Palący problem złomowiska w Przysiece Polskiej. Mieszkańcy mają dość. Boją się ognia i trujących oparów

Monika Kaczyńska
Monika Kaczyńska
Pożar z przełomu czerwca i lipca 2021 roku gasiło 48 zastępów straży pożarnej Bogdan Ludowicz
2 lipca nad ranem wozy straży pożarnej wyjechały do pożaru na złomowisku w Przysiece polskiej prowadzonego przez firmę Polcopper. Ledwie dobę wcześniej zakończyła się tam trwająca 96 godzin akcja gaśnicza. - Długo znosiliśmy to cierpliwie. Ale teraz mamy serdeczne dość, Czy instytucje zadziałają dopiero kiedy ktoś zginie? - pytają mieszkańcy.

W ciągu ostatnich 12 miesięcy na złomowisku w Przysiece Polskiej pożary wybuchały 7 razy. Największy, który 48 zastępów straży pożarnej gasiło cztery do-by wybuchł 27 czerwca, ledwie trzy tygodnie po poprzednim. Kolejny - 2 lipca. To przelało czarę goryczy.
- Pożary tam to dla nas nie pierwszyzna - mówią mieszkańcy okolicy. - Od lat zgłaszaliśmy do wszystkich możliwych instytucji ten problem. A sytuacja z miesiąca na miesiąc jest gorsza. I wszystko w majestacie prawa.
Bo firma Polcopper działa legalnie. jak wynika ze strony internetowej trudni się m.in. skupem i sprzedażą złomu stalowego i z metali kolorowych. Ale to nie on jest źródłem problemów. W zakresie działania firma ma także złomowanie pojazdów, a także sprzętu elektrycznego i elektronicznego, przetwarzanie, odzysk i unieszkodliwianie odpadów. I ma na to stosowne pozwolenia.

- Decyzje tzw. sektorowe dotyczące zbierania oraz przetwarzania odpadów zostały wydane przez Starostę Kościańskiego, który wyraził zgodę na zbieranie prawie 900 różnych kodów odpadów - podkreśla Jacek Bogusławski, członek zarządu województwa wielkopolskiego.
W praktyce oznacza to, że Polcopper może w Przysiece gromadzić niemal wszystko - od elektrośmieci, przez plastik, makulaturę po odpady komunalne czy zielone. Nic dziwnego zatem, że w ofercie dla przedsiębiorstw ma odbiór wszystkich odpadów.
Na płonących hałdach można znaleźć pozostałości z tworzyw sztucznych po złomowanych samochodach, opony, fragmenty tapicerki czy pianki wypełniającej siedzenia, a tak-że szereg innych odpadów rozmaitego pochodzenia.

W oparach plastiku

Głowna siedziba Polcopper w Przysiece Polskiej to plac między torami kolejowymi, a niewielkimi blokami oraz parterowymi domami, w których mieszka około 100 rodzin. W czasie ostatniego pożaru, który rozpoczął się 27 czerwca zorganizowali pikietę.
- To nie do wytrzymania - twierdzą. - Do mieszkań wdziera się gryzący dym, mimo zamkniętych okien. Po każdym pożarze smród spalonego plastiku czuje się jeszcze przez kil-ka dni. A my ciągle wdychamy te opary. Jakie będą tego skutki za kilka czy kilkanaście lat? Kto nam pomoże, gdy zaczniemy chorować?
Pożary to jednak nie tylko problem najbliższego otoczenia. - Kiedy w Przysiece zaczyna się palić słup czarnego dymu widać z wielu kilometrów - mówi mieszkanka położonej nieopodal miejscowości w gminie Śmigiel. - Zapach spalenizny także czuć z daleka.

Od miesięcy nie milkną spekulacje na temat przyczyn pożarów. I nie uciszają ich oficjalne komunikaty.
- Każdy by się zastanawiał, jak to się dzieje, że pożary wybuchają akurat w weekendy i święta, kiedy nie ma tam pracowników i ogień im nie zagraża.- twierdzi jeden z mieszkańców.

Czy faktycznie tak jest? Gdy przyjrzeć się siedmiu pożarom z ostatnich 12 miesięcy faktycznie większość zaczęła się w dni wolne od pracy.
4 lipca 2020 roku wypadł w sobotę, 16 sierpnia w niedzielę, Ale kolejny pożar - 27 stycznia 2021 roku wybuchł w środę. Trzy następne - 21 lutego, 3 czerwca oraz 27 czerwca zaczęły się w dni świąteczne. Ostatni - 2 lipca - w piątek nad ranem.

W każdym z przypadków policja pod nadzorem prokuratury prowadziła postępowanie pod kątem ewentualnego podpalenia.
Te dotyczące ostatnich pożarów cały czas są w toku. W pozostałych przypadkach nie stwierdzono przestępstwa.
- Toczącego się postępowania nie mogę komentować - mówi zastępca prokuratora rejonowego w Kościanie. - Jednak w przypadku zakończonych nie ma żadnych wątpliwości, że nie doszło do przestępstwa. Opinie biegłych z zakresu pożarnictwa, a także pozostałe dowody są jednoznaczne - podkreśla.

Czy biegły może się mylić? To pytanie, które od miesięcy nurtuje mieszkańców. Jak twierdzą specjaliści, w przypadku tego typu pożarów prawdopodobieństwo błędu jest bardzo niewielkie.
- Nie przygotowywałem opinii w przypadku żadnego z tych pożarów - mówi biegły z zakresu pożarnictwa z wieloletnim doświadczeniem z listy biegłych poznańskiego Sądu Okręgowego. - Mogę więc snuć jedynie rozważania teoretyczne. Zawsze w przypadku pożaru bierzemy pod uwagę dwie możliwości - przyczyny naturalne i umyślne lub nieumyślne działanie człowieka. Trzeba powiedzieć jasno - w przypadku kilkumetrowej hałdy odpadów z tworzyw sztucznych, aby doszło do podpalenia nie wystarczy zapałka. Potrafimy skutecznie wykrywać ślady substancji palnych i efekty ich działania, nawet biorąc pod uwagę, że w czasie akcji gaszenia część śladów zostanie zatarta. Jeśli biegli badający te sprawy wykonali swoją pracę solidnie - a zakładam, że tak było - gdyby nastąpiło podpalenie z dużym prawdopodobieństwem zostałoby wykryte.

Przynajmniej w części przypadków do dyspozycji prokuratury był też monitoring.
Dlaczego więc hałdy płoną?
- W takiej pryzmie zachodzą rozmaite procesy chemiczne i biologiczne, do tego działa jak termos. W przypadku niektórych, popularnych tworzyw sztucznych wytwarzają się palne pary. one same zaś mają stosunkowo niską temperaturę zapłonu. Łatwo można sobie wyobrazić, że hałda zapali się bez udziału człowieka. Siłą faktu, im jest większa tym bardziej rośnie prawdopodobieństwo takich procesów. Ale to oczywiście tylko spekulacje - podkreśla ekspert.

Gaszenie zaś bywa ekstremalnie trudne. Akcja gaśnicza, która rozpoczęła się 27 czerwca trwała do 1 lipca. Mieszkańcy okolicznych domów, gdy zobaczyli słup czarnego dymu byli gotowi na ewakuację.
- Na szczęście nie było takiej konieczności - mówi mł. asp. Dawid Kryś z Powiatowej Komendy Straży Pożarnej w Kościanie. - Ale z dotychczasowych pożarów ten był największy. W szczytowym momencie gaszeniu brało udział 48 jednostek straży pożarnej z całego powiatu leszczyńskiego.

Płonęły 3 hałdy odpadów, których wysokość sięgała 8 m.
- Gaszenie takich pożarów trwa bardzo długo, bo po ugaszeniu ognia widocznego na zewnątrz każdą z tych hałd trzeba rozgarnąć i warstwę po warstwie odpadów przelewać wodą - wyjaśnia. - Dopóki nie zostanie zrobione wszystko - pożar nie jest ugaszony. W praktyce największe siły są zaangażowane na początku. Później na miejscu pracuje 5 do 10 zmieniających się zastępów. W nocy praca jest przerywana, na miejscu pozostają strażacy, by kontrolować sytuację. Od rana, gdy obsługa ładowaczy udostępnionych przez firmę przychodzi do pracy, kontynuujemy: rozgarnianie, przelewanie i tak w kółko.
Żmudne gaszenie każdego metra sześciennego odpadów trwało 96 godzin. Nie minęła doba i strażacy znów zostali wezwani na miejsce.
- Tym razem paliło się w zupełnie innym miejscu - twierdzi Dawid Kryś. - Pożar objął odpady już przetworzone.

Niech nam ktoś pomoże

Po pożarze z 3 czerwca Straż Pożarna zdecydowała się przeprowadzić na terenie zakładu Polcopper kontrolę. Sprawdza-no drogi pożarowe, zbiorniki itp. kwestie wynikające z przepisów p-poż. Zanim, zostały sformułowane i przekazane firmie wnioski, 27 czerwca wybuchł kolejny pożar. Dzień później, gdy sytuacja została z grubsza opanowana zdesperowani mieszkańcy rozpoczęli pikietowanie bramy zakładu. Na miejscu była też Małgorzata Adamczak, burmistrz Śmigla. - Zwracaliśmy się o pomoc wszędzie - mówi. - Pisaliśmy do marszałka, wojewody, posłów, senatorów. Wiemy, że Polcopper działa legalnie. Co z tego, jeśli sytuacja jest nieznośna? Jako samorząd gminny jesteśmy bezradni.

Burmistrz zaapelowała też o zmianę przepisów.
Czy będzie konieczna? Wiele wskazuje na to, że aby zażegnać pożary wystarczy wyegzekwować przepisy znowelizowanej w 2018 roku ustawy o odpadach. Na razie, w majestacie prawa Polcopper działa na podstawie tych obowiązujących wcześniej.

- Nowelizacja ustawy przewiduje konieczność uzyskania nowych pozwoleń, określających zarówno ilość składowanych odpadów, jak zawierających między innymi operat przeciwpożarowy - mówi Mirosław Żółtański, kierownik leszczyńskiej delegatury Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Poznaniu. - Ustawodawca jednak zapisał, że wystarczy złożenie wniosku o znowelizowane pozwolenie, by dotychczasowe dokumentu pozostały w mocy. I Polcopper z tej możliwości korzysta.
Pozwolenia na składowanie, przetwarzanie, a także zezwolenie na wytwarzanie odpadów wydawane w 2014 i 2015 roku przez starostę kościańskiego, zgodnie z wcześniej obowiązującymi przepisami nie określają ilości odpadów, które mogą być składowane w jednym miejscu. Dopóki więc pozwolenia pozostają w mocy - Polcopper może gromadzić w Przysiece tyle odpadów, ile zdoła pomieścić. Firma, zgodnie z wymogami znowelizowanej ustawy złożyła przed 27 stycznia 2020 roku wniosek o nowe pozwolenie. Dokumenty były jednak niekompletne. Urząd marszałkowski wezwał Polcopper do uzupełnienia dokumentów. To jednak nie nastąpiło. A firma bez przeszkód sprowadzała i przetwarzała odpady w nieograniczonych ilościach.

Czas na rozwiązania

- Wnioski złożone przez spółkę nadal są one niekompletne i wymagają uzupełnień - twierdzi Jacek Bogusławski, członek zarządu województwa wielkopolskiego. - W toku procedowanych postępowań przedsiębiorstwo złożyło wnioski o przedłużenie terminu do uzupełnienia braków formalnych czy złożenia wyjaśnień merytorycznych najpierw do dnia 27 stycznia 2021 r., a następnie do 31 maja 2021 r.

Powody, na które wskazywał Polcopper to po pierwsze pandemia, po drugie konieczność uzupełniania dokumentacji w związku z planowanym rozszerzeniem zakresu działalności o wytwarzanie paliw. Urząd Marszałkowski zgodził się na dokument poczekać. To jednak nic nie dało. Dokumentacji jak nie było tak nie ma. Wpłynął za to kolejny wniosek o przedłużenie terminu uzupełnienia wniosku do 31 sierpnia. Na to już zgody nie ma. Polcopper otrzymało pismo w tej sprawie.
- Dokonaliśmy przedłużenia wyznaczonego terminu wyłącznie na miesiąc od dnia doręczenia postanowienia tj. do dnia 21.07.2021 r. W przypadku nieprzedłożenia ww. dokumentacji w wyznaczonym terminie, wnioski zostaną pozostawione bez rozpoznania - wyjaśnia Bogusławski.

Gdyby tak się stało, zgodnie z prawem straciłyby moc zezwolenia na podstawie, których Polcopper działa dziś. To oznaczałoby koniec legalnej działalności.
Co dla mieszkańców może okazać się równie ważne, Urząd Marszałkowski chce powstrzymać dalszy napływ odpadów do Przysieki.
- Departament Środowiska zwrócił się z wnioskiem do Wielkopolskiego Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska, o wszczęcie z urzędu postępowania administracyjnego w sprawie natychmiastowego wstrzymania działalności ww. zakładu do czasu uregulowania stanu formalno-prawnego, czyli ewentualnego uzyskania tzw. decyzji dostosowawczych h informuje Bogusławski. - Spółka posiada obowiązujące decyzje administracyjne, w świetle których może kontynuować działalność na terenie Przysieki Polskiej. Skorzystanie z powyższego instrumentu, pozwoliłoby zatem na uniknięcie napływu kolejnych mas odpadów do czasu uregulowania i dostosowania instalacji choćby w zakresie spełnienia wymagań określonych w przepisach dotyczących ochrony przeciwpożarowej, jak i w zakresie zgodności z warunkami ochrony przeciwpożarowej wskazanymi w operacie przeciwpożarowym - zaznacza.
Jednocześnie Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska dalej prowadzi kontrolę zakładu w Przysiece rozpoczętą 28 czerwca - tuż po wybuchu pożaru.

W jej ramach w 8 lipca nad składowiskiem latały drony.
- Dzięki temu będziemy w stanie dość dokładnie oszacować masę odpadów, która obecnie znajduje się na składowisku - wyjaśnia Mirosław Żółtański. - Po pierwsze będziemy mogli porównać wyniki tej analizy z dokumentacją prowadzoną przez spółkę i sprawdzić czy jest ona rzetelna. Po drugie- znając ich ilość i rodzaj będziemy mogli precyzyjnie sprawdzać ich dalsze losy.

WIOŚ tuż po pożarze pobrał też próbki gleby, wody i powietrza z terenu zakładu. Wyniki tych badań nie są jeszcze znane.
Urząd Marszałkowski czeka też na wyniki kontroli Straży Pożarnej, która ma sprawdzić czy zalecenia dotyczące bezpieczeństwa przeciwpożarowego, wynikające z poprzednio prowadzonych działań zostały wcielone w życie. Wśród ich były między innymi takie dotyczące obniżenia wysokości hałd składowanych odpadów.

Mieszkańcy okolicy są pełni mieszanych uczuć. Z jednej strony mają nadzieję, że przestanie im towarzyszyć zapach palonego plastiku, z drugiej zadają sobie pytanie - czy to zadziała?
- Dotąd mieliśmy wrażenie, że wszyscy wiedzą o problemie, ale nikomu tak do końca nie zależy na jego rozwiązaniu. Czy teraz to się zmieni? Oby - mówi jedna z mieszkanek okolicy.
Polcopper nie odpowiada na pytania ani na temat zakładu w Przysiece Polskiej, ani na te dotyczące spraw związanych z nowym pozwoleniem. Po pożarze 27 czerwca zarząd spółki wydał jedynie oświadczenie. Napisano w nim, że przyczyną pożaru, który wybuchł 27 czerwca był prawdopodobnie samozapłon. Zarząd podkreślił także, że Polcopper sfinansował zakup paliwa używanego w czasie akcji gaśniczej oraz środków pianotwórczych. Podziękował też strażakom za pracę i poświęcenie.

Religia i etyka w szkole. Kto ma kształcić nauczycieli etyki?

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

W
Warsztat
Gdzie byliście - mieszkańcy - gdy władze wydawały pozwolenia na stworzenie wysypiska?! W d... mieliście wszystko. Piwko strzelić i o nic się nie martwić, w nic nie wtrącać. Pasywność na 100 procent. Teraz płacz.
g
gość
12 lipca, 10:11, kasienka:

Gołym okiem widać, że "państwo samorzadowe", twor POwolny, często skorumpowany nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa mieszkancom. Tak na prawdę nie jest wstanie zapewnić niczego. A gdybyście chcieli to towarzystwo odwołać zaraz własną piersią zasłonią go całymi rodzinami zblatowani interesami i stolkami.

Ustawa samorzadowa Kuleszy zapewniajaca praktycznie NIEwymienialność stanowisk samorządowych, oraz brak nadzoru i zerową odpowiedzialnośc "samorzadowcow", to największy wrzod na ciele Rzeczpospolitej.

Głupiś synku i nie rozumiesz zupełnie gdzie leży problem. Mieszają ci sie poziomy na jakich należy go rozważyć i przywołujesz argumenty z kapelusza w najmniejszym stopniu nie związane z sednem sprawy. Nie masz też zielonego pojęcia o prerogatywach władz samorządowych i państwowych i nie rozumiesz co lezy w zakresie działania jednych i drugich. Polecam propedeutykę do Wychowania obywatelskiego w szkole.

k
kasienka
Gołym okiem widać, że "państwo samorzadowe", twor POwolny, często skorumpowany nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa mieszkancom. Tak na prawdę nie jest wstanie zapewnić niczego. A gdybyście chcieli to towarzystwo odwołać zaraz własną piersią zasłonią go całymi rodzinami zblatowani interesami i stolkami.

Ustawa samorzadowa Kuleszy zapewniajaca praktycznie NIEwymienialność stanowisk samorządowych, oraz brak nadzoru i zerową odpowiedzialnośc "samorzadowcow", to największy wrzod na ciele Rzeczpospolitej.
Dodaj ogłoszenie