Nie chcieliśmy nagrać coverów - rozmowa z Markiem Napiórkowskim, gitarzystą jazzowym

Marek Zaradniak
Marek Napiórkowski zagra w Poznaniu w niedzielę
Marek Napiórkowski zagra w Poznaniu w niedzielę Robert Masłow
z Markiem Napiórkowskim, gitarzystą jazzowym rozmawiamy o przygotowanym przez niego z Arturem Lesickim projekcie "Celuloid".

Czy lubi Pan chodzić do kina?

Bardzo. Nie mam zbyt wiele czasu, ale staram się chodzić w miarę regularnie.

A na jakie filmy najbardziej?

Interesuje się filmem, więc sprawia mi ogromną radość obcowanie z dobrym kinem. Różnice gatunkowe nie mają wielkiego znaczenia. Po prostu lubię dobre kino i konwencję, którą kino oferuje. Stąd nie mam żadnego problemu z tym, żeby iść na film z gatunku western jeżeli robi go Quentin Tarantino,.albo ktoś inny bardzo dobry. Podobnie jest z innymi gatunkami. Jedyna rzecz, która nie leży mi jakoś szczególnie na sercu to horrory sensu stricto, ale jest wiele thrillerów, które zrobiły na mnie ogromne wrażenie jak choćby „Lśnienie” Stanley’a Kubricka czy „Milczenie owiec”, więc może horrory takie dla samego bania się to nie, ale dobre kino zawsze.

W niedzielę w klubie Blue Note razem z Arturem Lesickim zagracie muzykę z waszej płyty „Celuloid”. Dlaczego zdecydowaliście się na nagranie płyty z muzyką filmową na dwie gitary?

Historia jest dosyć krótka. Mianowicie wydawca Adam Domagała z V Records zwrócił się z koncepcją nagrania płyty na dwie gitary akustyczne. Graliśmy z Arturem przez lata Znamy się bardzo dobrze, ale nigdy nie graliśmy w kontekście akustycznym i jako duet nie mamy żadnych nagrań. Kiedy tę propozycję przyjęliśmy zaczęliśmy się zastanawiać co nagrać. I tutaj pojawił się pomysł, aby była to płyta koncepcyjna. Ja bylem świeżo po nagraniu płyty „Up”, na której znajdują się moje kompozycje i nie chciałem pisać nowej muzyki na duet gitar akustycznych. Zaczęliśmy rozmyślać i przyszło nam do głowy, że może to jest właśnie moment, aby nagrać pierwsza płytę ze standardami. Nie tak jak to zazwyczaj ma miejsce w muzyce jazzowej, że gra się standardy amerykańskie, ale chcieliśmy sięgnąć po utwory polskiej muzyki filmowej. Wydało nam się to atrakcyjne i stąd płyta „Celuloid”.

Co decydowało o wyborze utworów. Są tam kompozycje Komedy,Kilara,Matuszkiewicza i innych...

Dobór można podzielić dwojako. Pierwszym sitem były nasze gusty. Każdy z nas szukał pięknych utworów, które warto nagrać i które uwielbia. Natomiast sito drugie polegało na tym, że wśród tych przepięknych utworów szukaliśmy takich, które jesteśmy w stanie nie tracąc klimatu jaki niesie dana muzyka zaaranżować w taki sposób, aby to była nasza muzyka. Nie chcieliśmy nagrać płyty z coverami. Chcieliśmy nagrać krążek, na którym używając tej wspanialej muzyki opowiemy naszą muzyczną historię Na wszystkie te utwory jest jakiś pomysł. Każdy z nich jest przearanżowany, ale zawsze zostawiamy oryginalne melodie Jesteśmy pod ogromnym wrażeniem tej muzyki. Chcieliśmy pokazać te utwory nie tracąc ich nastroju i klimatu.

Ale w tym zestawie jest także pańska kompozycja „Celuloid” i utwór Artura Lesickiego „Crazy Script”....

Ja zawsze płytę w traktuję jako całość koncepcyjną. W pewnym momencie kiedy już zrobiliśmy kilka utworów uznaliśmy, że dobrze będzie jeśli każdy z nas napisze utwór dla nieistniejącego filmu. Te utwory pozwoliły nam zachować pewna całość na tej płycie. Oczywiście mogliśmy znaleźć też inne utwory filmowe, ale stwierdziliśmy, że te dwa utwory pełnią funkcję klamry. Z odpowiednią dozą skromności dołączyliśmy po jednym naszym utworze. Powiedział Pan „ścieżka dźwiękowa do nieistniejącego filmu. Czy tworzy Pan muzykę filmową. A jeśli nie czy Pan zamierza ją pisać?

Mam takie ogromne pragnienie i przypuszczam ze wcześniej czy później coś takiego mi się przydarzy jako, że miałem doświadczenia z pisaniem muzyki teatralnej, która jest w charakterze bardzo zbliżona do filmowej.

W obu przypadkach jest to muzyka ilustracyjna...

Tak i sprzyja budowaniu napięć i współgra z tym co widzimy na ekranie. To fajna robota i myślę, że pewnego dnia napiszę coś takiego.

A dlaczego „Celuloid” to tylko nieco ponad 42 minuty muzyki. To trochę krótko...

To jest kwestia gustu czy oznacza to krótki. Kiedy dorastałem płyty winylowe miały po 30 minut. Koncept płyty począwszy od okładki poprzez nazwę odnosi się trochę do czasu kiedy powstawały tak piękne utwory jak te, które nagraliśmy. Wszystkie moje płyty jazzowe mają od 50 do 60 minut. Nigdy nie przekroczyłem tej granicy dlatego, że uważam, iż jest pewien poziom znużenia. Lubię jeżeli słuchacz kończy słuchać płytę i sięga po nią po raz kolejny. Mimo, że użyliśmy wielu gitar i staraliśmy się, aby płyta była jak najbardziej kolorowa to jednak zawsze słychać tylko dwie gitary. Nie chcieliśmy na silę niczego przedłużać. To taka solidna płyta winylowa.

Rozmawiał

Marek ZARADNIAK

Marek Napiórkowski Artur Lesicki „Celuloid” Blue Note (ul. Kościuszki 79), 8 maja, godzina 19,

bilety: 35-50 zł

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie