Mieszkańcy Próchnowa protestują przeciwko budowie fermy trzody chlewnej u siebie na wsi. Mówią krótko, że nie chcą świń i towarzyszącego im zapachu...

Jeden z przedsiębiorców zamieszkałych na terenie gminy Margonin miał plan, aby w Próchnowie (na wsi) wybudować fermę trzody chlewnej, która pomieściłaby około dwóch tysięcy tuczników. W momencie, gdy dopracowywał dokumentację i starał się o niezbędne zezwolenia na realizację budowy w drogę weszli mu mieszkańcy wsi, którzy - jak mówią bez ogródek- nie chcą, aby przed ich domami pachniało obornikiem! W tej sprawie napisali petycję do gminy i złożyli na niej swoje podpisy. Nieoficjalnie, już świętują zwycięstwo. Czy aby nie za wcześnie?

To miała być duża, nowoczesna ferma

Mieszkańcy Próchnowa z dnia na dzień dowiedzieli się o planowanej inwestycji, która - według gotowych już planów budowy - miałaby zostać zrealizowana w pobliżu centrum pałacowo-parkowo-folwarcznego, gdzie obecnie funkcjonuje środowiskowy hufiec pracy. To tam, na sąsiedniej działce w cyklu produkcyjnym zamkniętym hodowana miała być trzoda chlewna.

- Prawie dwa tysiące świń miało pomieścić się w chlewni. To ogromna ilość, zbyt duża jak na nasze realia - powiadomił nas jeden z mieszkańców Próchnowa.

Dokumenty dotyczące lokalizacji inwestycji to potwierdzają. Według danych w nich zawartych na fermie miało znajdować się 1250 tuczników i 500 warchlaków, co w sumie daje liczbę aż 1750 sztuk trzody.

Na teren fermy- jak czytamy - miały być dostarczane warchlaki o wadze 20 kg, (przywożone transportem własnym lub dostawców zewnętrznych) a następnie umieszczane w chlewniach przygotowanych do prowadzenia chowu. Produkcja miała być prowadzono w cyklu ok. 125 dniowym. Trzoda miała być tuczona do wagi ok. 110 kg, a następnie przekazywana do ubojni.

Podczas przerwy tzw. technologicznej miało być przeprowadzane czyszczenie chlewni. Potem, cykl by się regularnie powtarzał.

W dokumentacji zaznaczono, że budowa chlewni nie będzie miała negatywnego wpływu na środowisko i że do najbliższego budynku mieszkalnego jest około 400 metrów. Czyli, do m.in. właśnie centrum pałacowego.  

Warty podkreślenia jest fakt, że przez działkę przebiega ścieżka rowerowa łącząca Margonin z Próchnowem. Inwestor zgodził się ją wydzielić i odstąpić gminie.

Ten zapach odstrasza                    

Pomimo wszelkich starań inwestycja napotkała na sprzeciw ze strony mieszkańców niewielkiej wsi, którzy nie chcą słyszeć o żadnej chlewni.

- Nie chcemy u siebie świń i zapachu, który towarzyszy przy ich chowie. Przez niego nie chciałoby nam się wychodzić z domów - mówi miejscowa społeczność.

Gdy mieszkańcy Próchnowo dowiedzieli się o planach budowy fermy trzody chlewnej natychmiast udali się do swojego sąsiada, radnego Jerzego Staniewskiego. Mu również ten pomysł się nie spodobał.

- Ludzie poprosili mnie o pomoc w walce o zatrzymanie inwestycji. Wspólnie postanowiliśmy napisać petycję, w której zdecydowanie nie godzimy się na budowę chlewni   - mówi radny Jerzy Staniewski.

Mieszkańcy na wniesienie skargi  (od ogłoszenia planów inwestycyjnych) mieli ustawowe - jak dodaje radny - dwa tygodnie. Pospieszyli się i w czasie złożyli pismo w urzędzie, na którym podpisało się ponad stu protestujących.

- W sumie na petycji swoje podpisy złożyło 119 osób - podkreśla Jerzy Staniewski, który osobiście chodził „po domach” we wsi z dokumentem od podpisania.

Mówi, że nie dotarł do wszystkich mieszkańców, bo nie miał na to czasu. Nie wszystkich też zastał w domu, ale większość ludzi zdecydowanie była przeciw budowy chlewni.

- Tylko dwie osoby odmówiły złożenia podpisu; budowa chlewni była im obojętna - dodaje.

Mieszkańcy nie chcą u siebie we wsi fermy trzody przede wszystkim - jak już wspominaliśmy - ze względu na nieprzyjemny zapach. Choć mieszkają na wsi, odzwyczaili się już od widoku zwierząt i zapachu obornika.

- Kiedyś Próchnowo to były PGR-y, ale nie dzisiaj. Teraz jest tu czysto i ładnie, jak na małym zielonym miejskim osiedlu - mówi jedna z mieszkanek.

Inny mieszkaniec twierdzi, że przez budowę chlewni opustoszał by park przy centrum pałacowym.

- Nikt już nie chodziłby na spacery, gdyby wszędzie roznosił się smród - mówi.

Poza tym, nieprzyjemne zapachy musieliby wdychać pracownicy i podopieczni hufca pracy, gdzie znajduje się internat...

Nie ma decyzji, ale pojawia się zadowolenie

Mieszkańcy - jak mówi Jerze Staniewski - nie otrzymali jeszcze z urzędu gminy oficjalnego pisma z odpowiedzią na ich petycje. Nieoficjalnie, już jednak cieszą się ze zwycięstwa.

- Inwestor nie chce podobno wchodzić w konflikt z mieszkańcami i wycofał się z budowy chlewni na naszym terenie. Wiele osób już odetchnęło z ulgą - mówi radny Jerzy Staniewski.

Jak się dowiedzieliśmy, to jeden z przedsiębiorców zamieszkałych na terenie gminy - Artur Lupa zamierzał wybudować fermę trzody w Próchnowie. Czy faktycznie zmienił co do tego zdanie?

- Mam różne pomysły, ale na tę chwilę jest za wcześnie, aby zdradzić szczegóły - oznajmia.

Czegoś więcej udało się nam dowiedzieć w urzędzie gminy. Wiceburmistrz Łukasz Malczewski mówi jasno, że chlewnia nie powstanie w Próchnowie. Nie znaczy to jednak, że w ogóle jej nie będzie.

- Chlewnia prawdopodobnie powstanie na terenach za wysypiskiem śmieci w naszej gminie. Jest to miejsce dalekie od zabudowań i doskonale nada się na prowadzenie tego typu działalności - mówi Łukasz Malczewski.

Czy tak się stanie i ferma trzody powstanie? Na bieżąco będziemy śledzić rozwój zdarzeń.

Tuczarnia miała powstać też w Ratajach

Mieszkańcy rataj nie chcieli u siebie świń i nie pozwolili zbudować tuczarni. Dwa lata temu, jeden z rolników miał w planach wybudować tuczarnię na osiedlu (w pobliżu jeziora, Drewutni i Łazienek Chodzieskich) w Ratajach. Starostwo Powiatowe w Chodzieży wydało już zgodę na postawienie tuczarni, która miała pomieścić 385 sztuk warchlaków i 184 sztuki tuczników. Nie spodobało to się jednak mieszkańcom, którzy szukali różnych sposobów na zatrzymanie inwestycji. Wymieniali utrudnienia: nieprzyjemny zapach i chmary much, które będą lgnęły do chlewni.

- Takie inwestycje planuje się na obrzeżach miast, a nie przy skupiskach ludzi - głośno burzyli się mieszkańcy.

Koniec końców starostwo wstrzymało zgodę na pozwolenie na budowę. Dlaczego? Urząd nie wiedział podobno, że rolnik miał już jedną chlewnię w Ratajach, a budowa drugiej mogłaby spowodować przekroczenie wskaźniku 40 DJP (Dużej Jednostki Przeliczeniowej) i konieczność uzyskania na budowę decyzji środowiskowej. Wpływ na to - jak przyznał starosta - miał też protest mieszkańców.