczywiście staram się też pisać własne teksty, czego przykładem będzie moja kolejna płyta, która ukaże się w roku 2016. Będzie to dla nas kolejne duże wyzwanie. Chciałabym więcej pisać własnej muzyki i dlatego też nawet wróciłam do lekcji fortepianu, aby stać się bardziej samodzielną.
Kiedy nie mam własnych utworów szukam w jazzowej klasyce, która jest niezwykłą kopalnią pięknych utworów. Brakuje mi w dzisiejszym świecie tak pięknej muzyki. Wydaje mi się, że najlepsza muzyka rozrywkowa to ta z minionych dekad. Uwielbiam jazz z lat 40 i 50. standardy, które powstawały w tamtym czasie. Bardzo też lubię dobrą muzykę rozrywkową z lat 70. Właściwie to nic mnie tak nie ujmuje jak muzyka z tych dawniejszych czasów. Oczywiście zawsze staram się interpretować utwory pisane kilkadziesiąt lat temu na miarę czasów, w których żyję, filtrując je przez własną wrażliwość i doświadczenia.

Nie tylko pisze Pani własne teksty, ale i sięga po poezję. Był Miłosz, były poetki amerykańskie, była Anna Świrszczyńska. Dlaczego sięga Pani po poezję. Czy to także wynika z przywiązywania dużej wagi do tekstów.

Tak. W dobrym tekście literackim, w dobrej poezji jest zawarty niezwykły ładunek emocjonalny i bardzo dużo mądrości życiowych. Cieszę się gdy mogę emocje zawrzeć w piosence, to mój sposób komunikowania się ze światem. Nie jestem poetką dlatego chcę sięgać do najlepszych wzorców, a takim wzorcem na pewno jest Czesław Miłosz, który się okazał wcale nie taki trudny do śpiewania, bo te wiersze, które wybrałam są bardzo uniwersalne i tak naprawdę traktują o sprawach, które dotyczą każdego, wrażliwego człowieka. Tekst zawarty w tych piosenkach staje się bardzo przystępny, a w połączeniu z melodią, z harmonią, z aranżacją na orkiestrę te wiersze rodzą się jakby kolejny raz. Zarówno praca nad " Księgą Olśnień” jak i nad płytą "Umiera piękno" to była niezwykła przygoda. Ciekawy jest dla mnie, fakt, że już kilkanaście lat śpiewam jazz, a Fryderyki jakie zdobyłam otrzymałam za dwa albumy polskojęzyczne w kategorii piosenka poetycka. To albumy gdzie śpiewam w większości wybitną poezję polską. A więc okazuje się, że dobra poezja w połączeniu z dobrze napisaną muzyką ma ogromną moc.

I chyba dzięki temu mówi się, że trafia Pani nie tylko do fanów jazzu, ale i do tak zwanej szerokiej publiczności.

Wydaje mi się, że to się stało tak przy okazji. Po prostu była taka możliwość, żeby nagrać takie albumy i my z Michałem Tokajem wspólnie te albumy stworzyliśmy. Cieszę się, że dzięki temu mam wartościowych dodatkowych słuchaczy. Myślę, że czas najwyższy odczarować słowo jazz. Rzeczywiście na co dzień śpiewam jazz, ale choćby ten wieczór, który nas czeka w Poznaniu to będzie wspaniały przykład na to jak muzyka jazzowa i okołojazzowa jest przystępna. To piękne, bardzo często proste, wpadające w ucho melodie, które tak naprawdę każdy może nucić pod nosem. Wydaje mi się, że jazz cały czas ma ciągle jeszcze złą konotacje. Wydaje się muzyką nieprzystępną i hermetyczną, a naprawdę tak nie jest. Szczególnie jeśli chodzi o jazz wokalny. Jazz wokalny jest muzyką bardzo uniwersalną, która może trafić do wielu słuchaczy.

Jest Pani jedyną Polką, która nagrywa dla wytwórni Blue Note. Jak to się stało, że tam się znalazłaś i kto komu dyktuje warunki. Oni pani czy pani im?

To rzeczywiście bardzo nieoczekiwana historia. Nikt nikomu nie dyktuje warunków. To układ bardziej partnerski, bo rzeczywiście na kilku moich płytach widnieje znaczek Blue Note, ale to taka sytuacja prestiżowa, bo wytwórni Blue Note Records nie ma w Polsce i mój album został wydany fizycznie tylko w kilku krajach m.in. w Japonii gdzie trzy lata temu byliśmy na koncertach. Ówczesny dyrektor Blue Note Records, dostał kiedyś do przesłuchania moją płytę "Looking Walking, Being". Podobno niezwykle go ta płyta ujęła. Myślę, że niewiele wiedział o Polsce i pozytywnie zaskoczyło go to, że nasza muzyka, która ma w sobie trochę amerykańskiego brzmienia, ale i wpływy muzyki brazylijskiej i nutę słowiańską, powstaje w kraju nad Wisłą. Dał zielone światło i znaczek pojawił się na moich płytach. Do Stanów latam dość regularnie, gram w różnych jazzowych klubach.
Wróciła Pani właśnie z kolejnej podróży. Jakie jest zapotrzebowanie na jazz z Polski w świecie?
Duże. Mam wrażenie, że wszędzie na świecie są ludzie, którzy są wrażliwi na piękno w muzyce i czekają, żeby usłyszeć ją na żywo. Myślę że to co w jazzie jest takie ekscytujące to właśnie występy. Jedna sprawa to krążki, które są wydawane, a druga to obcowanie publiczności i jazzmanów razem. Ja jestem zwierzęciem scenicznym i strasznie lubię kontakt z ludźmi. Ten moment kiedy wychodzę na scenę i czuję po drugiej stronie dobrą energię bijącą od słuchaczy i to, że każdy wieczór jest inny, że ludzie czekają na tę muzykę, że te wieczory nie są przewidywalne. To wszystko powoduje chęć do dalszej pracy nad sobą i potrafi uskrzydlić. Grywamy na ogół w pełnych salach. Często mamy koncerty wyprzedane tak jak teraz w Poznaniu i trzeba organizować drugi. Takie sytuacje nas cieszą. Obojętnie czy gramy w Islandii, w Japonii, w Turcji, w Stanach Zjednoczonych czy w naszej Polsce. Zawsze znajdą się jakieś dobre wojskie dusze.

Pani nowa płyta pojawi się dopiero za dwa lata. Czy już dziś możemy powiedzieć jaka będzie?
Na razie jesteśmy na początkowym etapie i mogę tylko powiedzieć tyle, że powoli się przymierzam do tego nowego projektu. Przygotowania ruszą od stycznia. Będzie to album autorski. Myślę, że ukończenie 40 lat to definitywne zamknięcie okresu młodości i wejście w dojrzałość . W ostatnich latach założyłam rodzinę i już się czuję inaczej niż 8 lat temu kiedy wydałam moją drugą płytę " Picking Up the Pieces". Wydarzyło się dużo pozytywnych rzeczy w życiu zawodowym. Każdego dnia kiedy wstaję czuję wdzięczność, że spotkałam odpowiednie osoby w odpowiednim miejscu i momencie i okazuje się, że choć życie z pasji jest czasami trudne to nie jest niemożliwe. Moim marzeniem jest, żeby ta sytuacja, która ma miejsce od kilku lat, trwała kolejnych 40 lat, bo to wspaniałe, że w tym zawodzie nie odchodzi się na emeryturę i muzycy do końca życia o ile im zdrowie, a w moim przypadku głos, pozwoli mogą wychodzić na estradę i dzielić się z innymi tym co kochają i co przynosi im szczęście. Mam nadzieję, że za kolejne 40 lat będę wychodzić na scenę jako wesolutka staruszka i będę mogła śpiewać dla ludzi, którzy podobnie odbierają i podobnie czują.

A Pani rodzina to mąż i syn Jasiek. Czy syn idzie w stronę mamy?

To jeszcze bardzo mały człowiek. Ma dwa lata, ale jest już niezwykle wrażliwy na dźwięki Potrafi sobię sam włączyć płytę winylową. W domu słuchamy wielu różnych płyt. Jedną z jego pierwszych czynności po przebudzeniu to wybór muzyki. Jaś jest wtedy wniebowzięty. Ale czy pójdzie w stronę muzyczną nie wiem. Jeżeli będzie chcial to będę robila wszystko, aby mu w tym pomóc. Ale jeśli zostanie sportowcem, inżynierem czy kimkolwiek to też będę szczęśliwa.
Najważniejsze, żeby znalazł swój sposób na życie.

Jeździ z Panią na trasy?
Dopóki był naprawdę malutki to był przy mnie cały czas. W tej chwili mamy nianię i w przypadku pojedynczych wylotów na koncerty na dwa dni zostawiam go pod dobrą opieką, bo taka podróż dla małego dziecka jest bardzo męcząca. Zostaje więc z nianią, babcią czy tatą. On lubi towarzystwo innych bliskich mu osób, dzięki temu mogę połączyć pracę i macierzyństwo.
Mówiliśmy o roku 2016, a jaki będzie rok 2015?
To będzie czas powstania płyty. Myślę, że będę miała próby z muzykami i sporo czasu poświęcę na pisanie utworów. Marzę, aby na 40 urodziny zagrać bardzo dużo koncertów w Polsce i nas świecie i by był to bardzo aktywny artystycznie rok. Oczywiście będzie też trochę pojedynczych koncertów w przyszłym roku, ale nastawiam się na czas pracy nad nowym projektem i czas dla rodziny. Ale nim to się wszystko stanie dużym przeżyciem będzie dla mnie koncert świąteczny, bo to będzie premierowy występ z tymi piosenkami. Już dawno nie występowałam w Poznaniu, Zapraszam Państwa serdecznie !

Rozmawiał Marek Zaradniak

ramka Aga Zaryan, Christmas Songs
Teatr Wielki (ul. Fredry 9), 10 grudnia 17.30 i 20, bilety 69-119 zł

Flesz: Wegańskie ubrania. Made in Poland

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3