Orzeczenia TSUE zmieniają sytuację frankowiczów. Mogą skutecznie żądać nadpłat za cały czas spłaty kredytu i nie muszą znać umów

Monika Kaczyńska
Monika Kaczyńska
Z orzeczeń TSUE wynika, że na bankach jako na spoczywał obowiązek ostrzeżenia przyszłego frankowicza, że w przyszłości z powodu ryzyka kursowego może mieć trudności ze spłatą kredytu.
Z orzeczeń TSUE wynika, że na bankach jako na spoczywał obowiązek ostrzeżenia przyszłego frankowicza, że w przyszłości z powodu ryzyka kursowego może mieć trudności ze spłatą kredytu. Piotr Smoliński
Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł, że roszczenia klienta z tytułu krzywdzącej go umowy nie przedawniają się. W praktyce oznacza to, że występujący do sądu frankowicze mogą skutecznie domagać się zwrotu pieniędzy za cały okres spłaty kredytu. Ale TSUE wydało też orzeczenie znacznie bardziej fundamentalne. Wynika z niego, że nawet jeśli klient nie przeczytał umowy, i tak korzysta z ochrony prawa.

Bieg terminów przedawnienie zarówno frankowiczów wobec banków, jak i banków wobec frankowiczów był jedną z kwestii, którą miała zająć się Izba Cywilna Sądu Najwyższego w pełnym składzie.

Ta najpierw kilkakrotnie przekładała wydanie opinii, w końcu 11 maja, gdy wszyscy spodziewali się, że stanowisko pełnego składu Izby Cywilnej SN zostanie ogłoszone, ta zdecydowała się poprosić o opinie w tej kwestii wiele instytucji: oprócz przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego, prezesa Narodowego Banku Polskiego i Rzecznika Finansowego, także Rzecznika Praw Obywatelskich i Rzecznika Praw Dziecka.

Frankowicze nie kryli zdziwienia i rozczarowania. - Nie sposób przewidzieć kiedy ostatecznie pełny skład Izby Cywilnej zajmie stanowisko w tej sprawie - mówi Marek Rzewuski, wiceprezes Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu. - Prośba o dodatkowe opinie była niespodziewanym posunięciem. Sąd Najwyższy nie pracuje nad ustawą i nie musi ważyć racji społecznych - dodaje

Kredyty frankowe - roszczenia bez przedawnienia

Orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej jest jednoznaczne: jeśli klient podpisał umowę zawierającą klauzule zakazane lub w innych sposób go krzywdzącą jego roszczenia z tego tytułu nie przedawniają się.

Czytaj także

- Wygląda na to, że rozliczenia stron (banku i kredytobiorcy) z tytułu nieważnej umowy kredytu indeksowanej lub denominowanej kursem obcej waluty (np. franka szwajcarskiego) odbywać się będą na nieco innych zasadach niż to wydawało się jeszcze kilka lat wcześniej - mówi Tomasz Konieczny, radca prawny z Kancelarii Konieczny Polak i Partnerzy.

- Klasycznie każda ze stron może żądać zwrotu swojego świadczenia spełnionego na podstawie nieważnej umowy w terminie liczonym od daty jego spełnienia. Oznaczałoby to tyle, że bank mógłby żądać zwrotu kapitału tylko w ciągu 3 lat od jego uruchomienia (co w praktyce oznaczałoby dziś niemożliwość odzyskania przez banki kapitałów kredytów wypłacanych na podstawie nieważnych umów sprzed kilkunastu zwykle lat). Kredytobiorca będący konsumentem mógłby zaś dochodzić zwrotu rat z ostatnich 10 lat - podkreśla.

Jak wyjaśnia, w kwestii terminu przedawnienia Sąd Najwyższy w składzie siedmiu sędziów wypowiedział się pośrednio w uchwale z 7 maja br.

- Przy okazji rozstrzygnięcia o teorii dwóch kondykcji (czyli niezależnych roszczeń klienta i banku) SN uznał, że„kredytodawca może żądać zwrotu świadczenia od chwili, w której umowa kredytu stała się trwale bezskuteczna” - tłumaczy Tomasz Konieczny. - Po wspomnianej uchwale SN pełnomocnicy konsumentów, jak i sami zainteresowani nabrali obaw, czy nie będzie nierównych szans, tj. że bankowi pozostawiona zostanie możliwość dochodzenia kapitału kredytu sprzed wielu laty, a roszczenia konsumentów będą limitowane terminem przedawnienia wyłącznie do ostatnich 10 lat. Tu w sukurs przyszedł - nie po raz pierwszy zresztą - TSUE - podkreśla.

I dodaje, że zgodnie z tym wyrokiem okres przedawnienia zaczyna biec nie od momentu zapłacenia raty, a od chwili gdy konsument dowiedział się o tym, że ma prawo do zwrotu pieniędzy z powodu nieważności umowy lub przynajmniej bezskuteczności klauzul indeksacyjnych.

Kredyty frankowe - dlaczego umowy są nieważne?

- Część dotycząca przedawnienia jest jedynie potwierdzeniem orzeczenia SN w składzie siedmiu sędziów - twierdzi Beata Strzyżowska, radca prawny. - Największą wartością jest to, że TSUE uznał, iż kluczowe dla wadliwości tych umów nie jest arbitralne ustalanie kursu, co dotąd było często podnoszone, ale nietransparentna informacja o ryzyku kursowym.

Czytaj także

Jak wyjaśnia, nawet gdyby banki ustalały kurs na podstawie na średniego kursu NBP, umowy wcale nie byłyby z punktu widzenia ochrony praw konsumentów lepsze. Najistotniejsze jest to, że banki faktycznie nie udzielały prawdziwych i pełnych informacji o istnieniu ryzyka kursowego i o tym, jak bardzo jest ono realne. Jak twierdzą klienci banków, pospolitą praktyką było przekonywanie klientów, iż wahania kursu franka są bardzo niewielkie, na podstawie danych z ostatnich kilku lat przed zaciągnięciem kredytu, podczas, gdy informacje o wcześniejszych gwałtownych wzrostach kursu franka nie były podawane, co w przypadku kredytów zaciąganych 20, 30, a nawet 40 lat miało fundamentalne znaczenie.

W kolejnym orzeczeniu TSUE uznał, że ochrona przed nieuczciwymi umowami należy się konsumentowi w każdym wypadku, niezależnie od jego wiedzy i doświadczenia, a także tego czy przeczytał umowę. To na banku spoczywa obowiązek dokładnego poinformowania klienta, do tego w taki sposób, by ten informację zrozumiał.

10 branż w Wielkopolsce, w których zarabia się najlepiej. Tu...

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie