Znam angielski. No, prawie, bo w stopniu podstawowym. Mam prawo jazdy, ale od 20 lat nie siedziałam za kółkiem. Mam kilka szkoleń. Fakt, tylko rozpoczętych, a nie zakończonych”. Nie tylko takie kłamstewka kandydaci próbują wcisnąć przyszłemu pracodawcy. Piszemy o tych najbardziej absurdalnych.

Statystycznie co trzeci Kowalski koloryzuje - słabiej lub mocniej - rzeczywistość w swoim curriculum vitae i liście motywacyjnym. I podobnie: co trzecia osoba zajmująca się rekrutacją najbardziej w swojej pracy nienawidzi, gdy kandydat oszukuje. Niby drobne kłamstwo to drobna szkoda, a jednak może rzutować na całe późniejsze zawodowe życie. Oto najczęstsze przypadki retuszowania i podkręcania treści dokumentów aplikacyjnych.

Piątka za fatygę
Pani X stara się o pracę jako przedstawiciel handlowy.

Wymagana jest znajomość języka angielskiego w stopniu zaawansowanym. Kandydatka uczyła się angielskiego przez 3 lata gimnazjum, potem 3 lata LO i jeszcze na studiach. Z marnym efektem - taka była oporna. W CV napisała jednak, że biegle włada językiem. Fakt, zwykle miała czwórkę na świadectwie. Z tym że to były oceny wystawiane głównie za fatygę, czyli za przynoszenie kwiatów do sali języka angielskiego albo za samą obecność.

Chińska kuchnia
Pan Y chce zostać kucharzem w chińskiej restauracji. Podkreśla na rozmowie kwalifikacyjnej, że od lat specjalizuje się w chińszczyźnie. Nie dodaje, że chodziło mu o odgrzewanie gotowych chińskich zupek z paczki. Takie dania serwował sobie na obiad.

Kierownik produkcji
Pan Z aplikuje na stanowisko kierownika działu produkcji w dużej firmie. W swojej ofercie wspomina, że wcześniej miał do czynienia z taką posadą. Fakt: pracował jako kierownik. A konkretnie: kierownik samozwańczy, ponieważ prowadzony przez niego zakład był jednoosobowy.

Kurier daleko od kółka
Pan X nie może znaleźć pracy, więc decyduje się zostać kurierem. Zapewnia, że ma prawo jazdy. I nie myli się tutaj z prawdą: teraz akurat je ma. Myliłby się natomiast ten, kto pomyślałby, że pan X potrafi kierować samochodem. Okazuje się bowiem, że kandydat nie siedział za kółkiem od ładnych 20 lat. Trzy razy stracił prawko za jazdę po pijanemu, w tym także za jazdę na rowerze.

Fryzura międzynarodowa
Pani Y zamierza zostać fryzjerką w renomowanym salonie fryzjerskim. Podaje w CV, że ma międzynarodowe doświadczenie w branży. I trochę prawdy w tym jest: do pani Y, gdy ta wcześniej prowadziła jednoosobową działalność gospodarczą, przychodziła raz na miesiąc klientka z Czech na strzyżenie i modelowanie włosów.

Wsparcie kolegi
Pan Z aplikuje na stanowisko informatyka. Firma rekrutacyjna pierwszy etap przesiewu kandydatów prowadzi telefonicznie. Dzwoni do kandydatów i odpytuje z zagadnień branżowych, które potem przydadzą im się w pracy. Pan Z zdaje bezbłędnie test przez telefon. Zostaje zaproszony na rozmowę do siedziby firmy, czyli na drugi etap. Nie potrafi odpowiedzieć na żadne pytanie. Nawet te o wiele prostsze niż mu zadano przez telefon. Wychodzi na jaw, że rekruter rozmawiał przez telefon z kolegą pana Z, który akurat wtedy był u niego w mieszkaniu.

Pomysłowa teściowa
Pani X stara się o posadę opiekunki osób starszych i przewlekle chorych. Do potencjalnego nowego pracodawcy przychodzi z referencjami, rzekomo od dyrektora domu pomocy społecznej oraz od prywatnego ośrodka opieki nad seniorami. Wszystkie referencje są pisane odręcznie, wygląda na to, że podobnym charakterem pisma. Na żadnych nie ma pieczątki. Okazuje się, że to teściowa postanowiła pomóc bezrobotnej synowej i spreparowała papiery.

Kurs tylko na dobry początek
Pani Y stara się o zatrudnienie w dziale marketingu. Ma sprzedawać powierzchnie reklamowe. W CV wymienia ponad 20 szkoleń. Można było pomyśleć, że tyle zakończyła. To wydawało się dziwne. Okazuje się, że kandydatka ma zapał do poszerzania swoich zainteresowań, ale, niestety, zapał ma na krótko. Najczęściej się zdarzało, że fakt już samego zapisania się na kurs uważała za taki, którym warto pochwalić się w dokumentach aplikacyjnych.

Segregatory w porządku
Pani X odpowiada na ofertę dotyczącą pracy dla księgowej. Nie ma to być to wprawdzie główna księgowa, ale jednak księgowa. Pani X podaje, że wcześniej pracowała na takim stanowisku aż 12 lat. Teoretycznie tak, ale praktycznie była raczej asystentką księgowej (i kadrowej jednocześnie też), a jej praca polegała na drukowaniu gotowych już danych, układaniu segregatorów i przekazywaniu informacji na linii: księgowość - właściciel firmy.  

STREFA BIZNESU NA FACEBOOKU. POLUB NAS!