Ostatnia nadzieja Afryki ocalała

Rafał Romaniuk
Piłkarskie mistrzostwa świata są turniejem, w którym czasem i porażka może mieć słodki smak. Wczoraj piłkarze Ghany przegrali w Johannesburgu z Niemcami 0:1, ale nie oznacza to dla nich końca mundialu. Ostatnia drużyna z Afryki, która pozostała w mistrzostwach, zajęła drugie miejsce w grupie D i w 1/8 finału zagra z USA.

Ghańczykom nie wypadało się cieszyć po ostatnim gwizdku sędziego. Przybili tylko piątki, wymienili się z rywalami koszulkami i zeszli do szatni. Ale gdy na telebimie wyświetlono wynik drugiego meczu Australia - Serbia 2:1, a po chwili tabelę, na trybunach zaryczały wuwuzele, które słychać było pewnie w drugiej części miasta.

Oglądaliśmy wczoraj jeden z najlepszych meczów w tych mistrzostwach, choć niektórzy byli rozczarowani. Ci, którzy spodziewali się krwawej historii związanej z bratobójczym pojedynkiem. Naprzeciw siebie stanęli przyrodni bracia Boateng, którzy nie rozmawiają ze sobą od kilkunastu tygodni. Szykowała się filmowa historia - jeden (Jerome, Niemiec) to przykład porządnego chłopaka z sąsiedztwa, drugi (Kevin-Prince, Ghańczyk) wychowywał się w dzielnicy, w której dorastają pyszałki. Nie było jednak starć i krwi, choć obaj biegali na boisku niedaleko siebie.

Ghana to ostatnia nadzieja Czarnego Lądu w tym turnieju. Nie powiodło się gospodarzom, którzy choć z twarzą, to jednak odpadli w pierwszej rundzie. Teraz cała kibicowska energia przeniesie się na wspieranie zespołu trenera Milovana Rajevaca. Afrykanie mają to do siebie, że są wyjątkowo solidarni. Zresztą impreza odbywa się właśnie pod hasłem futbolowego uniwersalizmu.

Ich radość mieszała się jednak z rozczarowaniem, bo Niemców można było wczoraj ograć. Piłkarze Joachima Löwa po pierwszej połowie schodzili do szatni podenerwowani. Mieli sytuacje, ale Ghana zagrażała z równie dużą częstotliwością.
Jednak Niemcy jak to Niemcy - potrafili przetrwać trudne chwile. Bo niby dlaczego mieliby odpaść akurat tu i teraz, skoro nigdy w historii im się to nie zdarzyło, a bywali w gorszych tarapatach? Trener Löw długo miał jednak marsową minę. Po jednej z nieudanych akcji jego piłkarzy machnął poirytowany ręką, odwrócił się w kierunku ławki rezerwowych i podobnie jak w spotkaniu z Serbią kopnął bidon z wodą. Uspokoił się dopiero w 60. min. Do piłki, która spadła przed polem karnym, dopadł Mesut Özil, miał chwilę czasu, by ułożyć stopę, i strzelił idealnie. Piłka Jabulani sprawia bramkarzom problemy, ale tym razem nie miało to znaczenia. Strzał był za dobry.

Trener Rajevac uznał, że czas rzucić na stół najmocniejsze karty. Wiedział, że Australia prowadzi z Serbią 2:0 i sytuacja może wymknąć się spod kontroli. Posłał więc do boju Sulleya Muntariego, syna marnotrawnego, który poszedł w ślady Nicolasa Anelki i powiedział o szkoleniowcu dwa zdania za dużo. Szykował się szybki rozwód, Muntari dostał już informację, że może się pakować i rezerwować samolot do domu. Ale w ostatniej chwili gracz Interu Mediolan zdobył się na skruchę, której zabrakło Anelce, i przeprosił za swoje zachowanie. Trener przeprosiny przyjął, bo wiedział, że jeśli pozostanie nieugięty, może powtórzyć się historia, która miała miejsce we francuskim obozie.

Muntari prochu nie wymyślił, ale kilka akcji zainicjował - szybkich, z pierwszej piłki, ale brakowało skuteczności i szczęścia. Ghana przegrała, ale chwała pokonanym. Niemcy bez Miroslava Klosego (pauzował za czerwoną kartkę), który goni Brazylijczyka Pelego w liczbie zdobytych bramek, też zasłużyli na uznanie, bo potrafili opanować nerwy. Nie zachwycił Lukas Podolski, nie stworzył żadnej okazji, więc nie miał czego zmarnować. Urodzony w Polsce napastnik stawia sobie wysokie cele w tym turnieju, myśli nawet o koronie króla strzelców, a skoro tak, musi zacząć trafiać.
Najbliższa okazja już w niedzielę. W 1/8 finału obejrzymy piłkarską ucztę. Niemcy zagrają z Anglikami i gdyby wymienić wszystkie podteksty związane z tym spotkaniem, zabrakłoby łamów. Szykuje się odwieczna wojna, w której zwycięzca będzie tylko jeden, a porażka oznacza wejście do piekła.

Wideo

Materiał oryginalny: Ostatnia nadzieja Afryki ocalała - Polska Times

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

s
spokojny

Tak naprawdę to najlepiej grają Polacy. Przyjemnie popatrzeć jak bramki strzela Łukasz Podolski czy Mirek Klose a jak jeszcze do akcji wchodzi Piotrek Trochowski to naprawdę możemy ryknąć: Polskaaaaaaa!!!! Białoczeeeeerwooooniiiiiiii!!!!!!

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3