reklama

Niezwykłe dzienniki z wojny Tertuliana Stablewskiego

Krzysztof M. KaźmierczakZaktualizowano 
Chociaż od zakończenia wojny minęło 70 lat, a od śmierci Tertuliana Stablewskiego 42 lata, to dopiero teraz zostaną opublikowane jego dzienniki z okresu okupacji. Zapiski ziemianina są wyjątkowym źródłem wiedzy o życiu w Wielkopolsce w czasach niemieckiego terroru.

Relacji z okresu wojny i okupacji nie brakuje. Publikowali je także mieszkańcy naszego regionu. Tyle, że są one albo fragmentaryczne, albo zostały spisane w okresie powojennym, po „przefiltrowaniu” wynikającym z oddalenia czasowego i aktualnej historycznej wykładni. Tymczasem Tertulian Stablewski notatki prowadził na bieżąco od rozpoczęcia wojny aż do zakończenia walk o twierdzę Poznań w 1945 roku.

- Był to człowiek niezwykle inteligentny, oczytany, o wyostrzonym zmyśle obserwacji. Jego dzienniki nie mają charakteru martyrologicznego, zawierają za to wiele smaczków, elementów wręcz humorystycznych, odzwierciedlają zwykłą codzienność. Są w nich informacje, których próżno szukać w publikacjach historycznych na temat okupacji. Nie ma drugiego takiego źródła w Wielkopolsce - uważa dr Łukasz Jastrząb, historyk z Biblioteki Kórnickiej PAN, który podjął się opracowania, opatrzenia przypisami i komentarzami pierwszego wydania książkowego dzienników Stablewskiego.

Przepowiednie, plotki i dowcipy
Urodził się w 1901 roku w należącym do rodziny dworku w Szlachcinie, w powiecie średzkim. Młodość spędził ucząc się i studiując (m.in. malarstwo) w Niemczech. Tam też zetknął się osobiście z Hitlerem. Jak wspominał „byłem raz na zebraniu hitlerowskim z namowy kolegów, którzy twierdzili, że jest taki, co bardzo zabawnie „piorunuje na czerwonych”. Gdyśmy usadowili się przy stole i zamówili sobie po litrze piwa i gdy zapełniła się cała olbrzymia sala, wjechał na początku... kulomiot, za nim oddziały SA, zwane wówczas Hitlergarde, a na końcu wszedł Hitler”. W tamtym czasie przyszły führer był dla niego śmieszny i niegroźny.

Dzienniki realistycznie pokazują jak okupanci sukcesywnie wzmagali represje w Wielkopolsce, którą wcielili do III Rzeszy i nazwali Krajem Warty. Przedstawiają coraz trudniejsze warunki życia, brak żywności, panujący terror i zbrodnie na mieszkańcach i jeńcach. Ale nawet wtedy, gdy Stablewski pisał o sprawach ponurych to rzadko popadał w pesymizm.

Stałym elementem zapisków są krążące powszechnie plotki. Pojawiały się one szczególnie licznie w pierwszych dwóch latach po napaści na Polskę, gdy wieszczono bliską klęskę Niemiec. Plotki dotyczyły głównie sytuacji na froncie i zakończenia wojny. Wiele z nich nie miał racjonalnych podstaw np. że Niemcy tracą dziennie po kilkaset samolotów czy, że podczas ataku na Francję do wojny przeciwko Hitlerowi przystąpiły Stany Zjednoczone i Związek Sowiecki.

Ludzi ekscytowali się także przepowiedniami, a Tertulian Stablewski je skrzętnie je odnotowywał. Pisał np. że podczas walk we Francji była popularna „Przepowiednia o ostatniej bitwie światowej w lasku brzozowym w Westfalii”, która miała doprowadzić do klęski Niemiec. Kiedy ona nie nastąpiła, w kręgu zainteresowania znalazły się kolejne wizje przyszłości. „Ogólnie panuje przekonanie, że Niemcy teraz zostaną pobici. Bazuje na jakiejś przepowiedni, opiewającej, iż po zdobyciu ośmiu państw załamią się na dziewiątym” - pisał w 1940 roku. W tym samym roku zanotował też: „Córka mego stryja , matka przełożona karmelitanek napisała mu, że karmelitanki spodziewają się końca wojny 15 sierpnia”.

Autor dziennika przytaczał często także powtarzane wtedy dowcipy. Oto jeden z nich: „Przychodzi babulinka do księdza i zwraca się do niego w te słowa: „Za każdym razem, gdy widzę aeroplan niemiecki, myślę sobie żeby jak najprędzej kark skręcił! Chciałam zapytać księdza, czy to jest grzech”. „Duszo” - odpowiedział tenże - „to stanowczo nie jest po chrześcijańsku życzyć komuś śmierci, lecz dam ci radę: za każdym razem, gdy ujrzysz takiego, odmów wieczny odpoczynek”.

Eksterminacja Żydów

W zapiskach sporo uwagi Stablewski poświęca ludności żydowskiej, którą Niemcy traktowali jako darmową siłę roboczą. Opierał się nie tylko na tym, o czym słyszał, ale wiele sam widział, bo w dworku jego zmarłego stryja w Antoninku w 1942 roku Niemcy utworzyli obóz pracy i przetrzymywali w nim około 250 Żydówek. Ponadto informacje uzyskiwał bezpośrednio od znajomej lekarki żydowskiego pochodzenia (nazywała się Freund) z Berlina, która miała zezwolenie na swobodne poruszanie się i leczyła chorych w obozach w Poznaniu i okolicy.

Stablewski opisywał w jaki sposób Żydów terroryzowano, okradano, bito i męczono. „We forcie Radziwiłła (chodzi o nie istniejącą już redutę na Ostrowie Tumskim - przyp. aut.) komendantem nad Żydówkami jest niejaki Wapniecki. Jest to skończony sadysta pomijając fakt, że i świnia, bo ongi był Polakiem a teraz jest Volksdeutscherem. Otóż człowiek ten znęca się nad Żydówkami w ten sposób, że każe im rozebranym do koszuli wykonywać ćwiczenia wojskowe w stylu „Powstań, padnij!” i to w błoto” - zanotował. Pisał, że niektórzy Niemcy chełpią się ilu Żydów zamordowali, osobiście spotkał Bałta (tak mówiono na Niemców z Prus Wschodnich), który chwalił się zabiciem 2300 osób. Opisał szczegółowo metodologię masowych morderstw w Chełmnie (był tam obóz zagłady) oraz sposób eksterminacji w Poznaniu. „Zabijanie słabych Żydówek odbywa się w ten sposób: przyrzekają im lekką robotę na przykład szycie, lecz zapowiadają im, że poprzednio muszą być odwszone; w tym celu wprowadzają je nagie do komory, gdzie wpuszczają gaz i skąd po 10 minutach wyciągają trupy” - zapisał w październiku 1942 roku, a kilka miesięcy później, że „z trupami żydowskimi nie bawią się w ceremonie, tylko grzebią Żyda na miejscu w ziemię tak jak stał, najwyżej na pół metra głębokości”.

Odnotowywał ucieczki z obozów i ciągły niepokój lekarki o to, co stanie się z nią i jej podopiecznymi. Wszyscy zostali zabici, a o tym nie ma w dzienniku. Ostatni jego zapis z 1943 roku datowany jest na maj, potem w pamiętnikach jest przerwa aż do sierpnia 1944 roku, chociaż Stablewski cały czas pisał. Tyle, że notatki z tamtego okresu zostały zniszczone gdy na dom, w którym były przechowywane spadła bomba. Zachowały się za to zapiski z okresu, gdy skierowano go do pracy przy budowie niemieckich umocnień, a potem z czasu nadejścia Armii Czerwonej i walk o Poznań (nie było go wtedy w mieście).

Cenzura by nie puściła

Stablewski był pisarzem więc dzienniki prowadził zapewne z myślą o ich opublikowaniu. W drugiej połowie lat 50., prawdopodobnie po „odwilży” październikowej przygotował je do wydania - zostały przepisane na maszynie i opatrzone wstępem. Nie wiadomo czy autor proponował je jakiemuś wydawnictwu, ale jeśli to zrobił, to nie miały one szans się ukazać z powodu cenzury. Zawierały bowiem liczne akcenty antykomunistyczne i antysowieckie oraz wstrząsające relacje z prześladowań Polaków na ziemiach zajętych w 1939 roku przez Armię Czerwoną.

Stablewski utrzymywał się ze skromnej renty, którą otrzymał po odebraniu mu majątku rodzinnego przez komunistyczne władze. Dorabiał do niej tłumaczeniami (znał osiem języków) i malowaniem. Prawdopodobnie ze względów finansowych postanowił sprzedać swoją spuściznę. Zwrócił się najpierw do Ossolineum we Wrocławiu, w którym są obszerne archiwalia rodu Stablewskich. Ostatecznie zbiór różnych jego dokumentów, w tym nie wydane nigdy powieści i dramat oraz dzienniki, sprzedał w latach 60. do Biblioteki Kórnickiej PAN.

Autor dzienników zmarł bezpotomnie w 1973 roku w Zakopanem, gdzie spędził ostatnie ponad dwadzieścia lat życia. Jego zapiski dotąd nie zostały wydane (jedynie w 2009 roku, Przemysław Matusik zamieścił ich fragmenty w „Kronice Miasta Poznania”). Obecnie dr Jastrząb kończy żmudne prace nad ich opracowaniem. Liczące łącznie tysiąc stron dwa tomy dzienników Stablewskiego wyjdą w grudniu br. nakładem Biblioteki Kórnickiej, ale nie będą przeznaczone do powszechnej dystrybucji.

Z prymasem w rodzinie
Kuzyn jego dziadka (po którym autor dzienników otrzymał imię Tertulian) został w 1891 roku prymasem Polski. Chodzi o Floriana Stablewskiego (1841-1906), który założył Drukarnię św. Wojciecha w Poznaniu i „Przewodnik Katolicki”.

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3