O dwóch takich, co poznają relacje z... jedzeniem. Wielkopolanki stworzyły bloga i namawiają do uczenia dzieci prawidłowych nawyków

Monika Rakowska
Maria Salicka i Maria Rościszewska przekonują, że rodzinne obiady nie muszą być drogą przez utarty schemat Fot. Archiwum Moniki Rakowskiej
Rozmowa z Marią Salicką z Leszna i Marią Rościszewską z Nowego Tomyśla, autorkami bloga www.matkizywicielki.pl. Wielkopolanki od kilku lat konsekwentnie i cierpliwie zachęcają inne mamy do promowania prawidłowych nawyków żywieniowych u swoich dzieci.

Zobacz też: Niektóre kosmetyczki nie mają się czym pochwalić

Skąd wziął się pomysł na założenie bloga o zdrowym żywieniu dla najmłodszych?
Maria Salicka:
Poznałyśmy się wiele lat temu na studiach w Poznaniu i od tego czasu mamy ze sobą większy lub mniejszy kontakt. Od pewnego czasu jesteśmy też młodymi mamami.
Kiedy okazało się, że w naszych dietetycznych duszach gra to samo, postanowiłyśmy zająć się żywieniem dzieci i wtedy narodził się pomysł bloga o nawykach dietetycznych w polskich rodzinach.
Maria Rościszewska: Widzimy te same problemy i chcemy iść w tym samym kierunku. Po ukończeniu dietetyki nie miałyśmy regularnego kontaktu. Zmieniło się to w chwili kiedy pojawiły się dzieci- wspólne tematy nas powiązały. Marysia jako że została wcześniej mamą była bardziej doświadczona niż ja ponieważ jej synek jest 2 lata starszy od mojej córki. Zawsze więc kiedy miałam obawy dotyczące dziecka zawsze służyła mi radą i wsparciem. W ten sposób doszłyśmy do wniosku, że chcemy stworzyć razem bloga o tym, z czym borykamy się na co dzień zapewne nie tylko my ale również inne mamy.

Czy swoją wiedzę czerpiecie z życia codziennego, życiowych problemów i przeciwności?
MS
: Tak właśnie jest, bo wcześniej nie było takiej motywacji w nas, aby zająć się tą tematyką, ponieważ nie czułyśmy się na siłach, aby działać w tym obszarze z wiedzą świeżo zdobytą po studiach. Zmieniło się to bardzo szybko, w chwili kiedy pojawiły się nasze pociechy i chęć walki o ich zdrowe żywienie. Wiedzę uzupełniałyśmy też poprzez odpowiednią literaturę, kursy oraz szkolenia.
MR: Dziedzina żywienia, która nas interesuje rozwija się stosunkowo od niedawna, ponieważ wcześniej nie były dostępne szkolenia czy badania naukowe, z których można było czerpać wiedzę i ją aktualizować. Na szczęście z biegiem czasu się to zmieniło i bardzo efektywnie z tego korzystamy.
MS: Człowiek po studiach myślał, że będzie robił to, co większość absolwentów, czyli promował szablony diet, znane niemal wszystkim tym, którzy odwiedzili gabinety dietetyczne. Każda z nas próbowała się w tym odnaleźć, natomiast obie po jakimś czasie czułyśmy, że to nie jest to, co chcemy w życiu robić. Dlatego swoje zainteresowania skierowałyśmy na dietetykę rodzinną oraz dziecięcą. Okazało się, że to był strzał w dziesiątkę.

Dorośli maja problem, aby wytrwać w ryzach zdrowej diety, a co dopiero dzieci. Jak je przekonywać do prawidłowych nawyków?
MS: To prawda, natomiast my kładziemy duży nacisk na relacje międzyludzkie oraz relacje z jedzeniem. Chcemy uświadamiać, że bez tych dobrych relacji, kontaktu nie ma miejsca na zmianę nawyków żywieniowych, bo to jest bardzo długi proces.

Relacje z jedzeniem – to bardzo trafne określenie...
MS: Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że tkwią w relacji z jedzeniem i nie jest to tylko fizjologiczne zaspokojenie potrzeb, ale również czynność o podłożu psychologicznym. Wiele nawyków żywieniowych wynosimy z domu i maja one na nas ogromny wpływ.
MR: Pozytywne relacje z jedzeniem to tak naprawdę inwestycja w życie nasze naszego dziecka i naszej rodziny. Ważne, aby wprowadzać je od początku, kiedy mamy największy wpływ na dietę naszych pociech.

Jak Wasi bliscy reagują na Waszą prozdrowotną misję?
MS: Wspierają nas i kibicują nam. Mąż koleżanki jest koordynatorem strony internetowej. W sferze domowej staram się nie przesadzać, u mnie w domu jest problem ze spożywaniem różnego rodzaju kasz. Dlatego przygotowuję też warianty zastępcze, czyli dania z ziemniakami.
MR: U mnie na stole, od chwili kiedy pojawiło się dziecko jest większy wybór niż wcześniej. Nie zamykamy się tylko i wyłącznie na kasze i ryże. Bardziej idziemy w kierunku różnorodności pod warunkiem, że wszystko, co ląduje na stole jest zdrowe. Paleta żywieniowa jest urozmaicona właśnie ze względu na młode pokolenie. Chcemy, aby dziecko poznawało nowe smaki.

Jaki jest cel Waszej działalności?
MR: Chciałybyśmy z Marią trochę odczarować dietetykę. U nas w Polsce kojarzona jest ona z czymś negatywnym –z dietą redukcyjna 1000 kcal, gotowaną marchewką i kurczakiem. Wiadomo, że czasami w stanach chorobowych jest to konieczne. Natomiast my chciałyśmy pokazać, że można dobrze, smacznie zjeść i cieszyć się zdrowiem, przy okazji nie zaniedbując figury.

A jaką literaturę polecacie innym mamom?
MS: Na uspokojenie – „Moje dziecko nie chce jeść” Carlosa Gonzaleza. Jest to obowiązkowa pozycja dla wszystkich rodziców potrzebujących sprowadzenia dziecka na Ziemię, obalenia wszelkiego rodzaju mitów oraz rozwiania niepotrzebnych obaw.

Jakie macie plany na ekspansję wiedzy dietetycznej w Internecie?
MS: Chciałybyśmy warsztatowo się rozwinąć nie tylko on-line. Może otworzymy gabinet czy nawet poradnię zajmującą się kompleksowo rodzicami oraz ich psychodietetyczną sferą.
MR: Już teraz dynamicznie rozwijamy bloga pod adresem www.matkizywicielki.pl. Jesteśmy też obecne na Instagramie oraz Facebooku. W niedalekiej przyszłości planujemy również warsztaty on-line.

Rozmawiała Monika Rakowska

Co z komuniami i weselami po 26 kwietnia?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie