O staruszkach, ich obrażaniu i bąków puszczaniu

Leszek Waligóra
Leszek Waligóra.
Leszek Waligóra.
Po pierwsze primo: nigdy nie nabijaj się z własnego auta. Ośmieliłem się uczynić to przed tygodniem. Nie dość, że niemal wystosowano do mnie oficjalne sprostowanie, to auto się obraziło. Można powiedzieć: na amen.

Na szczęście nie było to amen wystosowane do mnie. Po prostu: najdłuższa z moich motoryzacyjnych miłości zakończyła się zgonem umiłowanej. Trzeba oddać: choć śmiertelnie na mnie obrażona, zachowała się iście filmowo. Wiecie, jak wtedy, gdy kula leci w stronę głównego bohatera, a umiłowana piersią własną go zasłania. Oczywiście umiłowana kona mu potem w ramionach, on mówi: nie umieraj! Napisy końcowe. Ewentualnie zemsta na wrogu i dwa lata potem równie kasowy remake, w którym główny bohater poznaje jakąś reinkarnację ukochanej.

Wypisz wymaluj mój przypadek. Innymi słowy: nigdy więcej nie napiszę już złego słowa o żadnym moim samochodzie, bo głupio potem zbierać jego resztki z jezdni i zastanawiać się: jakim cudem ja mam wszystko całe?

Po drugie primo: nigdy nie wierz sprzedawcom. Nigdy. Mechanikom możesz, ale tylko zaufanym. Moje konsylium chłopaków z Tynieckiej, niczym ci z "Ostrego dyżuru" (do zestawu ludzkich doktorów z rodzimych seriali medycznych nie śmiem porównywać - moi mechanicy ruszają się zdecydowanie szybciej) i doktor House razem wzięci stwierdziło, zaordynowało i niemal już przeprowadziło udaną operację, a ja na ich zlecenie przeprowadzam poszukiwania następcy godnie zmarłego poprzednika. I co? A, nic takiego... Ot, kilka odkryć. Pierwsze: granica polsko-niemiecka, choć już bez kontroli celnej, ma zadziwiające właściwości. Auto, które jeszcze tydzień temu, wystawione na sprzedaż przez brzuchatego Niemca z północnej Bawarii, miało uszkodzony dach, przebieg 200 tysięcy kilometrów i cenę w przeliczeniu 2-krotnie niższą, po przekroczeniu granicy nie dość, że podrożało, to jeszcze stało się cudownie bezwypadkowe, a kilometraż spadł do 95 tysięcy. Jak nic, ci Niemcy po prostu inaczej kilometry liczą. Pewnie ich 10 tysięcy kilometrów autostrad to też jedna wielka ściema.

Drugie odkrycie: cena auta w żaden sposób nie zależy od jego wartości. Im bardziej przywiązany do auta kierowca - tym wyższa cena. Lub im cwańszy handlowiec. "Panie, to auto w rodzinie było od lat, kochany samochód!" (a ma pan w rodzinie jakiegoś Hansa, bo jak wół był on właścicielem jeszcze miesiąc temu).

Trzecie odkrycie jednak już całkiem mnie zdziwiło. Zdaje się, że na Zachodzie w cenie największej są... emeryci. Im auto nowsze, tym tam tańsze. Ale za to motoryzacyjne staruszki (od dziś wbijam sobie raz na zawsze do głowy: kla-sy-ki) tam kosztują majątek. A u nas? Widać jeszcze nie ma mody na posiadanie samochodów starszych od węgla, bo wychodzą tańsze od węgla. A przecież każdy rozsądny Polak powinien już chuchać i dmuchać na swojego pierwszego Fiata 126p, w nadziei, że wkrótce moda na klasyczne maluchy z 1981 roku wybuchnie za Oceanem, zmiatając z tronu modę na mustangi i inne paliwożerne monstra. Każdy Amerykanin zachwyci się samochodem, który miał silnik z tyłu, klimatyzację od dziur w karoserii, a szyby opuszczane za pomocą korbki, gdy w USA o korbce nie pamiętano już od lat 60.

Motoryzacyjnych wspomnień czar... Jeśli nie dorównujemy Europie wiekiem staruszków na dwóch nogach, to ci na czterech kołach na pewno nie przynoszą nam powodu do wstydu. Po zastanowieniu stwierdzam, że aktualny felieton powinien dotyczyć problemu emerytów, ale obejrzawszy debatę w Sejmie, stwierdzam: wolę pisać o autach. One, w odróżnieniu od polityków, pierdzą tylko z wydechu.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

B
Brrr

Jakies takie dziwne to foto

z
zołza

To ma być to nowe zdjęcie na wiosnę?

Dodaj ogłoszenie