Mieszkańcy nadal protestują i założyli stowarzyszenie. Nie chcą osadu na polach koło swych domów. Jak mówią, zrobią wszystko, by nie dopuścić do wywozu osadu.

Kilka tygodni temu informowaliśmy o obawach mieszkańców podnowotomyskich miejscowości - Glinno i Przyłęk, związanych z działaniami Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Nowym Tomyślu. Przypomnijmy, że PWiK nabyło około hektarową działkę pośrodku pól, jednak w niedalekiej odległości od zabudowań mieszkalnych i chce tam wywozić osad z oczyszczalni, by potem  na takim podłożu uprawiać wierzbę energetyczną. Plany wywołały zamieszanie wśród mieszkańców, którzy zebrali się i przedstawili w liście do burmistrza swoje obawy.

Tymczasem  zarząd przedsiębiorstwa przedstawił, między innymi odpowiadając na pytania administratorów Niezależnego Forum Nowego Tomyśla swe plany związane z działką. Wytłumaczono wówczas, że osad, który trafi na pola,  jest już przerobiony, zmineralizowany i nie wydziela obficie nieprzyjemnych zapachów. Wskazano również, że podobne uprawy wierzby od lat  znajdują się przy samym Przedsiębiorstwie Wodociągów i Kanalizacji, a także w innych częściach gminy i wcześniej nikt się na nie nie uskarżał.

Mieszkańców terenu, gdzie osad ma trafiać to jednak nie przekonało. Założyli stowarzyszenie „Glinno i Przyłęk Naturalnie”, którego celem jest między innymi walka o zdrowe środowisko tych terenów. Jak nam powiedziano, na spotkaniu założycielskim pojawiło się kilkadziesiąt osób.

Jednym z pierwszych działań nowego stowarzyszenia był kolejny list do burmistrza w sprawie, który wysłano w połowie maja.

Protestujący po raz kolejny poinformowali o swoich obawach związanych z planowanymi działaniami PWiK. Tym razem zwrócili jednak uwagę na inny aspekt, a mianowicie możliwe przenikanie szkodliwych substancji do wód gruntowych, jak również kwestię dojazdu do wspomnianego pola:

- Ten jest fatalny - informuje nas członek stowarzyszenia Dominik Handzewniak. - Albo przez pola, albo wąską drogą przy płotach okolicznych mieszkańców - dodaje. Podobne obawy mają inni.

Gdy pojechaliśmy na miejsce, pokazano nam potencjalną drogę dojazdową do działki. Pomijając fakt, że jest ona obecnie zakrzaczona i dawno nie była używana, to wśród ogrodzeń posesji ciężko będzie się w nią „złamać” jakiemukolwiek większemu pojazdowi, który osad na pole miałby dowieźć. Podobnie zresztą wygląda inny dojazd do tego terenu, który także wiedzie trasą wśród pól, która nie jest raczej przystosowana do przejazdu większych samochodów.

Członkowie stowarzyszenia powiedzieli nam, że nie zgadzają się z decyzjami PWiK. Dziwi ich fakt, że wcześniej nie poinformowano ich o planach zakupu działki i jej przeznaczenia, nie porozmawiano z najbliższymi sąsiadami. Podkreślono, że cała społeczność tych terenów zrobi wszystko, co w ich mocy, żeby  zamierzenia przedsiębiorstwa nie doszły do skutku w tym miejscu.

W sprawie kolejnego protestu mieszkańców i ostatniego pisma przez nich wysłanego, chcieliśmy porozmawiać  z burmistrze Nowego Tomyśla. Niestety ze względu na wyjazd służbowy od czwartku Włodzimierza Hibnera w urzędzie nie było, w poniedziałek rano  zaś  nie udało nam się do niego dodzwonić.

Prezes PWiK Marek Wichtowski zapytany o dojazd powiedział, że ten jest z drogi publicznej: - Nie kupilibyśmy działki bez dojazdu. Poza tym, mamy mniejsze pojazdy, nie musimy tam jeździć ciężkim sprzętem - powiedział nam. - Pierwsze transporty planujemy tam wywozić  najwcześniej wiosną 2017 roku - dodał szef przedsiębiorstwa.