Palili, łupili, zabijali. Ale też wynaleźli centralne ogrzewanie

Karolina Sternal
Zamek w Kwidzyniu - długi ganek wsparty na wysokich filarach prowadzi do wieży latrynowej, czyli tzw. gdaniska.
Zamek w Kwidzyniu - długi ganek wsparty na wysokich filarach prowadzi do wieży latrynowej, czyli tzw. gdaniska. Maciej Sawicki
Udostępnij:
Gdy 15 lipca 1410 roku na polach pod Grunwaldem Władysław Jagiełło pokonał wojska krzyżackie, jednocześnie złamał potęgę państwa rycerzy-mnichów, które było u szczytu swojej potęgi. O korzeniach Zakonu Szpitala NMP Domu Niemieckiego w Jerozolimie, ich wędrówkach po Europie, o tym, jak się bogacili, handlowali i jak żyli w swoich zamkach, pisze Karolina Sternal.

Rozległe, zalane słońcem pola. Na jednym ze wzniesień, pod wielkim sztandarem Królestwa ze znakiem orła białego stoi król. Po drugiej stronie widać rozciągniętą linię rycerzy w białych płaszczach z czarnymi krzyżami. W pewnym momencie z tej zakutej w stal armii wysuwa się w kierunku polskiego monarchy kilku konnych. Gdy są już blisko, dwóch z nich zsiada i pieszo podchodzi do władcy, niosąc dwa nagie miecze. I wtedy padają te słowa: "Mistrz Ulrich wzywa twój majestat, panie, księcia Witolda na bitwę śmiertelną i aby męstwo wasze, którego wam widać brakuje, podnieść, śle wam te dwa nagie miecze".

Butni Krzyżacy wbijają miecze w ziemię, a Jagiełło po chwili ciszy spokojnym, ale pewnym głosem odpowiada: "Mieczów ci u nas dostatek, ale i te przyjmuję jako wróżbę zwycięstwa, którą mi sam Bóg przez wasze ręce zsyła".

To kadry z filmu "Krzyżacy'' na podstawie powieści Henryka Sienkiewicza. Tak według pokrzepiciela polskich serc wyglądał początek jednej z największych bitew średniowiecznej Europy. Dwa miecze - historia autentyczna - przez następnych ponad czterysta lat były dla Polaków dowodem ich siły i potęgi. Podczas ceremonii koronacyjnych na Wawelu były niesione przed królami jako symbol Rzeczpospolitej Obojga Narodów.

W 1795 roku żołnierze pruscy rabujący Skarbiec Koronny, nie mając świadomości ich znaczenia, nie ukradli mieczy podarowanych Władysławowi Jagielle przez wielkiego mistrza krzyżackiego. Niestety, ponad pięćdziesiąt lat później, patrol żandarmerii carskiej znalazł je na plebanii we Włostowicach i zarekwirował jako nielegalną broń. Wiadomo, że wywieziono je do Zamościa i od tej chwili ślad po dwóch nagich mieczach, które miały przynieść sromotną klęskę Litwinowi, który został polskim królem, a dały mu wielkie zwycięstwo, zaginął. Do dzisiaj nie wiadomo, co się dalej z nimi stało.

Nie ma natomiast wątpliwości, jakie były losy człowieka, który prawdopodobnie podsunął Ulrichowi von Jungingen pomysł na to, jak upokorzyć króla Polski. Był nim komtur Tucholi Heinrich von Schwelborn. Krzyżak na znak swego rzekomego męstwa zawsze woził przed sobą dwa miecze. Zabrakło mu go jednak pod Grunwaldem. Gdy losy bitwy były już przesądzone, uciekł z pola walki. Zginął ścięty przez harcowników, którzy dopadli go pod Falkowem koło Susza.

Zanim jednak zwycięstwo Władysława Jagiełły pod Grunwaldem zapoczątkowało powolny upadek krzyżackiego państwa, przez ponad dwa wieki rycerze-mnisi budowali swoją potęgę i zasobność. Początek Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie sięga trzeciej wyprawy krzyżowej do Ziemi Świętej, którą powiódł z Niemiec cesarz Fryderyk I Barbarossa. Jego śmierć w trakcie pochodu spowodowała rozłam wśród krzyżowców. Większość zawróciła, jednak część dotarła pod Akkę, którą oblegali wspólnie z rycerstwem francuskim i angielskim. Konieczność zajmowania się poległymi, rannymi i chorymi stały się powodem, dla którego papież Klemens III w 1191 roku zatwierdził zakon niemieckich szpitalników.

Zaczęli do niego wstępować niezamożni niemieccy rycerze, a bogaci czynili nadania na jego rzecz. Gdy w 1197 roku kolejna grupa krzyżowców z Niemiec dotarła do Ziemi Świętej, pod Akką zastała już szpital polowy.

Zakon zaczął także zabiegać o przywileje. Jednym z nich było wyjęcie spod jurysdykcji biskupa, co w praktyce oznaczało, że podlegał bezpośrednio papieżowi. Pozwalało także na samodzielny wybór przełożonego - mistrza. Nazwa Zakon Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie nawiązywała do pierwszego niemieckiego szpitala w Jerozolimie. Dzisiaj nie ma już po nim żadnych śladów. Zachowały się natomiast ruiny krzyżackiego zamku Montfort w Izraelu, który był siedzibą wielkiego mistrza zakonu. Gdy w 1291 roku upadała Akka, ostatnia twierdza chrześcijańskiego Królestwa Jerozolimy, Krzyżacy opuścili także swój zamek, a ośrodkiem ich władzy stała się Wenecja.

Podwaliny pod przyszłą potęgę Krzyżaków położył Herman von Salza. Niewiele wtedy znaczący Rycerze teutońscy, bo także pod taką nazwą funkcjonowali w ówczesnym świecie, potrzebowali wielkiego mistrza o dobrym zmyśle politycznym i organizacyjnym. I takim właśnie człowiekiem był von Salza. To on, jeszcze przed upadkiem Królestwa Jerozolimy, wyczuł, że zakon musi znaleźć sobie nowe miejsce. Rozwiązaniem było wystosowane przez króla Węgierskiego Andrzeja II w roku 1211 zaproszenie do nękanego przez Kumanów Siedmiogrodu. Król nadał Krzyżakom ziemie, a ci bardzo szybko przybyli do Węgier wraz z niemieckimi osadnikami. Z czasem wybudowali pięć kamiennych zamków i zaczęli powiększać swoje włości.
Mijały lata, a zakon zaczął być solą w oku węgierskich panów, którzy zażądali od króla usunięcia z kraju Niemców. Pierwotnie Andrzej II odmówił. Jednak, gdy w 1225 roku Herman von Salza wyjednał od papieża objęcie ziem zakonnych jego protektoratem - co w praktyce oznaczało wyjęcie ich spod królewskiej jurysdykcji - władca wpadł w gniew. Wojsko pod wodzą królewskiego syna wypędziło zakonników z kraju.

Niebawem do wielkiego mistrza nadeszło kolejne zaproszenie. Tym razem od księcia Konrada Mazowieckiego. Był rok 1226. Dominium księcia Konrada było systematycznie napadane przez pogańskie plemiona Bałtów. Organizowane przez książąt z rodu Piastów wyprawy krzyżowe nie przynosiły efektów. Ziemie były plądrowane, ludność zabijana bądź uprowadzana w niewolę, a osady palone. Herman von Salza postanowił więc skorzystać z zaproszenia . Jednak tym razem działał bez pośpiechu. Najpierw wyjednał u cesarza Fryderyka II nadanie całego terytorium Prus swojemu zakonowi, co zakończyło się powodzeniem. Konrad Mazowiecki nie wiedział o tym, dlatego pertraktacje pomiędzy nim a zakonem trwały nadal. Wreszcie w 1230 roku w Kruszwicy podpisano traktat, na mocy którego książę przekazał Krzyżakom ziemię chełmińską oraz wszystkie przyszłe zdobycze w Prusach. W ten sposób wczesną wiosną nad Wisłą pojawili się rycerze z czarnym krzyżem na białych płaszczach. To właśnie od nich wzięła się polska nazwa Zakonu Szpitala NMP Domu Niemieckiego w Jerozolimie - Krzyżacy.

Rok później, na lewym brzegu rzeki, rycerze-mnisi założyli swoją pierwszą bazę Thorn, czyli Toruń. Podbój całych Prus zajął im następne pół wieku. Zakon, przy wsparciu europejskich władców i rycerstwa, zdobywał kolejne krainy zajmowane przez pogańskie plemiona. Nawracanie, gdyż taki był oficjalny cel wypraw, polegało na gromadnym chrzczeniu i wprowadzaniu zakonnej jurysdykcji. Opornych wycinano w pień, dzieci i kobiety trafiały w niewolę, a dobytek niszczono. Zakon nie troszczył się także o dalszą opiekę duchową nad nawróconymi, natomiast bezwzględnie ściągał daniny.

Stosunki sąsiedzkie z polskimi książętami układały się poprawnie do czasu, gdy w 1308 roku Krzyżacy wkroczyli na chrześcijańskie Pomorze Gdańskie. Zajęcie bogatego Gdańska oraz najazdy, grabieże i pustoszenie innych polskich ziem, doprowadziło do tego, że przez cały XIV wiek pomiędzy zakonem a Polakami trwała nieustająca wojna. Szalę przechyliła bitwa pod Grunwaldem, o wyniku której zdecydowało nie tylko męstwo wojska pod wodzą Władysława Jagiełły, ale także jego mądrość i zmysł militarny.

W 1309 roku wielki mistrz po raz kolejny przeniósł swoją siedzibę. Tym razem do Malborka, który jednocześnie stał się stolicą państwa krzyżackiego. Wprawdzie było to państwo zakonne, ale funkcjonowało jak wszystkie ówczesne feudalne struktury władzy. Pod tym względem można powiedzieć, że stanowiło nawet niedościgniony wzór. Na samej górze drabiny stał wielki mistrz, którego władza była absolutna. Wspierali go rycerze zakonni. Wielki komtur zajmował się gospodarką, wielki marszałek sprawami wojny, wielki szpitalnik polityką zagraniczną, wielki skarbnik odpowiadał za finanse, wielki szafarz za handel, a wielki mincerz zajmował się nie tylko biciem monet, ale także dbał o stan twierdz, uzbrojenie wojska i konie. Każdy rycerz otrzymywał zbroję, konia i pełen rynsztunek. Pochodzili z niemieckiej szlachty, a wstąpienie do zakonu zwalniało ich z odpowiedzialności nawet za najpoważniejsze zbrodnie.
Niższy szczebel drabiny stanowili księża, następnie byli bracia zakonni i tzw. półbracia, jeszcze niżej byli mieszczanie i chłopi. Sam dół drabiny zajmowali niewolnicy. Podstawową jednostką administracyjną była komturia. Komtur zarządzał zamkiem, otaczającym go grodem oraz ziemiami przynależnymi do komturii. Krzyżacy założyli 93 miasta, wznieśli dziesiątki kościołów oraz około 120 zamków warownych. Większość z nich na terenach dzisiejszej Polski, pozostałych należy szukać w Rosji, Estonii, na Litwie i Łotwie. Zaledwie kilka zbudowali w Niemczech, Czechach i w Rumunii.

Budowali także młyny, browary, piece do wytopu żelaza, kuźnie, huty szkła, garbarnie, cegielnie oraz inne zakłady, dzięki którym mogli prowadzić wielkie inwestycje budowlane oraz wojny i podboje. Rozwijali także infrastrukturę drogową, wznosili mosty, przystanie rzeczne i porty.
Zajmowane przez Krzyżaków tereny były zasiedlane ściągającymi z Niemiec rycerzami oraz chłopstwem. Osadnicy osuszali bagna, wycinali lasy, stawiali domy, kościoły, uprawiali ziemię i hodowali zwierzęta. Własne gospodarstwa prowadzili także rycerze-mnisi.

Krzyżacy nie stronili też od handlu, ich sieć agentów handlowych sięgała od Rusi, przez Polskę aż po Anglię. Eksportowali zboże, miód, drewno, wosk, bursztyn, futra. Sprowadzali natomiast broń, sukno, sól i śledzie oraz wina i przyprawy korzenne. Przy zdobywaniu korzyści majątkowych nie wahali się przed oszustwem. Dotyczyło ono na przykład bitych przez zakon monet, które zawierały mniej szlachetnego kruszcu. W ten sposób negatywnie wpływali na polską gospodarkę.

Zakonnicy nie stronili od uciech i wygód. W Malborku funkcjonował na przykład dom publiczny. Praktycznie każdy zamek posiadał wieżę latrynową, tzw. gdanisko. Służyła ona rycerzom nie tylko do załatwiania potrzeb fizjologicznych, ale w razie oblężenia stanowiła niedostępny bastion obronny. Krzyżacy wprowadzili pierwsze centralne ogrzewanie. Dwupoziomowe piece doprowadzały ciepło do najważniejszych pomieszczeń - na pierwszym poziomie rozpalano ogień, podczas gdy na górnym układano kamienie.

Na zakonnym stole dominowały pieczone i duszone mięsa wołowe, wieprzowe i cielęcina. W postne dni zastępowano je rybami. Rzadziej sięgano po drób. Jedzono także chleb, masło, kasze oraz słodkie ciasta. Dopełnieniem posiłku był miód pitny i piwo, często z sokiem malinowym. Nie stroniono także od wina. Gorące napoje ziołowe słodzono miodem, dodając sok z czarnego bzu.

Własność prywatna była zakazana. Zakonnicy spali we wspólnych sypialniach zwanych dormitoriami. Ponieważ zawsze mieli być gotowi do walki, więc nie mogli zdejmować ani koszul, ani obuwia.
Zwycięstwo wojsk polsko-litewsko-ruskich pod Grunwaldem nie od razu doprowadziło do upadku krzyżackiego państwa. Jednak zakon zaczął mieć coraz poważniejsze problemy ekonomiczne. Nie mieli już także takiego jak do tej pory wsparcia dynastii rządzących na Zachodzie Europy oraz popularności wśród tamtejszego rycerstwa. W efekcie w 1525 roku Albrecht Hohenzollern złożył hołd lenny królowi Zygmuntowi Staremu i doprowadził do sekularyzacji Prus.

W 1923 roku zakon wyrzekł się militarnej roli i zmienił nazwę na Zakon Niemiecki. Współcześni Krzyżacy - jest ich 87 braci, w tym dwóch Polaków, swoją siedzibę mają w Wiedniu i skupiają się na działalności charytatywnej i duszpasterskiej, prowadzą szpitale i szkoły, domy dziecka, domy dla starszych osób. Zakon ma także żeński odłam - Instytut Sióstr Zakonu Niemieckiego.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

d
darek
Piszę w imieniu mojej żony, która pochodzi z Kwidzyna i nie może sama tego zrobić ponieważ jak zobaczyła podpis pod zdjęciem to zemdlała. Droga redakcjo nie pisze się: „ w Kwidzyniu” tylko: „w Kwidzynie”. Pozdrawiam i idę cucić żonę. Darek.
Więcej informacji na stronie głównej Głos Wielkopolski
Dodaj ogłoszenie