Opalenica: Zostawili w lesie na śmierć. Mowy obrońców

Barbara Sadłowska
W czwartek przed poznańskim Sądem Apelacyjnym przemawiali obrońcy oskarżonych: matki, konkubenta i syna, którzy w grudniu 2009 roku pobili i zostawili półnagiego na mrozie w lesie pod Opalenicą niechcianego adoratora Elżbiety. Dariusz G. zmarł. Domagali się niższych kar, bowiem sąd pierwszej instancji był surowszy niż prokurator...

Dariusz G., który przyjaźnił się z mężem Elżbiety B-G, po jego śmierci związał się z wdową. Jednak kiedy po raz kolejny trafił do zakładu karnego, jego miejsce zajął inny, młodszy mężczyzna 31-letni Krzysztof W. Po odsiadce Dariusz chciał wrócić do Elżbiety, ta jednak kategorycznie powiedziała: nie. Dariusz G. nie rezygnował. Nachodził kobietę, straszył telefonami i sms-ami, groził, że skrzywdzi jej dzieci.

Krzysztof W. postanowił przekonać Dariusza metodami przyjętymi w tym środowisku, czyli ręcznie. 19 grudnia 2009 roku pojechali w czwórkę do niechcianego adoratora: Elżbieta z konkubentem oraz jej dwóch synów: 17-letni Ron i 15-letni Krzysztof. Zaczęli bić go w samochodzie. Jednak Dariusz G. także atakował i lżył. Wywieźli mężczyznę do lasu pod Opalenicą. Elżbieta została w samochodzie, a panowie bili i kopali niepokornego Dariusza.

Potem pozbawili go części ubrania i zostawili siedzącego pod drzewem. Biegły stwierdził potem, że gdyby siedział tam godzinę dłużej, zamarzłby na śmierć w kilkunastu stopniowym mrozie. Ale stało się inaczej: skatowany Dariusz G. udusił się, bo nie był w stanie podnieść głowy. Dlatego poznański Sąd Okręgowy zmienił kwalifikację prawną czynu oskarżonych. Prokurator zarzucił im zabójstwo, żądając dla Krzysztofa W. 15 lat więzienia i 10 dla Elżbiety B- G. oraz łagodniejszych kar dla chłopców. Sąd jednak uznał ich winnymi usiłowania zabójstwa, ale skazał konkubenta na 25 lat, a kobietę na 11. Ron G. dostał 4 lata, a jego młodszy brat - 3.

Wyroku nie zaskarżył tylko obrońca Rona. Podczas rozprawy apelacyjnej adwokaci przekonywali, że kary dla Krzysztofa i Elżbiety są zbyt surowe (w przypadku Krzysztofa chodziło o osądzenie go przed sądem rodzinnym). Adwokat Wojciech Bąkowski twierdził, że Krzysztof W. zasłużył na nadzwyczajne złagodzenie kary, bo gdyby nie jego wyjaśnienia nikt by nie znalazł denata zakopanego w lesie. - Bez znalezienia ciała tej sprawy by nie było - mówił mecenas.

- Nie może być tak, że prokurator mniej żądał za dokonanie czynu, a sąd wymierzył większą karę za usiłowanie - przekonywał adwokat Paweł Głuchowski, obrońca Elżbiety B-G.

Sąd Apelacyjny albo ogłosi we wtorek prawomocny wyrok, albo będą mieli kolejny proces.

Chcesz skontaktować się z autorem informacji? [email protected]

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie