„Naszą misją jest obrona i wspieranie lokalnych społeczności”

Partnerem cyklu jest Dowództwo Wojsk Obrony Terytorialnej
O pasji do wojska, służbie na froncie walki z koronawirusem i korzyściach płynących ze służby w Wojskach Obrony Terytorialnej rozmawiamy z szer. Karolem Wozikowskim, żołnierzem Wojsk Obrony Terytorialnej, hebraistą.

Dla żołnierzy WOT kluczem jest terytorialność. Rozumiana nie tylko jako obszar na mapie czy odległość z domu do pracy. To przynależność do regionu i zamieszkującej go społeczności, z których się wywodzą, które znają „jak własną kieszeń”. Terytorialność dla żołnierzy WOT oznacza gotowość do obrony i wspierania rodzin, bliskich i sąsiadów – stąd wprost wywodzi się misja: „obrona i wspieranie lokalnych społeczności”. Motto WOT to: „zawsze gotowi, zawsze blisko”.

Żołnierzem Wojsk Obrony Terytorialnej może zostać osoba, która: posiada polskie obywatelstwo, jest pełnoletnia, jest zdrowa fizycznie i psychicznie, by pełnić służbę wojskową, jest niekarana oraz nie pełni innego rodzaju służby wojskowej i nie posiada przydziału kryzysowego. Osoba, która spełnia te wymagania, może złożyć wniosek o powołanie do terytorialnej służby wojskowej. Wniosek można złożyć przez internet na Elektronicznej Platformie Usług Administracji Publicznej ePUAP lub pobrać go ze strony internetowej www.wojsko-polskie.pl/dwot , wypełnić go i dostarczyć do WKU właściwego dla miejsca zameldowania osobiście lub pocztą. Wniosek można też wypełnić w WKU. Następnie kandydata czeka rozmowa kwalifikacyjna, na której zostanie sprawdzona jego wiedza ogólnowojskowa. Komisja zweryfikuje także dołączone do wniosku dokumenty. Jeśli kandydat zostanie zakwalifikowany, to kierowany jest do Wojskowej Komisji Lekarskiej, gdzie czekają go badania lekarskie i psychologiczne.Po otrzymaniu orzeczenia wojskowej komisji lekarskiej oraz pracowni psychologicznej wojskowy komendant uzupełnień doręczy kandydatowi kartę powołania.

Na terenie Wielkopolski działa 12. Wielkopolska Brygada Obrony Terytorialnej, jej siedziba znajduje się przy ul. Dojazd 30 w Poznaniu.

Jak rozpoczęła się pana przygoda z Wojskami Obrony Terytorialnej? Czym się pan kierował, dokonując takiego wyboru?

Szer. Karol Wozikowski:Decyzję o wstąpieniu do 12. Wielkopolskiej Brygady Obrony Terytorialnej podjąłem nieco ponad półtora roku temu. Myślę, że dla mnie, jak i dla wielu moich koleżanek i kolegów była to wtedy jedyna szansa na połączenie życia zawodowego ze służbą wojskową. Wówczas prowadziłem własną firmę i zdecydowałem się rozpocząć przygodę z WOT. Na początku odbyłem szkolenie podstawowe, które trwało 16 dni i po nim 15 czerwca ubiegłego roku złożyłem uroczystą przysięgę wojskową.

To było pracowite półtora roku?

Zdecydowanie tak! Przez ten czas miałem okazję angażować się na wielu frontach. Od początku wybuchu w Polsce pandemii koronawirusa postanowiłem zawiesić swoją działalność gospodarczą i zaangażowałem się w walkę z pandemią na wiele różnych sposobów. Służyłem między innymi na granicy polsko-niemieckiej. Razem z policją odwiedzaliśmy także osoby przebywające na kwarantannie. A od kilku miesięcy z racji tego, że jestem także ratownikiem KPP, a od tego roku studiuję ratownictwo medyczne, wykonuję testy na obecność koronawirusa. W tej chwili pracuję w Poznaniu przed Stadionem Miejskim przy ulicy Bułgarskiej. To jest już chyba 20 miasto, w którym wykonuję tego typu pracę. Ja w tym działaniu odnajduję sens i kwintesencję bycia żołnierzem WOT. Naszą misją jest obrona i wspieranie lokalnych społeczności . Teraz, gdy wiele osób potrzebuje naszej pomocy, widzimy, jak wielkie znaczenie ma nasza służba.

Mógłby nam pan przybliżyć kulisy tej służby na froncie walki z pandemią koronawirusa?

Na początku marca wszystkie brygady Wojsk Obrony Terytorialnej przestawiły swój tryb ze szkoleniowego na przeciwkryzysowy. Wtedy to nasi żołnierze zostali oddelegowani do konkretnych zadań mających na celu zwalczanie pandemii koronawirusa. Trzeba pamiętać, że nie jesteśmy żołnierzami zawodowymi, tylko ochotnikami, którzy mają swoją pracę, często też studia. Jednak zdecydowana większość z nas odpowiedziała na ten apel i zaangażowaliśmy się w tę walkę. Na początku wspólnie z policją odwiedzaliśmy osoby przebywające na kwarantannie. Sprawdzaliśmy, czy są w swoich domach, pytaliśmy ich o potrzeby, samopoczucie, robiliśmy dla nich zakupy. Bardzo często byliśmy dla tych odizolowanych ludzi jedyną pomocną dłonią. Ja akurat pracowałem na terenie Poznania, Swarzędza i Mosiny. Następnie pracowałem w Kostrzynie nad Odrą na granicy polsko-niemieckiej. Tam współpracowaliśmy ze Strażą Graniczną. Dokonywaliśmy pomiaru temperatur, przeprowadzaliśmy ankiety epidemiologiczne. Kolejnym dla mnie bardzo istotnym aspektem naszej działalności w czasie pandemii jest właśnie pobieranie wymazów. Uczestniczę w tych działaniach na terenie wielu miast w Wielkopolsce. Mój rekord to 1300 wymazów w ciągu jednego dnia. Towarzyszy temu oczywiście zmęczenie, ale także ogromna satysfakcja, że można przy tej okazji czynić namacalne dobro. To jest także nasza misja.

Jak teraz, gdy wykonuje pan pracę w punkcie pobrań przy Bułgarskiej, wygląda pana dzień?

Wymazy rozpoczynamy o godzinie 9. Natomiast zazwyczaj godzinę przed już wszyscy jesteśmy na miejscu. Przygotowujemy całe zaplecze, które jest potrzebne do przeprowadzania badań przez cały dzień. O godzinie 9 startujemy, wtedy wjeżdżają pierwsze samochody. Badani są zazwyczaj umówieni na konkretną godzinę lub rejestrują się na miejscu. Podjeżdżają do pierwszego kontenera, tam pracownik szpitala wraz z naszym żołnierzem dokonują wszelkich formalności. Następnie samochód podjeżdża do nas pod namiot wymazowy i tam pobieramy wymaz z gardła. Całość trwa kilka minut. Na koniec pojazd podjeżdża pod kolejny punkt, gdzie odbywa się dezynfekcja. Dzięki temu możemy poznać wielu ludzi i ich historie. Często są to osoby, które mają już kogoś chorego w rodzinie. Opowiadają, jak przebiega ta choroba.

Czym zajmuje się pan na co dzień? Jakie są pana pasje? Praca zawodowa?

Ja jestem absolwentem filologii hebrajskiej na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Jestem także stypendystą uniwersytetu w Tel Awiwie w Izraelu, tam studiowałem na przełomie roku 2014 i 2015. Docelowo rozważam podjęcie zawodowej służby wojskowej. Te pierwsze szlify, które dały mi WOT, utwierdziły mnie w przekonaniu i chęci zostania żołnierzem zawodowym. A od tego roku akademickiego rozpocząłem studia z ratownictwa medycznego. Dzięki temu doświadczeniu, które zdobyłem na froncie walki z pandemią, stwierdziłem, że warto się rozwijać także w tym kierunku. Jeśli chodzi o moje pasje, to z pewnością jest to sport, biegi długodystansowe, wędrówki górskie, literatura hebrajska, historia, kultura bliskowschodnia, języki obce.

Kiedy poczuł pan w sobie pasję do wojska?

Od najmłodszych lat pasjonowałem się polskim mundurem. Mój pradziadek Konstanty Kiełczewski pochodzący ze Zbrudzewa koło Śremu był powstańcem wielkopolskim. Drugi z moich pradziadków także był oficerem Wojska Polskiego. Ja tę tradycję poznawałem jako dojrzały człowiek. Z racji studiów specjalistycznych czy pracy zawodowej z językiem hebrajskim w sektorze biznesu i turystyki nie miałem możliwości rozpoczęcia służby wojskowej wcześniej. Dopiero powstanie Wojsk Obrony Terytorialnej mnie i wiele innych osób zmobilizowało do tego, że można połączyć życie zawodowe ze służbą wojskową. Za moim przykładem wielu moich znajomych także zdecydowało się rozpocząć swoją przygodę z wojskiem i dziś są także zaangażowani w walkę z pandemią koronawirusa w ramach operacji „Trwała Odporność”.

Jak na pana decyzję o wstąpieniu do WOT zareagowali najbliżsi - rodzina, przyjaciele? Czy wspierają pana w tej decyzji?

Spotkałem się z dużym wsparciem i zrozumieniem ze strony najbliższych. Wszyscy popierali moją chęć realizacji obywatelskiego obowiązku i zdrowo pojęty patriotyzm, przejawiający się w chęci zrobienia czegoś dla społeczeństwa i zaangażowaniu dla ojczyzny. Oczywiście niektórzy nie kryli zaskoczenia, ale gdy już złożyłem dokumenty do WKU, wszyscy odnieśli się do tego bardzo pozytywnie.

Dlaczego pana zdaniem warto wstąpić do WOT? Co chciałby pan powiedzieć osobom, które rozważają możliwość takiej służby?

Na pewno w WOT każdy może znaleźć miejsce dla siebie, pod względem swoich możliwości, zainteresowań i kompetencji. W naszych szeregach mamy żołnierzy, którzy są świetnymi ekonomistami, prawnikami, lekarzami. Żołnierze, którzy posiadają różne uprawnienia, takie jak prawo jazdy kat. C+E, są operatorami różnych maszyn, również mogą swoje umiejętności i kwalifikacje realizować w wojsku. Wszyscy ci, którzy chcieliby pozyskać te kwalifikacje, mają możliwość ze skorzystania z dużej ilości kursów, jakie oferują WOT. Są to kursy transportowe, medyczne, informatyczne. Posiadamy także kurs podoficerski Sonda i kurs oficerski Agrykola. W wojsku każdy znajdzie coś dla siebie. I każda osoba, która chce się rozwijać, może to robić. Wojsko pokrywa także koszty takich kursów. Służba to nie tylko wyzwanie fizyczne, ale także intelektualne. Dlatego serdecznie do tego zachęcam, bo warto.

Dodaj ogłoszenie